niedziela, 7 grudnia 2014

Recenzja: Zaklinacz słów – Shirin Kader



Zdarzają się w życiu takie książki, które nie chcą być jednymi z wielu. Po wejściu do naszego domu, wgryzają się w ściany, przenikają powietrze szelestem kartek, cicho szepcą farbą drukarską. W moim życiu wszystko wypełniło się „Zaklinaczem słów”. Każdy mój oddech, każdy sen, każda myśl. Czytałam go po trochu, po skrawku, wypychając policzki słowami, chowając zdania do kieszeni, wplatając akapity we włosy.

Nie było chwili wolnej od niego, był wszędzie. Gdy go nie czytałam, leżał obok i uważnie wpatrywał się we mnie, rozbrzmiewał w myślach. Gdy uciekałam na ulicę, zdawało mi się, że widzę go w odbiciach witryn, że mijani przechodnie trzymają go w dłoniach, że ktoś cicho go cytuje. Gdy zasypiałam, przychodził w snach i wtedy bez walki oddawałam mu władzę.

Wtedy widziałam Ninę i byłam Niną, przemierzałam londyńskie uliczki wraz z nią. Widziałam Zaklinacza. Widziałam Gabriela. Widziałam dżiny w oparach sziszy, czułam zapach kminu rzymskiego, imbiru i kolendry schowany w świetle bursztynowej lampy, a gdy dotykałam błękitnej książki, pod palcami czułam jedwab.

Nie umiem inaczej opowiedzieć o książce, która wkradła się do mojej codzienności, została na opuszkach palców, na wgnieceniu poduszki, w blasku świecy. Wywołała dawno zapomniane demony przeszłości i oswoiła je. Nauczyła, że można z nimi żyć. Często gubiłam się, czytając tę książkę, nie wiedziałam, o czyjej czytam historii. Czy to opowieść o Ninie, która jako dziecko czuła smak liter na języku i marzyła, by zostać Szeherezadą, czy jednak może czytam o sobie. A potem już kompletnie nie wiedziałam, co jest prawdziwsze – książka, którą trzymam w dłoniach, czy fotel, w którym siedzę.

Każdy ma swojego zaklinacza. Słów, myśli, duszy. Tak naprawdę nie jest ważne, co podlega jego władzy. Ważne jest, że w jego władanie wkracza nasze serce. I jest w nim już na zawsze. A może to kawałek jego czarnej duszy zostaje w nas? Przewracają się lata na kalendarzach, wolno, nie śpiesząc się, jak zaspany gruby kot. Kilometry rozciągają się cierpliwie. Nie grozi im nagła niwelacja. A kawałeczek cudzej duszy wciąż tkwi w nas. Tak jakby On, gdziekolwiek nie był, zawsze potrafił poczuć to, co my.

Są książki, które mają duszę. Są książki, które nie zostały napisane tak po prostu. Takie właśnie zostają w nas na zawsze. Prócz tej papierowej, mają także niematerialną postać, która wkrada się przez skórę, do krwi, a potem szuka duszy w ludzkim ciele, by się z nią połączyć. „Zaklinacz słów” lubi to robić, słyszałam jak już niejednokrotnie zmieniał czyjeś życie w baśń, słyszałam, że zawsze pozostawiał ślady liter na czyimś sercu. Nie umiem pisać o nim, jak o książce. Dla mnie nie jest książką. Jest opowieścią, na którą czekałam odkąd nauczyłam się czytać.  


PS Przeczytaj recenzję tej książki także na Blogu Pełen zlew :)

PS2 Fragment tej recenzji znajdziesz w Katalogu 2015 Wydawnictwa Lambook.




23 komentarze:

  1. Wow, ale recenzja! Ta ksiazka lezy na moim stoliku nocnym i czeka cierpliwie na swoja kolej. Tak pieknie jej w niebieskim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      No to weź głęboki wdech, bo gdy tylko zaczniesz czytać... w Twoim domu zamieszka Szeherezada... ;)

      Usuń
  2. Jakiś czas temu kupiłam tę książkę ale jeszcze nie miałam okazji jej czytać. Po Twojej recenzji widzę, że muszę koniecznie po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Nazwałabym ją książką życia... Zanim ją przeczytałam, miałam swój numer jeden, ale teraz "Zaklinacz słów" zrobił mu ostrą konkurencję.

      Usuń
  3. ....nie dziwne ze czuje podobnie �� . Najpierw czytalam powoli,w zaciszu swojego pokoju. Później nie chciałam przestac wiec zabierała ze sobą i czytalam gdzie się dalo, żeby po chwili dojść do wniosku, że nie chce tracić tej magii i wrocilam w swój cichy kąt... Tutaj jestem tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po przeczytaniu jednej trzeciej papierowej książki, kupiłam ebooka, by zawsze był przy mnie w komórce. Po prostu by był. Zbyt bolesne są rozstania z Zaklinaczem.

      Usuń
  4. Magia w Twoich słowach, czytam i czytam, i czuję całym serduszkiem to co napisałaś... a ja wciąż marzę o własnym "Zaklinaczu słów", chyba zacznę głośniej szeptać Mikołajowi na uszko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To magia Zaklinacza. W tej recenzji rządzi się tylko on... A Mikołaj... kto wie, może zajrzy? ;)

      Usuń
  5. Cudowna recenzja. Pierwszy akapit niczym ze stronicy wigilijnej opowieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czary Shirin Kader :) Hmmm, ciekawe, chciałabym przeczytać jej wersji Opowieści Wigilijnej ;)

      Usuń
  6. No, muszę ją mieć!
    Chociaż pożyczoną...z biblioteki.
    Pozdrawiam, Alicja.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja! Książka ma niesamowitą okładkę i równie niesamowicie zapowiada się jej wnętrze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam takie książki, niestety jak na razie niewiele ich było, jednakże zdarzały się i już wiem, że muszę to przeczytać, a okładka tylko pomaga :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę wymienić co najmniej ze trzy takie jeszcze ;)

      Usuń
  9. Piękna recenzja, książka rzeczywiście musi być niezwykła. Moją uwagę przyciąga już sama jej okładka. A skoro treść jest tak wspaniała - nie mam wyjścia, muszę się za nią rozejrzeć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz wyjścia, jak już czujesz, że książka Cię woła, to koniec, Kaś, jesteś skazana. Musisz ją przeczytać raz, a potem następny, i jeszcze jeden...

      Usuń
  10. Ach aż się rozmarzyłam - ile poezji w Twojej recenzji. I jak mam nie sięgnąć po tę książkę, no jak ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej poezji jest w samym "Zaklinaczu...". On tak wśaśnie działa, zaklina nawet recenzje o sobie :)

      Usuń
  11. Czułam dreszcze czytając Twoją recenzję i aż boje się pomyśleć co poczuję jak przeczytam książkę :D zaraz po sesji biegnę do księgarni !
    P.S.
    Cudownie piszesz, zaraz pewnie pochłonę wszystkie Twoje recenzje po kolei ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja czułam dreszcze jak czytałam Zaklinacza. Nie da się o nim pisać inaczej. Magia!
      I dziękuję :*!

      Usuń
  12. Kupiłam ją kiedys, po lekturze Twojej recenzji i pod jej natchnieniem będąc. Po czym szybko oddałam do biblioteki, zastanawiając się, czy aby nie grzeszę, bo skoro sama srodze się rozczarowałam, to czy mam prawo narażać tak innych? ;)
    Ela T

    OdpowiedzUsuń