czwartek, 31 grudnia 2015

Czytelnicze podsumowanie 2015 roku


Podsumowanie? Jakie podsumowanie? Roku? Tego olbrzymiego harmideru wokół mnie? Siedzę właśnie wokół sterty rozrzuconych wspomnień książkowych, bo te fizyczne zamknięte są w kartonach dwieście kilometrów stąd. Tam i ówdzie walają się napisane słowa. Niewypite herbaty i niedopite kawy. Nieprzeczytanie wypełnia mnie. Niewypisanie także. Niewymówienie jest tuż za nim. I chcesz, bym to podsumowała? Te wszystkie 365 dni? Te 8760 godzin podczas których czytałam, żyłam, spałam, pisałam, myślałam i robiłam całą masę innych rzeczy? Nie umiem. Za dużo tego.

Ale odpowiem Ci. Dobrze. Odpowiem Ci liczbami, bo są one konkretne i wiedzą, czego chcą.

A zatem, w tym roku:
- nie przeczytałam 52 książek.
- nie napisałam 1 książki.

sobota, 26 grudnia 2015

Opowieść wigilijna, czyli #CzytamDickensa


Nie ma co ukrywać, większość moli książkowych wykorzystuje święta do nadrobienia czytelniczych zaległości, a tuż po odpakowaniu prezentów zagłębia się w nowo otrzymane lektury. U mnie było tak samo, wykorzystywałam masę wolnego czasu do chwil sam na sam z książką. Aż do tego roku, kiedy to Olga z Wielkiego Buka wyszła z akcją #CzytamDickensa w święta…

czwartek, 24 grudnia 2015

Świątecznie


Moi Drodzy!

Życzę Wam świąt tak ciepłych, jak wyjęte z piekarnika pierniczki,
tak pachnących, jak wetknięte w pomarańczę goździki,
i tak puchatych, jak króliki wielkanocne.

Niech te kilka następnych dni będą wypełnione kochającymi Was osobami, uśmiechami i oczywiście książkami.

Wiktoria :)


wtorek, 22 grudnia 2015

Recenzja: Jasioł i Mgłosia - Walter Moers


Każdy ma takiego Jasia, jakiego zostawiła mu Małgosia, i każdy ma taką Małgosię, jaką sobie wytropił po okruszkach… Słowem, w moim życiu ostatnio aż przelewa się od bajek. Muminki, Czerwony Kapturek z Tako, a teraz i sam Walter Moers wciągnął mnie w swoją camońską wersję Jasia i Małgosi.

sobota, 19 grudnia 2015

Dokawnik: Kichnięcie



Kichnęła. To nie był jej pierwszy raz, wszak miała pół wieku za sobą wyryte na ciele. W dokumentach ciut mniej – mąż jej załatwił, po znajomości, w dawnych czasach. Sam już dawno nie żył, ale żona wciąż pozostawała młodą o te kilka papierowych lat. Lisi kołnierz zdradzał zaś, że przy poprzednich kichnięciach stale mówiono jej na zdrowie. Na miarę skrojone palto to potwierdzało.

piątek, 18 grudnia 2015

Wyniki pocztówkowego konkursu


Tak, wiem, wyniki miały być wczoraj… Ale wczoraj, kiedy obudziłam się rano, domowik rozszalał się na dobre, rozrzucając moje snu po pokoju, więc kiedy spróbowałam wstać z łóżka, wdepnęłam w pierwszy lepszy sen i zaczęłam go oglądać. W drodze do kuchni obejrzałam dwa następne, a robiąc kawę niechcący wraz z cukrem wsypałam do tygielka czwarty. W pracy odwiedziła mnie starsza pani, która czyta tylko bajki. W walizce także miała pełno snów. A potem czas przyśpieszył i nagle była północ. Po drodze padał deszcz. Także… mimo najlepszych chęci, nie zdążyłam opublikować wyników konkursu. Ale już śpieszę zrobić to już dziś!

środa, 16 grudnia 2015

O litewskim cmentarzu


Każdy zobaczy tu coś innego. Jedni widzą kwiaty, inni czarodziejski las, jeszcze inna osoba stwierdziła, że jest to magiczna wioska. Ja zobaczyłam tu domki Baby Jagi. A tak naprawdę jest to cmentarz litewski – obraz namalowany przez Mikalojusa Ciurlionisa w 1909 roku.

sobota, 12 grudnia 2015

Rozmowa: Pocztówka w skrzynce pocztowej


Maile, Facebook, Twitter, Instagram… To one są przedłużeniem mojej dłoni, gdy chcę wysłać do kogoś wiadomość. Klik i list zanurkował w wirtualną przestrzeń. Po sekundzie jest już u adresata – ciepły i z zawijasami słownymi, bo tak zwykle zdarza mi się pisać do przyjaciół, jednak nie nosi w sobie mojego charakteru pisma, nie ma zapachu moich perfum. To internetowe literki tworzą swoim brzmieniem mój obraz. Większość już komunikuje się w ten sposób. Jednak znam kogoś, kto tak nie robi…

środa, 9 grudnia 2015

TOP 10 książek na świąteczny prezent


Nie ma co ściemniać, już po Mikołajkach, a zatem do Wigilii zostało niecałe dwa tygodnie. To już nie jest czas na bezstresowe przeglądanie w myślach pomysłów na prezenty, to chwila na wielkie zapasy w zaludnionych sklepach, użycie łokci i portfeli. Na wymyślanie nie ma czasu, teraz trzeba zdobywać, wyrywać z półek, przedzierać się do kasy, a potem jeszcze pakować…

Ale! Dla tych, którzy jeszcze nie zdążyli wymyślić, co komu wręczyć, śpieszę z małym prezentowym poradniczkiem świątecznym!

sobota, 5 grudnia 2015

Dokawnik: Duch kota



To historia, która wydarzyła się naprawdę. Co więcej, toczy się nadal… Bo widzisz, w moim olsztyńskim mieszkaniu jest duch kota. Był, kiedy już się wprowadzałam. Obserwował mnie cichutko przez dwie noce, a potem, nocy trzeciej równo o 3:00 nad ranem dał o sobie znać. Na początku paradoksalnie myślałam, że to myszy. Musiała to być spora obelga dla ducha kota… Na moje szczęście, z niewyspania nie wypowiedziałam tych domysłów na głos i tylko nasłuchiwałam. Bo wiedzieć musisz, że duch kota pokazuje się bardzo rzadko i osobiście ja jeszcze nie dostąpiłam zaszczytu zobaczenia go.

czwartek, 3 grudnia 2015

Cytat: Walter Moers


No właśnie… Czy wiecie? Ja nie wiedziałam… No może troszkę. Ale Moers mi dobitnie to tłumaczy w „Jasiole i Mgłosi”, bo tam on nie tylko opisuje niezwykłe przygody rodzeństwa, które zgubiło się w lesie. W tej książce Walter Moers g a w ę d z i !

poniedziałek, 30 listopada 2015

Z pamiętnika warszawianki #1

Jestem warszawianką od 30 dni, 21 godzin i 22 minut. Stałam się nią dość nagle, właściwie z dnia na dzień, gdzieś po drodze podejmując decyzję, która tak naprawdę podjęła się sama. I nagle znalazłam się tu. Tak, tu. Tam zmieniło się w tu i tak już zostało.

czwartek, 26 listopada 2015

Recenzja: Charlotte – David Foenkinos


Ta książka jest dla mnie bardzo ważna – powiedział mi David Foenkinos, gdy na tegorocznych targach książki w Krakowie przysiadłam się do niego, prosząc o autograf i chwilę rozmowy. Od kilku tygodni wiedziałam, że przyjedzie do Polski, i aż zapierało mi dech w piersi na samą myśl o tym. Jego Delikatność swego czasu sprawiała, że całe moje życie zostało posmarowane grubą warstwą subtelnego cierpienia. Bo właśnie tak pisze ten autor – niemal niezauważalnie dotyka słów, lekko popychając je ku sobie, tworząc zdania, akapity, rozdziały i… wreszcie powieść.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Wyznanie: Teraz czytam...

Bywa czasem tak, że listopad zmienia się w mały, zmarznięty głaz i kuli się wśród żółtych, pachnących smutkiem liści. Zamyka mocno oczy i próbuje nie zwracać uwagi na to, że wokół wszystko się rozsypuje, czekając na zimowy sen. I gdy tak właśnie się zdarza, zapraszam do siebie odchodzącego Włóczykija, niepotrzebującą nikogo Filifionkę i zorganizowanego Paszczaka. Siadamy wśród kropelek rozlanego miodu, stygnących kasztanów i skrawków nadpalonego papieru, który nie chciał całkowicie spłonąć. I wtedy mi opowiadają, a ja w każdym słowie widzę mój świat.

sobota, 21 listopada 2015

Dokawnik: Historia dnia urodzin


Jest pewny dzień w roku, wobec którego nikt nie jest obojętny. Jedni czekają na niego, inni udają, że nie istnieje, jeszcze inni łapią przez niego depresję. I prawda jest taka, że można udawać, że ten dzień nic dla nas nie znaczy, jednak wciąż pozostaje on jednym z najważniejszych dni w roku.

poniedziałek, 16 listopada 2015

TOP 5 książek na życiowego doła

Każdemu w życiu zdarza się tak zwany dół. Ten czas, gdy nie jest nam po prostu smutno, ale dodatkowo świat przytłacza miażdżącymi problemami. Trudno wtedy skupić się na czymkolwiek. Myśli żądlą z każdej strony i wytrącają książki z ręki. W takich momentach najchętniej sięgam po seriale, pozwalając obcym historiom wypełnić moje myśli. Ale są też książki, które skutecznie potrafią nas pochłonąć. Te lekkie, proste, które mają moc zainteresowania czytelnika od pierwszych stron. Nie, nie są nacechowane masą pozytywnych myśli. Po prostu… mają moc wyłączenia naszego własnego świata. I właśnie takich pięć tytułów wybrałam dla was.

sobota, 14 listopada 2015

Cytat: Magdalena Tulli


Czasami mam wrażenie, że Magdalena Tulli siedzi tuż za moim fotelem i podszeptuje mi ciche rady. Jej Szum zastąpił w moim świecie Małego księcia. Lis w obu książkach jest ten sam. 

sobota, 7 listopada 2015

Dokawnik: Życiowy alarm


Życiowy alarm – to określenie, którego użyła moja bardzo bliska koleżanka, mówiąc o wewnętrznej potrzebie zmiany. Globalnej zmiany. Takiej przewracającej wszystko do góry dnem.

Życiowy alarm to dzikie poczucie, które zagnieżdża się głęboko w naszym sercu, i cicho podszeptuje nam, że przyszedł czas na zmiany, czas, gdy należy zamknąć oczy i po prostu zrobić krok w bok, a nie po wytyczonej codziennej ścieżce.

piątek, 30 października 2015

Krakowskie Targi Książki 2015 - FOTORELACJA

To były… szalone targi książki. Najbardziej szalone, jakie mogły się przydarzyć. Radosne, ciężkie, niespodziewane, trudne… Wiele zmieniły, dużo przewróciły do góry nogami. Słowem, namieszały porządnie w moim życiu. Przyjdzie czas, a opowiem Wam, co się podziało i co się zmieniło. A póki co… kto się odnajdzie na zdjęciach? ;)

W pełnej gotowości!

sobota, 24 października 2015

Dokawnik targowy


Moi drodzy… Niestety w tym tygodniu nie wyrobiłam się z napisaniem dokawnika. Przygotowania do krakowskich targów książki i same targi wypełniły mi caluteńki życiowy czas. W zamian za to wrzucam Wam fotkę prosto z targów, bo choć nie ma dokawnika, to jeżeli tylko jesteście w Krakowie, zapraszam na wspólną kawę – łapcie mnie pod mailem.

Ach i jeszcze mam prośbę – może podpowiecie mi w komentarzach, o czym chcielibyście poczytać w dokawniku? Może coś was szczególnie interesuje? Bo ten cykl jest przecież po to, byśmy mogli porozmawiać ;)

wtorek, 13 października 2015

Recenzja: Sońka - Ignacy Karpowicz


Dawno, dawno temu – bo życie Sońki jest jak bajka. Jak opowieść, którą można snuć wieczorami, gdy drewniane ściany chatki rozświetla mały płomyk świecy, przy postukiwaniu drutów między palcami, przy szuraniu kłębka po starym dywaniku. To taka historia ukryta między zmarszczkami serca, schowana w zamyśleniu i w cichym westchnieniu, tym ostatnim, tuż przed zaśnięciem.

W niewielkiej, zaledwie na cztery domy, wioseczce położonej na końcu świata spotkały się dwie osoby. Igor – młody, warszawski reżyser z własnoręcznie amputowaną przeszłością, poznał Sońkę, staruszkę, której przeszłość wypełniała grubą warstwą jej teraźniejszość. Gdy spojrzeli na siebie, świat zamarł. Bo Sońka poczuła, że chce Igorowi opowiedzieć swoją historię, a Igor poczuł, że chcę ją usłyszeć i opowiedzieć innym.

sobota, 10 października 2015

Dokawnik: Psi słownik




Dziś na tym blogu piszę ja, Haruki pierwszy i jedyny, prawdziwy Szary Wilk. Pańcia oddała mi prawo głosu w dzisiejszym dokawniku. I z tej okazji przygotowałem dla was krótki słownik. Krótki, bo jeszcze nie do końca radzę sobie z klawiaturą.

A zatem… porozmawiajmy o psach i ich zachowaniu na spacerze. Już nie raz słyszałem, że wy, ludzie, uważacie za obrzydliwe to, że wąchamy krzaczki itp. Pragnę rozwiać wszelkie wątpliwości… Otóż trawnik dla psa jest jak dla was tablica na facebooku, przeglądamy ją, czytamy wpisy, lajkujemy… Sami zobaczcie:

piątek, 9 października 2015

Zakładkowy konkurs


Nowe blogowe zakładeczki właśnie do mnie dotarły. Tym razem pachną kawą. A na odwrocie umieściłam tajemnicę - coś, co jest dla mnie bardzo ważne, i czym chciałam się z wami podzielić. Nie zdradzę tu, co to jest, by każdy sam mógł odkryć tę tajemnicę.

I z okazji tej zakładkowej radości – konkurs!

Do wygrania pięć zakładkowych zestawów!

Zadanie:

środa, 7 października 2015

Felieton: o filmie Młodość [2015]

Niektórzy myślą, że wielkie piękno skrywa się w młodości. Wydaje im się, że wiedzą… Innym zdaje się, że dzięki temu, że są młodzi, wiedzą absolutnie wszystko. A jeszcze inni milczą, przekonani, że w sobie mają pustkę, lecz to właśnie oni tak naprawdę mają najwięcej do powiedzenia.

W twórczości Paolo Sorrentino zakochałam się od pierwszego filmu. Wielkie piękno rozłożyło się we mnie wygodnie swoimi obrazami i metaforami. Jego słowa przycupnęły na skraju moich myśli. A potem obejrzałam Młodość i Sorrentino na nowo porwał mnie w wędrówkę po swoich myślach schowanych za kadrem. Znowu zanurzyłam się w jego nieoczywisty świat i znowu poczułam, że tak naprawdę znałam tę historię wcześniej.

Filmy Sorrentino są na tyle wielowarstwowe, że w oczach widza wydają się opowiadać historię o nim samym. Pomaga w tym masa bohaterów, z których nawet epizodyczny, nie odzywający się ani słowem ukrywa w sobie opowieść głęboką jak morze. Reżyser bawi się z nami. I zaczyna już przy plakacie filmowym. Zwodzi, wprowadza w błąd i pozwala nadinterpretować. A potem, jeżeli zechcemy, opowiada swoją wersję zdarzeń. Oczywiście jest ona o wiele lepsza.

środa, 30 września 2015

Zapach miasta: Mediolan


Mediolan ma ciasno zawiązany wokół szyi krawat. Klasyczny i elegacki – wyznacza ścieżkę od przełyku aż do żołądka. Swobodnie wisi między klapami wymyślnej marynarki. Bo garnitur Mediolan ma skrojony według ostatnich trendów mody – odważnie, ekstrawagancko i wygodnie.

To miasto nie wstydzi się swoich cen i walorów, nie ogranicza i nie ma poczucia wstydu. Siedzi na wielkim fotelu Włoch, ma zarzuconą nogę na nogę, a ramiona niedbale oparte o poręcze. Patrzy na ciebie władczo i czeka, aż podejdziesz. I wie, że w końcu to zrobisz. A wtedy Mediolan przeleci cię w każdy możliwy sposób i… będzie ci się to podobało.

sobota, 26 września 2015

Dokawnik: Tajny przepis na niemoc pisarską



Czasami bywa tak, że słowa po prostu uciekają. Tak, jakby się wbiegało w chmarę gołębi, a te czmychały na wszystkie strony. Oczywiście, będziesz próbować łapać je za ogony i skrzydła, ale w dłoniach pozostaną tylko pojedyncze sylaby…

Miewasz tak? Myślę, że każdy tak ma – nieważne, czy pisze bloga, powieść czy zwykłe wypracowanie na polski. Dziś zdradzę Ci sekret, jak poradzić sobie z tą sytuacją i zwabić gołębie do klatki.

środa, 23 września 2015

Książki o magii ludowej i wierzeniach pogańskich


Kręci mnie ludowość, najbardziej ta okraszona magią. A jeżeli pojawia się jeszcze wzmianka o słowiańskim pogaństwie, to już po mnie… Zioła, szeptuchy, Baba Jaga, las… to jest to, czego szukam w książkach. Taką literaturę lubię najbardziej! 

A ostatnio odkrywam, że nie tylko ja poszukuję takich motywów w literaturze. Postanowiłam zatem stworzyć dla was zestawienie pięciu książek, w których z pewnością znajdziecie magię wsi, czary ludowe i nawiązanie do starych wierzeń. Nutka bajkowości także się znajdzie. Oto one:


Stara Słaboniowa i Spiekładuchy 
Joanna Łańcucka | Oficynka

To mój osobisty numer jeden wśród tego typu książek. Zafascynował mnie język, a potem i fabuła. Magiczna, pachnąca starą skórą i ziołami, szurająca ciężkimi krokami zapomnianych mar…

Fabuła: Teofila Słaboń nie wie ile ma lat, nie liczy ich już, a może nigdy ich nie liczyła. Zwana we wsi Starą Słaboniowi łapie krzywe spojrzenia mieszkańców i nachmurzone brwi księdza, jednak gdy dzieje się coś, czego umysł ludzki nie jest w stanie pojąć, nogi, które go noszą, kierują się w stronę domostwa Słabioniowej. A ona pomaga zawsze. Zdawałoby się, jej kręgosłup nie rozegnie się od reumatyzmu, ale to tylko pozory, Słaboniowa wie doskonale jak rozmawiać z diabłem, umie złapać z morę lub przekupić kikimorę >>>przeczytaj całą recenzję>>>

wtorek, 15 września 2015

Kiedy wydam książkę, możesz jej nie lubić


To takie oficjalne ogłoszenie, bo kiedyś w końcu książkę wydam. I wtedy, mój drogi przyszły Czytelniku, możesz śmiało powiedzieć, że Ci się nie spodobała. Co więcej, możesz o tym napisać – do mnie, na facebooku, na moim albo swoim blogu. Możesz ją skrytykować, wytknąć błędy, napisać, co najbardziej Ci się nie podobało. Ba! Możesz napisać, że przez nią nawet nie przebrnąłeś!

Dlaczego to piszę? Z przerażenia… Z przerażenia modą na chwalenie książek. Coraz częściej widzę sytuacje, jak autor obraża się dziko, bo ktoś napisał, że jego książka mu się nie spodobała. Jest wielki foch, jest tupanie nóżkami, jest rozpacz. A jego osobiste kółeczko adoracji zaczyna owego biednego i pokrzywdzonego autora pocieszać.

sobota, 12 września 2015

Dokawnik: Bar


Zdarza się Wam pić alkohol przed dwunastą? Bo dziś, do porannej kawy chcę dodać wam dwie-trzy kropelki czegoś mocniejszego. Zapraszam was do Baru...

xxx

Bar o drugiej nad ranem patrzy w dal niewidzącymi oczami otwartych drzwi. Nikomu już nie przeszkadza lodowata noc wkradająca się do środka, ani jej zapach samochodowych spalin mieszający się z kaszlącym dymem dawno wypalonych papierosów. Niczym miażdżone łupiny orzechów pod butami trzeszczą resztki niespełnionej nadziei na utopienie problemów w alkoholu.
Podeszła do niego i bez obrzydzenia oparła łokieć o ladę baru ubraną w potarganą warstwę piwa, whisky i tytoniowego popiołu.

- Cześć przystojniaku, często tu zaglądasz? – rzuciła stary oklepany tekst barowego podrywu.
Już od lat nie działał w sposób, w jaki powinien, a i ona również od lat nie wyglądała na kobietę, która ponętnymi, młodymi ustami może go wypowiedzieć. Z kącików jej warg zwisało zmęczenie. Jej słowa wymknęły się spomiędzy nich i wolno rozpuściły w kałuży rozlanego alkoholu.

czwartek, 10 września 2015

Zapach miasta: Wenecja


Wenecja jest zmęczona. Nie ma zmarszczek, bo zostały one mocno wydeptane przez tysiące nóg, które każdego dnia przebiegają przez jej uliczki. Nie ma pragnień, bo jej usta zalała woda. Nie ma oczu, bo oślepła od milionów fleszy.

To miasto, jest jak wymęczona, pozbawiona kontaktu ze światem, wiekowa staruszka, która nie ma sił zaprotestować, gdy kolejne chmary ludzi grzebią w jej kufrach, dotykają jej ubrań, włażą jej pod spódnicę, ciągną za włosy. Jedyne, czego pragnie, to choć kilka dni spokoju, ciszy, ukojenia.

Nie pragnie tych dni po to, by odpocząć. Nie chce już odpoczywać. Potrzebuje ich po to, by umrzeć. Bo w tym olbrzymim potoku turystów nie daje rady tego zrobić, każdego dnia na nowo krztusi się tłumem, a jej popękane kościste palce nie zdążają chwycić Śmierć za rąbek czarnego płaszcza.

wtorek, 8 września 2015

Recenzja KSIĄŻKI: Poradnik pozytywnego myślenia


Ustalmy na samym początku – w tych niecałych trzech tysiącach znaków nie będziemy mówić o filmie Poradnik pozytywnego myślenia, a będziemy rozmawiać tylko i wyłącznie o książce autorstwa Matthew Quicka o identycznym tytule. Oczywiście, gdybym obejrzała film przed  książką, zapewne porozmawialibyśmy i o nim, jednak obejrzałam go po przeczytaniu książki i… (czy słychać moje dzikie rozżalenie?) nie wspomnimy o nim tu ani słowem.

A zatem książka. Poradnik pozytywnego myślenia.

Zdradzę Wam tajemnicę. Kolejną. Tylko obiecajcie, że nikomu nie powiecie, dobra? Otóż… to może być lekki szok, jeśli śledzicie mojego fanpaga na facebooku albo znacie mnie osobiście… Prawda jest taka, że daleko mi do pozytywnego myślenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam naturę jak kulka skondensowanej energii, a mimo to… rzadko kiedy udaje mi się uwierzyć w pozytywne zakończenie. Dlatego tak kocham bajki, przy nich mam pewność, że wszystko skończy się dobrze. I nie, mój szeroki uśmiech nie jest udawany. Ja szczerzę wierze w radosny, pozytywny proces, tylko nie umiem złapać pewności, że zakończy się on dobrze.

wtorek, 1 września 2015

Wyznania: Urlop od książek


Odpoczynek. To słowo zwykle wywołuje w nas różne emocje. W jednych tęsknotę, w innych irytację. Chcemy odpocząć, nie mamy kiedy odpocząć, a może odpoczywamy aż za często? Słownik PWN definiuje słowo odpoczynek w następujący sposób: 1. przerwa w jakimś wysiłku dla nabrania sił; 2. czas poświęcony na pozbywanie się zmęczenia, zwykle poprzez robienie tego, co sprawia przyjemność.

Branie urlopu od pracy jest dla nas normalne, choć czasem trudne do załatwienia. Złapanie chwili oddechu, gdy za długo biegniemy – jest oczywiste. Nawet zakochane pary od czasu do czasu potrzebują pobyć oddzielnie i wypocząć od siebie nawzajem. Odpoczynek jest rzeczną normalną, potrzebną i… czasami do pewnych rzeczy niestosowaną.

sobota, 29 sierpnia 2015

Dokawnik: miasto vs wieś


Często, gdy wszyscy wzdychają za ciszą na wsi, za jej przestrzeniami leśnymi i polnymi, za świeżym krowim mlekiem, za zapachem siana i za pełnymi tajemnic starymi chatkami, ja piszę miłosne wiersze do miasta.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Magia wsi, lasy i pełne zboża pola zawsze były bliskie mojemu sercu. Bywa, że tęsknię za ich zapachem, za miękkością trawy pod stopami, za dotykiem omszałych desek płotu. Mieszkałam w środku lasu przez dziesięć lat i za ten czas zdążyłam się z lasem nieźle dogadać.

piątek, 21 sierpnia 2015

Zapach miasta: Londyn


Nie napiszę, kiedy tam byłam, bo w Londynie daty nie istnieją. Tam nie ma godzin.  Tam nie tyle co zatrzymuje się czas. On tak naprawdę pędzi, biegnie do przodu, jakby dopiero co zerwał się ze smyczy, ale przy tym nie ma podziału na godziny i sekundy. Jest jak ogromna masa, która swoim tłustym cielskiem toczy się przez świat. Wydaje mi się, że po drodze zjada ludzi…

Mind the gap – powtarzane jak mantra na każdej stacji metra jest tak naprawdę zaklęciem, które zaczarowuje wszystkich ludzi i żaden nie widzi potwora mieszkającego w szczelinie między peronem a wagonikiem metra. Nikt nie dostrzega ciekłej ciemności, która przyczepia się do butów, mając nadzieje, że choć jej niewielka cząstka wydostanie się na zewnątrz i ujrzy światło dzienne. Ludzie są ślepi na przemykające tunelami metra podziemne mary, w żyłach których nie ma krwi, jedynie przewody. Wszyscy słyszą jedynie mind the gap i wędrują dalej.

środa, 19 sierpnia 2015

Felieton: Wstydliwe fakty

Książka - do zadumy, papier - wiadomo, miętka - dla świeżości!

Bo fakt to najbardziej uparta rzecz pod słońcem, jak to napisał Bułhakow w Mistrzu i Małgorzacie. A gdy faktów jest cała kupa, to już mamy całą rzeszę upartości. I nie ma co z nią dyskutować… trzeba przyjąć.

Powiedzcie mi dziś, moi drodzy, gdzie lubicie czytać książki? W łóżku? Na fotelu? W autobusie? My w Olsztynie niedługo zaczniemy czytać w tramwajach (taki żarcik lokalny). A dziś mam dla was książeczkę, która ani to do łóżka, ani do fotelu, a tym bardziej do miejsca publicznego. Bo choć sama nazwa może być interpretowana różnie, bo nie każda kupa śmierdzi, to już umieszczony papier toaletowy na okładce już miejsce czytania definiuje. A do tego mamy urokliwy sznureczek, na którym ową książkę możemy zawiesić tam, gdzie król chodzi piechotą.

sobota, 15 sierpnia 2015

Dokawnik: Poranki



Poranki - to taki czas, kiedy można cichutko wykraść kilka godzin u rzeczywistości. Kiedy boso, jeszcze w piżamie można uciec z łóżka i wypić kawę razem ze słonecznym światłem. I nikt, absolutnie nikt na świecie, nie będzie wiedział, że już nie śpicie. Nie przyznacie się do tego. To będzie tylko i wyłącznie wasza chwila.

Choć jestem życiową zaspaną sową, lubię czasem obudzić się przed budzikiem i złapać za ogon słońce. Moje mieszkanie oknami patrzy w stronę dalekiego Petersburga, czyli na północny-wschód. A zatem słońce bywa w nim jedynie w godzinach wczesno-porannych i by je uchwycić, należy nie być śpiochem.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Napiszę do Ciebie list…



Naprawdę. Napiszę do Ciebie list, chcesz? Kiedyś pisałam ich całą masę, miałam ich olbrzymią skrzyneczkę. Nie miałam wtedy Internetu, fakt. Maile są szybsze, też fakt. Ale to nie listy. Maile, to obdarte ze wszystkiego neurony, taki szkielecik słów. A listy…

Ręcznie pisane listy pachną, niosą ze sobą charakter pisma, chowają w zgięciu papieru myśli nadawcy, uśmiechają się atramentem. Pisząc list, wysyłamy do adresata kawałek siebie.

Coraz częściej na moim facebookowym fanpagu widzę, jak ze smutkiem piszecie, że listy odchodzą w zapomnienie, że kiedyś dużo otrzymywaliście, a teraz już nic nie przychodzi, że nawet nie pamiętacie, kiedy ostatni raz taki list otrzymaliście. I dlatego postanowiłam, że…

Napiszę do Ciebie list!

Do Was! Do każdego, kto tylko chce go ode mnie otrzymać. Jak to zrobimy? A na dwa sposoby. Jeżeli chcesz otrzymać ode mnie ręcznie napisany list, to:

* 
Wyślij mi na maila [znajdziesz go tu] swój adres i… tyle :)

albo

* 
Ty napisz do mnie, na pewno odpiszę! Tylko pamiętaj, by dopisać adres zwrotny. 
List wyślij na adres:

Przeczytaj mnie | Wiktoria Korzeniewska
Skr. pocztowa 1497
10-900 Olsztyn


Wielką akcję pisania listów uważam za rozpoczętą!

sobota, 8 sierpnia 2015

Sposób na upał: Dziecko śniegu - Eowyn Ivey


W te najgorętsze dni roku zabieram was do zasypanej śniegiem Alaski. Przymknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że wasze nogi aż po kostki zanurzają się w miękkim śnieżnym puchu, że ramionami obejmujecie oblodzony pień drzewa, że w waszych włosach miękko układają się śnieżynki...

Jest pewna rosyjska baśń, która opowiada o parze staruszków, którzy całe życie marzyli, by mieć dziecko. Pewnego dnia ulepili wspólnie bałwanka i… bałwanek ten zmienił się w małą dziewczynkę. Dziecko śniegu to właśnie historia tej dziewczynki, tylko opowiedziana na nowo, osadzona w czasie i rzeczywistości. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Dlaczego długo się czeka na światłach w Olsztynie?


Uwaga! Został odkryty powód wolno zmieniających się świateł w Olsztynie! Nie od dziś wiadomo, że olsztynianie spędzają połowę swojego życia czekając na zielone. I oto w końcu mamy wyjaśnienie! Śledztwo w tej sprawie przeprowadził warszawski dziennikarz, którego  imię i nazwisko ze względu na poufność nie może zostać ujawnione.

sobota, 1 sierpnia 2015

Dokawnik: Kocia Kawiarnia


Jest od niedawna w Krakowie kawiarnia, do której wchodzi się przez szafę jak do Narnii. Tutaj rządzą nie kelnerzy i nie goście, a mieszkańcy kawiarni. Czy już wiecie, o jakim miejscu opowiem Wam w dziś?

Kocia Kawiarnia przy ulicy Krowoderskiej w Krakowie otwarta jest od kilku miesięcy. Zazdrościliśmy takiej kawiarni i Japonii, i Moskwie, i Londynowi. I nareszcie zazdrościć nie musimy. Teraz mamy swoją własną, ba, polska Kocia Kawiarnia jako jedna z nielicznych na świecie nie pobiera opłat za wstęp. Warto więc po prostu tam zajrzeć, choćby po to, by zobaczyć jak wygląda królestwo kotów i kawy. 

czwartek, 30 lipca 2015

Felieton: Pilch, Zuza i różnica wieku


Zuza albo czas oddalenia to moje pierwsze spotkanie z Pilchem. I spotkanie zdecydowanie pozytywne przede wszystkim z uwagi na język. Słowa, zdania, akapity! Tak, to było dobre. Bardzo. Historia niby o miłości, a niby o pieniądzach. O różnicy wieku, o prostytucji, o wyborach, o… życiu – jego początku i końcu.

To było do przewidzenia: na starość zakochałem się w pochopnej dwudziestolatce. Przez pochopność należy rozumieć zgodę na wykonywanie działań elementarnych za pieniądze, ergo kurewstwo – piszę autor na początku. Znam osoby, które po takim fragmenciku, zatrzasnęłyby książkę ze zdegustowanym prychnięciem.

sobota, 18 lipca 2015

Dokawnik: A jeżeli książę nigdy się nie pojawi?

fot. Maciej Wagner

Heidi Priebe na swoim blogu opublikowała test o tym, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy zawczasu uznali, że nigdy nie spotkamy miłości swojego życia. Przemyślenia, które wypełniły moją głowę po przeczytaniu jej tekstu były tak mocne, że postanowiłam się z wami nimi podzielić i poświęcić temu kolejny dokawnik.

A zatem załóżmy, że mamy te dwadzieścia kilka lat, całe życie stoi przed nami otworem, za nami pełni nadziei rodzice i dziadkowie. Stop. I w tym momencie przylatuje wróżka i mówi nam otwarcie, że nie, nigdy w swoim życiu nie poznamy osoby, którą pokochamy całym sercem, czy choć jego połówką, nikt nie zauroczy nas tak mocno, że zechcemy spędzić z nim resztę życia. Koniec. Kropka. Bajka o Kopciuszku zostaje przerwana, Śnieżka leży nadal martwa, Śpiąca Królewna chrapie . I co wtedy zrobisz?

czwartek, 16 lipca 2015

Recenzja: 28 bajek arabskich


Pewnego dnia rzekł szatan do Dżuhy:
- Zrobię z ciebie, Dżuho, wariata!
Dżuha odrzekł:
- Nie uda ci się!

(początek bajki Muł w czajniku)

Porozmawiajmy o bajkach. Dawno, dawno temu był sobie Dżuha. I założył się on z szatanem, że ten nie zrobi z niego wariata. A potem nagle Dżuha zobaczył, jak muł wchodzi do czajnika. Wyobrażacie sobie? Ogromny muł zrobił się na tyle malutki, że zmieścił się w czajniku i wszedł do niego z własnej woli. Dżuha chciał się podzielić tym widowiskiem z mieszkańcami miasta, ale oczywiście nikt z nich nie zobaczył muła wchodzącego do czajnika... 

A zatem... co jest prawdziwe? Muł, to, co widzą wszyscy, Dżuha czy szatan? A może wszystko na raz? Ta bajka jest bardzo bliska mojemu sercu. Ze wszystkich 28 bajek arabskich wybrałam właśnie ją. Dlaczego? Bo... o losie, muł znowu wchodzi do czajnika!!!

Bajki są mądrością narodu. To taka wielofunkcyjna pigułka, która bawi, uczy, zabija nudę i kondensuje w sobie historię. Dlatego pamiętam o bajkach każdego dnia. Dlatego wracam do nich, odkrywam je na nowo, czytam je, słucham i opowiadam. I  choć nie jestem już dzieckiem, to właśnie bajki najczęściej służą mi radą w trudnych chwilach.

sobota, 11 lipca 2015

Wyznania: Dlaczego warto pokochać teatr


Dlaczego? Bo to nie film, gdzie każdy ruch jest wyrzeźbiony jak diamencik, to żywa sztuka na wyciągnięcie ręki. To namacalne źródło energii prosto przed nami. Tu i teraz. Nigdy nie będzie identyczne. Nie do powtórzenia dwa razy. 

Teatr jest w moim życiu od dziecka. Do oglądania telewizji rodzice musieli mnie przyuczać, natomiast do teatru zawsze szłam chętnie. Był czas, gdy co weekend mama zabierała mnie na jakiś dziecięcy spektakl.

czwartek, 9 lipca 2015

Spotkania z Nike: Guguły – W. Grzegorzewska


Słowo guguły jest uważane za regionalizmem częstochowski i oznacza niedojrzałe owoce. Czułam ich smak na języku, gdy czytałam tę książkę, bo ją nie pochłania się jedynie oczami. Te opowiadania czyta się wszystkimi zmysłami – wzrokiem, dotykiem, węchem… Ta książka porwie nasz nos i wypełni go wsią i porami roku, na język położy wapno ze ściany, wodę z odgazowanego syfonu i marchewkowy sok o posmaku rdzy, a do rąk da miękkie futerko czarnego kota i kłujące siano…

Nominacje do nagrody literackiej Nike stały się w tym roku dla mnie pretekstem do bliższych spotkań z polską literaturą, z którą dotychczas mocno się mijałam. I tak oto przejrzałam listę nominowanych i moje spojrzenie skrzyżowało się z „Gugułami”.

sobota, 4 lipca 2015

Dokawnik: Tramwaje w Olsztynie


Od kilku ostatnich lat w Olsztynie powoli rozrastają się linie tramwajowe. Natomiast od kilku ostatnich miesięcy moje miasto zostało kompletnie sparaliżowane przez budowy, które gwałtownie wbiły zęby w ulice, brutalnie zrywając z nich asfalt. Budowa trwa, my stoimy w korkach, w powietrzu unosi się wściekłość. Terminy duszą, tramwaje mają jeździć po torach jeszcze w tym roku. Czas ucieka.

A gdybyśmy na moment zapomnieli o rozkopanych ulicach, korkach, dziurach, kratkach, kurzu i koparkach? Odsuńmy na sekundę ten cały horror i zobaczmy, co zostanie. Zastanawialiście się, jakich nowych dźwięków niedługo nabierze to miasto?

środa, 1 lipca 2015

Recenzja: Lektor z pociągu 6.27


Musisz wiedzieć, że po przeczytaniu tej książki, toalety w centrach handlowych już nigdy nie będą takie same. Musisz wiedzieć, że możesz zacząć liczyć płytki na ścianach. Możliwe jest także to, że poczujesz dziwną więź z pojedynczymi kartkami wyrwanymi z książek. Całkiem prawdopodobne jest także to, że zaczną cię fascynować ludzie bez nóg. I uważaj… możesz mieć koszmary o niemieckich wielkich maszynach fabrycznych.