niedziela, 31 sierpnia 2014

Recenzja: Monument 14. Niebo w ogniu. Tom 2 – Emmy Laybourne


A Ty? Przeczytałeś już "Monument 14"?


Stoisz wśród półek pełnych jedzenia, gdzieś za tobą są wieszaki z ubraniami, a ciut dalej znajdziesz każdy sprzęt RTV jaki tylko zapragniesz, drzwi są zamknięte, jesteś bezpieczny. Chyba.
Ale mówią, że na lotnisku ewakuują ludzi, może czeka tam twoja mama? Może tata też przeżył? To tylko sto kilometrów, a tu, w supermarkecie stoi wielki szkolny autobus.
Tak, możesz nie przeżyć tej stukilometrowej podróży, a może nie przeżyjesz w tym złudnie bezpiecznym sklepie? Musisz podjąć decyzję.

Jeżeli przeczytaliście już tom 1 Monumentu 14, to doskonale wiecie, że grupka dzieciaków przeżywa właśnie najlepszą apokalipsę na świecie. Jak to możliwe? Otóż zostali oni zamknięci w supermarkecie, gdy świat na zewnątrz ulega zniszczeniu z powodu awarii fabryki zajmującej się chemikaliami. Jeżeli jednak jeszcze nie czytaliście 1 tomu… to cóż, już wiecie, co tam się wydarzyło.

sobota, 23 sierpnia 2014

Prowincja pełna szeptów - Katarzyna Enerlich



Ostatnio coraz częściej wydawnictwa zaczęły stawiać na naszych półkach książki o kobietach, które mają wiedzę. Kobietach, które swoją mądrość nie zdobyły na uniwersytetach, a w lesie, wśród polnych ziół i przy cichym szepcie swojej babci. Oficynka uraczyła nas „Starą Słaboniową i Spiekładuchami” Łańcuckiej, a Wydawnictwo MG wydało cudną „SzeptuchęIwony Menzel, by po chwili sprezentować czytelnikowi kolejną Prowincję Katarzyny Enerlich, tym razem była pełna szeptów, a jak wiemy, w ciszy gęstego lasu najpiękniej szepce szeptucha.

Właśnie dlatego skusiłam się na „Prowincję pełną szeptów” – szeptuchy, pogaństwo, historie o czarach i leśnych ziołach zawsze były mi bliskie. I choć wiem, że Katarzyna Enerlich często o takich rzeczach pisze, była to pierwsza książka, którą przeczytałam. Jako nowicjuszka w cyklu prowincji potrzebowałam przewodnika. Na szczęście właścicielka Pełnego zlewu jest moją cudną przyjaciółką i to właśnie ona przy ciepłym kubku herbaty opowiedziała mi historię Ludmiły, streszczając poprzednie pięć prowincji.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Kulturalnie o kupie



„Wszystko, co spada, tworzy kupę” – właśnie te słowa niemieckiego filozofa Otto von Schutthaufena stanowią motto do książki, o której chcę z wami dziś porozmawiać. „Kupa kultury” – dokładnie tak brzmi tytuł przewodnika inteligenta autorstwa Leszka Bugajskiego.
A teraz zastanówmy się, jak to jest z naszą kulturą XXI wieku, skoro znany krytyk literacki, publicysta i redaktor pisząc o owej kulturze w tytule swojej książki umieścił słowo „kupa”.

Książka zawiera  dwadzieścia cztery eseje, nazwy których zainspirowane są polskim alfabetem i stanowią ciąg ułożonych według niego haseł. I pod tymi hasłami autor rozpisuje się na temat współczesnej kultury. Patrzy obiektywnie i subiektywnie, otwiera oko szeroko i sięga piórem globalnie, ale i potrafi podstępnie ukłuć stalówką w czułe miejsce. Przygląda się kulturze ze smutkiem i złośliwością, bo cóż by tu można było powiedzieć o współczesnej kulturze XXI wieku?

niedziela, 10 sierpnia 2014

Blogerzy lubią jadać wspólnie



Nie wiem, czy wiecie, ale olsztyńscy blogerzy lubią jadać wspólnie. Dziś na przykład spotkali się w Parku Centralnym w Olsztynie na wspólne śniadanie, przynosząc ze sobą różnego rodzaju jedzenie, dzieci, książki, aparaty i oczywiście siebie.
I była tu masa ludzi przeróżnych. Oczywiście byli blogerzy – książkowi, fotograficzni, lifestylowi i inni. Ale byli też ludzie, którzy blogów jeszcze nie posiadali, a założyć by chcieli. Ci ostatni otrzymali rady, motywacje i obietnice pomocy.
Zostały zawarte nowe znajomości, sałatki, kanapki, placki i ciasto marchewkowe - pożarte, a potem wszyscy zgarnęli się na bardzo blogerskie piwo.

sobota, 9 sierpnia 2014

Zapach miasta po burzy – Olgierd Świerzewski



Boks przypomina grę w szachy, tylko rozgrywaną tysiąc razy szybciej.
/Hugh Laurie/

To nie jest książka o szachach. Choć jeżeli graliście kiedykolwiek w tę grę, to wiecie doskonale, że o niektórych partiach można pisać poematy. I faktycznie, czasami bywa tak, że nasze życie zależy od jednego ruchu figury szachowej.
Ale Olgierd Świerzewski nie napisał książki o szachach. Napisał książkę o człowieku, a w człowieku jest wszystko – kraj, pasja i drugi człowiek. Tak, Zapach miasta po burzy to książka o człowieku i o tym, co człowiek może zrobić drugiemu człowiekowi.

Oleg i Anatolij rywalizują ze sobą siedząc po obu stronach szachownicy. Ale nie tylko kolory figur zmieniają się między nimi. Życie skutecznie ciosa ich losy. W plecakach dusz powoli przybywa doświadczenia. Wiele ich różni – mieszkają w różnych miastach, startują z różnych poziomów, ich rodziny mają różne pozycje. Ale też wiele ich łączy, nie tylko szachy i kraj. Niczym puszkinowska Tatiana między Onieginem i Leńskim, pojawia się jej imienniczka i mocno chwyta obu panów za serca. I czasami mogłoby się wydawać, że Świerzewski zastanawia się, co by było, gdyby Leński przeżył, a Oniegin miał bardziej miękkie serce.

Ale szachy to więcej niż gra czy rywalizacja. To wojna, teatr i śmierć.
/Fabio Stassi/

niedziela, 3 sierpnia 2014

Bałam się prawie wszystkich bajek - wywiad z Iwoną Menzel

Nie zdradza swoich szeptuch, wsłuchuje się w opowiadane przez Podlasie tajemnicze historie, a po ziemi stąpa bardzo twardo. Najpierw zachwyciła mnie swoją książką, a potem talentem uśmiechu. Bo Iwona Menzel potrafi uśmiechać się nawet, gdy nie widzi się jej na żywo, nawet gdy jest na drugim końcu Polski, a ja i tak czytając od niej maila, widzę jej niesamowicie ciepły uśmiech. 
Szeptucha” jest jej szóstą książką, ma w sobie tyle treści i  magii, że nie byłam w stanie się powstrzymać, od zadania autorce kilku pytań. Rozmawiałyśmy o szeptuchach, medycynie, pisarstwie i oczywiście o bajkach. Jesteście ciekawi? 


Wiktoria Korzeniewska: Czy może Pani opisać chwilę, w której Pani podjęła decyzję napisania o Szeptusze? Czy to był moment, nagłe olśnienie, czy długo dojrzewająca decyzja?

Iwona Menzel: Od chwili, kiedy po raz pierwszy znalazłam się na Podlasiu, wiedziałam, że napiszę o nim książkę. Jest to niezwykły kawałek Polski, który przez swoją wielowiekową izolację w znacznym stopniu zachował autentyczność i nienaruszone krajobrazy. Jednocześnie jest to ginący świat, który znika na naszych oczach. Opisując go, chciałam chociaż jakąś jego cząstkę uchronić od zapomnienia. A któż mógłby o nim lepiej opowiedzieć niż podlaska szeptucha?