sobota, 29 listopada 2014

Konkurs: Wygraj książkę!



Pytałam Was na facebooku, co byście woleli - konkurs pisarski czy fotograficzny. Zdania były podzielone, a zatem zrobiłam z tego miks!

Moi drodzy, mam dla Was jeden egzemplarz książki "Nie mów nic", którą recenzowałam dwa dni temu. I bardzo chętnie owym egzemplarzem się podzielę. Jako że książka opowiada o młodej kobiecie, która nagle na wystawie w muzeum widzi własne zdjęcie - jako małej dziewczynki, która stroi za kratami rosyjskiego sierocińca - co jest dla niej absolutnym zaskoczeniem, wszak w Rosji nigdy nie była, to... uwaga! To jest ten moment, gdy powiem, jakie jest zadanie konkursowe :)

Aby wygrać tę książkę, należy:

Zrobić zdjęcie przedmiotowi/miejscu/osobie/czemukolwiek, co kojarzy Wam się z waszym dzieciństwem, i dodać do zdjęcia drobny komentarz wyjaśniający co, czemu i jak.

To zdjęcie ślemy na adres mailowy
przeczytajmnieblog@gmail.com
i dodajemy informację, czy wyrażamy zgodę na publikację tegoż zdjęcia tu u mnie na blogu.

Czas macie do 5 grudnia!

PS jeżeli będzie dużo zgłoszeń, pojawią się także nagrody dodatkowe... ;)


czwartek, 27 listopada 2014

Recenzja: Nie mów nic – Barbara Freethy



Wydaje mi się, że 90% dzieci miało taki moment, kiedy zastanawiało się, czy jest dzieckiem swoich rodziców. Karmieni różnymi filmami o zaginionych i odnalezionych dzieciach, książkami, które czyta się z wytrzeszczonymi oczami, i opowieściami babć. Ale potem większość tych dzieciaków rzucało w niepamięć te wspomnienia. 

Julia nigdy nad czymś takim się nie zastanawiała. Nie zwróciła uwagi na to, że nie ma żadnych zdjęć przed czwartym rokiem życia, nie głowiła się nad faktem, że nigdy nie poznała swoich dziadków od strony matki. Zimny kubeł wody wylała na nią dopiero fotografia na wystawie w muzeum. Przestawiała małą Julię stojącą za kratami rosyjskiego sierocińca. Te same oczy, ten sam wisiorek z łabędziem. Tylko, że dorosła Julia nigdy w Rosji nie była.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Recenzja: Boginie z Zitkovej – Katerina Tuckova


Jej głowa jest lekko przechylona. Czerwona chusta skrywa przerzedzone siwe włosy. Hafty na stroju ludowym są wyblakłe, lecz nadal piękne. Ale nie widzisz ich, nie patrzysz na delikatną lamówkę przy rękawie, na pomarszczone stare dłonie. Oczy masz wbite właśnie w nie, jednak wzrok ich nie widzi. Twoje myśli skupione są na czarnych przenikliwych oczach, uważnie wpatrujących się w ciebie spod czerwonej chusty. To spojrzenie aż parzy, wydrapuje norę w twojej duszy, wgryza się w myśli. Nie jesteś w stanie się z nim zmierzyć, ale czujesz je całym sobą.

Tam wysoko w Białych Karpatach, na pograniczu Moraw i Słowacji jest wieś – kilka samotnych chat na wzgórzach. Tam mieszkają one – boginie. Kobiety, które posiadają wiedzę, które, gdy tylko pojawisz się na ich progu, będą wiedziały o tobie wszystko, które znają każde ziele, które potrafią wygonić z ciała chorobę, umieją sprawić, że wybranek zakocha się w tobie, potrafią przegonić burzę.

sobota, 22 listopada 2014

Wywiad: Halyna Dubyk

Zakochała się w Aleksandrze Kondratwiewie, oddała serce książkę „Na brzegu Jarynia” i obiecała sobie, że zrobi wszystko, by polski czytelnik przeczytał tę powieść. Tak było kilka lat temu.
Dziś Halyna Dubyk – tłumaczka pierwszego polskiego wydania „Na brzegu Jarynia” - specjalnie dla was, kochani czytelnicy, w dniu moich urodzin, odpowiedziała na kilka moich pytań.


Wiktoria Korzeniewska: Halyna, opowiesz, jakie były twoje ulubione bajki w dzieciństwie?

Halyna Dubyk: Ulubione bajki... o rany, najtrudniejsze pytanie! Nie wiem, czy czasem nie Kołobok!

Naprawdę?! Dlaczego?

Może dlatego, że był taki nieposkromiony. Z jednej strony niby dzidzia, a wcale nie dzidzia. Był stworem - dzieciątko ulepione, a nie urodzone. I wszystkiego można się było po nim spodziewać, wszędzie mógł się zaturlać. Chyba właśnie dlatego.

A czego w dzieciństwie się bałaś?

Chyba wszystkiego. Ale najbardziej bałam się wiedźm - może to jest kwestia podejścia ukraińskich rodziców, którzy powinni się zachowywać według określonych ram i dla tego za bardzo straszyli, opowiadali o wiedźmach. I wiedziałam, która pani w okolicy para się tymi usługami. Do tej pory jak przechodzę obok domu, w którym kiedyś mieszkała lokalna wiedźma, mam lekkie dreszcze.

czwartek, 20 listopada 2014

Recenzja: Na brzegu Jarynia. Powieść demonologiczna – Aleksander Kondratiew



Tam jest ich świat. Gdy przekroczysz granicę lasu, wejdziesz w ich władanie. Zapomniani, porzuceni przez wyznawców – wciąż żyją w swoim leśnym królestwie. Tu rządzą ich zasady, tu obcy nie mają wstępu, tu należy kłaniać się drzewom.

Tu w sercu lasu płynie rzeka Jaryń. Połknęła wiele żyć pragnących umrzeć z powodu nieszczęścia panienek, zmieniła je w rusałki itopielice i klapnęła chciwymi zębami Wodnika. Nie wchodź do rzeki, to jego królestwo. Nie idź też na bagna, tam, otoczony bagiennicami i biesiątkami, panuje Bagiennik. I uważaj w lesie. Gdy zobaczysz cicho skradającego się niedźwiedzia, rozejrzyj się za zielonym futerkiem Leszego, on także nie lubi, gdy ktoś bez zaproszenia wchodzi do jego królestwa.

Ale chodź do mnie bliżej, słuchaj, zdradzę ci sekret... Jeżeli jednak zdarzy ci się, że los zmusi cię do nocowania w lesie, podejdź do wielkiej gęstej choinki, ale takiej, co gałęzie jej sięgają aż do ziemi, i pokłoń się jej. Tak, tak, pokłoń się, a potem poproś o nocleg. I nasłuchuj... Skrzypiącym głosem drzewo zaprosi cię pod swoje spódnice i w ciągu nocy ochroni przed innymi mieszkańcami lasu.

Taki właśnie świat otwiera przed nami Aleksander Kondratiew, rosyjski pisarz, który w 1930 roku napisał powieść demonologiczną „Na brzegu Jarynia”. I w tej książce odważnie (bo o demonach pisze się tylko z wielką odwagą w sercu) opisał tych, którzy kryją się w gęstych słowiańskich lasach. Opowiedział nie tylko o nich, ale i o kobietach, mieszkających samotnie w swoich chatach, do których ludzie z wioski często chodzą po radę, prośbę i leki. Opisał też kobiety, które nie chowa się na ziemi cmentarnej...

poniedziałek, 17 listopada 2014

10 rzeczy, które się wydarzą, gdy padnie ci komputer



Jestem uzależniona od komputera. Podobno przyznanie się publicznie do uzależnienia jest pierwszym krokiem do zwalczenia go. Nie chcę go zwalczać – to też mówię publicznie. Chcę, by mój komputerek był zawsze przy mnie.
Jednak nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Ci, którzy śledzą mnie na facebooku i instagramie, wiedzą, że od pięciu dni biadolę, że nie mam komputera. Uszkodzenie mechaniczne. Twardy dysk padł. Mój kochany twardzielek… I zostałam sama. Bez kompa. Zupełnie. I dowiedziałam się, co może się przydarzyć, gdy komp nagle padnie…

I Gdy nagle padnie ci komputer, najpierw wpadniesz w histerię. Będziesz łkać w chusteczki, z każdą chwilą uświadamiając sobie, jak wiele było na nim najważniejszych na świecie rzeczy, których nie zgrałeś na dysk, nie wysłałeś mailem, nie umieściłeś na Google Drive. Gdy histeria osiągnie poziom kulminacyjny, warto ją zajeść w McDonaldzie. Ewentualnie, dla wielbicieli zdrowej żywności, polecam lody czekoladowe.

II Zaczniesz wielbić Internet w telefonie. Zaczniesz bić mu pokłony, ułożysz hymn pochwalny, aż w końcu stworzysz odrębną wielbiącą go religię. Myślę, że będzie miała dużo wyznawców.

III Punkt trzeci łączy się z punktem drugim. Otóż w końcu nauczysz się pisać szybko na swoim smartfonie. W zapomnienia pójdą żale nad Nokią 3210, na której smsy pisało się jednym palcem u prawej nogi 10 znaków na sekundę. Teraz nawet na telefonie większym od twojej twarzy będziesz śmigać z smsami i mailami jedną ręką.

piątek, 7 listopada 2014

Recenzja: Niedokończone Opowieści - Charlotte Bronte



Lubię niedokończone opowieści. Mają w sobie przerażającą nutkę prawdziwości, dowodu na to, że autor był człowiekiem z krwi i kości. Nie dokończył, bo nie chciało mi się, bo nie potrafił, bo zabrakło mu czasu, bo umarł... To ostatnie zawsze przyprawia mnie o dreszcze, tak jak przy "Tajemnicy Edwina Drooda" Dickensa. Gdy skończyłam go czytać, poczułam zapach dickensowej śmierci.
Ale lubię niedokończone dzieła też z innego powodu - bo wtedy mogę trochę sama pobyć autorem, pobawić się w dowymyślenie zakończenie, poczuć się jak Charlotte Bronte.

sobota, 1 listopada 2014

Nie narzekaj na Targi Książki w Krakowie


Po przekopaniu się przez hektolitry relacji z Osiemnastych Krakowskich Targów Książki, zaczęłam rozważać uderzanie głową w mur. Wszyscy narzekają, krytykują, wieszają koty na spotkaniu blogerów. O mur nie uderzyłam, bo łeb mam tylko jeden, jak go roztrzaskam, nikt mojego psa za mnie karmić nie będzie. Ale za to postanowiłam napisać tę notkę.

Nie narzekaj na Targi w Krakowie!

Ludzie, przestańcie! Nie narzekajcie! Targi były! Było super! Książek cała masa! Starych znajomych się spotkało! Nowych się poznało! Czad! I jeszcze potem mogliśmy się wszyscy spotkać w Kolanku!
No i co, że organizacja spotkania blogerów przeciągnęła się i zmieniła się w kota? No i co, że wyszły blogerki i postanowiły coś zrobić? Poco fukać, kręcić nosem, cytować, kto co powiedział, czy ma rację… Źle było? Trzeba było wstać, wziąć mikrofon i zrobić to dobrze.