czwartek, 24 lipca 2014

Pamięć bywa przekleństwem („Wszechświaty. Pamięć.” Tom II)


Na początku widzieli się tylko w swoich wizjach. Potem podjęli decyzję o spotkaniu. Zjawili się w tym samym miejscu i o tym samym czasie, a jednak minęli się. Żadne nie spóźniło się na spotkanie, tylko mieszkali w różnych wszechświatach.
Tak zaczyna się historia Alexa i Jenny – głównych bohaterów „Wszechświatów”. W pierwszym tomie próbują odnaleźć się nawzajem i zrozumieć świat, który nagle pomnożył się przez setki wersji rzeczywistości. A ukazał się już tom drugi…

Przeżyć apokalipsę to błahostka, zdarzają się rzeczy o wiele gorsze. Bo wyobraź sobie, że świat znika, a ty zostajesz w miejscu utkanym tylko z twej pamięci. Jeżeli w ciągu swojego życia, nawet jako niemowlak, zobaczyłeś coś kątem oka – będzie tu. Jest tu absolutnie wszystko, co kiedykolwiek zarejestrował twój mózg. I przeraża cię, że widziałeś tak wiele, ale… nic ponadto cię już nigdy nie spotka. Olbrzymie atrakcyjne więzienie. Choć czy na pewno atrakcyjne? Są rzeczy, o których wcale nie chcemy pamiętać.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Gdy Kłamca szepnie ci do uszka



„Loki, gość od brudnej roboty. To właśnie ja… I nie musisz klaskać.*” Tak, właśnie, Loki. I to nie byle jaki, a Loki z „Kłamcy”. Tom Hiddleston był później, Jakub Ćwiek wyprzedził go o parę dobrych lat i dał światu „Kłamcę”. I to nie jednego, ale dziś porozmawiamy o tomie pierwszym.

Powiedzmy sobie szczerze – „Kłamca” to jedna z tych książek, które po prostu musicie przeczytać. Jeżeli lubicie nordycką mitologię – ta historia jest idealnie dla was. Jeżeli nie lubicie to… polubicie!

niedziela, 20 lipca 2014

Bajka o wiatraku

Są miejsca tak oderwane od świata, że może się zdawać, że nie istnieją. Wystarczyło pokonać kilkadziesiat kilometrów, zgubić się w niewielkiej mazurskiej wsi i skręcić w dróżkę, na poboczu której płonęły małe czerwone światełka. I tam zaczęła się bajka. Tam drogowskazem są znicze. Tam, bilet nie jest papierowy, tylko otrzymuje się słoik miodu. Tam stoi olbrzymi XIXwieczny wiatrak. Tam można zapomnieć o reszcie świata.

środa, 16 lipca 2014

Co dzieje się, gdy blog kończy 4 lata

 
Wczoraj mój blog skończył 4 latka. Dokładnie cztery lata temu, 15 lipca 2010 w 600-tną rocznice Bitwy pod Grunwaldem założyłam Przeczytaj mnie.
 
Cały dzień myślałam, co mogłabym z tej okazji mądrego napisać. Oczywiście z powodu upałów nie wymyśliłam nic. I w związku z tym chcę mieć do Was prośbę:
 
Do Was, którzy czytacie, przeglądacie, jesteście tu od początku, albo wpadliście tylko na chwilkę. Nawet jeżeli jest to Wasza pierwsza wizyta tutaj.
 
Proszę, zostawcie mi w komentarzu Wasz uśmiech :)
 
To będzie taki mały prezent dla mnie i będę za niego absolutnie wdzięczna.
Po prostu jeżeli to czytasz, napisz mi uśmiechnięty komentarz, tylko tyle.
Będę wiedziała, że tu byłeś :)
 
 
:)
 

sobota, 12 lipca 2014

O spotkaniu z elbląskim Czarnoksiężnikiem


Elbląg i Olsztyn dzieli jakieś sto kilometrów. Godzina, może dwie drogi. A jednak, gdy tam przyjechałam, zdawało mi się, że trafiłam do innego kawałka świata. Cicha starówka przypominała włoskie miasteczko zachęcające swoimi przytulnymi kawiarniami i restauracjami pełnymi kwiatów, ludzie uśmiechali się jak w Paryżu, a powietrze było spokojne jak w Bieszczadach. Tak jakbym trafiła do Krainy Czarów. Jednak dopiero następnego dnia miałam przekonać się, jak bardzo się nie myliłam.

Poranny Elbląg powitał mnie zaspanymi krokami i świeżym słońcem, które dopiero rozgrzewało swoje promyki. Godzina 5:30 wygoniła mnie na budzące się powoli ulice. Nie było tu prawie nikogo, tylko miasto, ja i… on. Nie od razu go zauważyłam. Na początku wydawało mi się, że jest fragmentem czarnego muru, tak samo porysowany, lekko podniszczony, nieruszający się. A jednak to był człowiek, siedział na schodach starej kamiennicy i mimo nabierającego temperatury słońca, mocno otulał się czarnym płaszczem. Płaszczem tak bardzo nie pasującym do XXI wieku.

środa, 9 lipca 2014

Pięć słów o warsztatach blogowych


Kilka dni temu w elbląskim Światowidzie ruszyły Mediakacje, czyli wakacje z mediami. Reklama, blogowanie, social media – z tym wszystkim zetknęli się uczestnicy tej kilkudniowej imprezy. A ja miałam zaszczyt być cząstką tego projektu i poprowadzić ośmiogodzinne warsztaty z blogowania. I o tym chcę powiedzieć zaledwie pięć słów.

Jeden! Pierwsze warsztaty z blogowania już za mną. I to nie takie, na których słuchałam, na tych mówiłam! Co więcej – prowadziłam je! Jak to się stało? No cóż, miejscem akcji był Elbląg, czasem – akcja Mediakacje, mistrzem sceny – cudowna Zuza zwana Szufladopółką. A potem dodałam do tego odwagę i stwierdziłam, że hej, może uda mi się opowiedzieć komuś o tym, jak to fajnie jest mieć bloga, w końcu bawię się w to już od ośmiu lat i napatrzyłam na świat z blogowego okienka.

piątek, 4 lipca 2014

Pięć wersji Czerwonego Kapturka


Czyli dziś oddaję głos zwycięzcom konkursu z Grahamem Mastertonem i Czerwonym Kapturkiem. Jesteście ciekawi, jakie prace najbardziej mnie zachwyciły? No to zapraszam do lektury!

Wojciech Konopka
Czerwony Kapturek

- Jeszcze jedno cięcie i gotowe - rzekł mała, szczuplutka dziewczynka o  czarnych włosach spiętych starannie nad głową w kok. W końcu nikt nie lubi jak włosy wpadają do jedzenia, a już szczególnie nie lubi tego babcia dziewczynki. Ostrze mignęło w powietrzu i wielki kawał mięsa z uda nieszczęśnika oddzielił sie od kości i trafił do słoika z przyprawami, czosnkiem i listkami mięty.
Czerwony Kapturek wytarła okrwawione ręce w fartuszek i zabrała się za sprzątanie. Jej ostatnia ofiara była dość silnym drwalem z lasu i zabrało sporo czasu dziewczynce, aby jego zwłoki przetransportować do domku i wypatroszyć. Resztę ciała wrzuciła do dziury w ziemi wypełnionej lodem, która pełniła role lodówki, a czaszkę, którą w pierwszej kolejności odrąbała od ciała, ustawiła na półce. - będzie niezły kielich dla babci na urodziny - rzekła do siebie - spakuje pudding z mózgu i mogę sie zbierać.

środa, 2 lipca 2014

Wiatr. Taniec spadających gwiazd - Miriam Dubini


W serii "Wiatr" pojawiły się wcześniej:

Za mało. Za każdym razem, gdy sięgam po książki Miriam Dubini z serii „Wiatr”, gdy kończę je czytać, myślę sobie – za mało. I choć to seria książek skierowana do młodszej młodzieży, po przeczytaniu każdej części, czuję niedosyt. Atmosfera Włoch i delikatnego nieba oraz nastolatków pełnych marzeń, czystej pierwszej miłości i nieskażonych rozczarowaniem myśli o życiu – sprawia, że nie jestem w stanie się z niej otrząsnąć dzień, dwa, a nawet tydzień po przeczytaniu książki. Za „Wiatrem” po prostu się tęskni.

Jeżeli nie czytaliście jeszcze tej serii, to zacznijcie. Rzućcie okiem na recenzje pierwszej części. Nieważne, ile macie lat, delikatny włoski wiaterek mieszkający w tej książce jest idealny na wakacje, a wszystkie trzy części połkniecie w mgnieniu oka. To książki o tym, gdzie trafiają zgubione listy i przesyłki. Gdzie, kiedy i czemu potem jednak docierają do rąk ich adresata, ale nie zawsze wtedy, kiedy on tego oczekuje. Odpowiedni czas i miejsce może zmienić wszystko.