piątek, 7 listopada 2014

Recenzja: Niedokończone Opowieści - Charlotte Bronte



Lubię niedokończone opowieści. Mają w sobie przerażającą nutkę prawdziwości, dowodu na to, że autor był człowiekiem z krwi i kości. Nie dokończył, bo nie chciało mi się, bo nie potrafił, bo zabrakło mu czasu, bo umarł... To ostatnie zawsze przyprawia mnie o dreszcze, tak jak przy "Tajemnicy Edwina Drooda" Dickensa. Gdy skończyłam go czytać, poczułam zapach dickensowej śmierci.
Ale lubię niedokończone dzieła też z innego powodu - bo wtedy mogę trochę sama pobyć autorem, pobawić się w dowymyślenie zakończenie, poczuć się jak Charlotte Bronte.

Jak wiadomo, Charlotte Bronte słynęła ze swoich niecodziennych pomysłów. Przypomnijmy sobie chociażby Jane Eyre, przy których swoją drogą omal nie przegapiłam północy w Sylwestra. W tej książce mamy tajemniczego pana, który zakochuje się w tytułowej Jane Eyre i nie przyznaje się, że właściwie ma już żonę, mamy tu także i ową żonę, która mieszka w tym samym domu, ale jest ukryta na strychu, bo…

Ale to nie o tej książce miałam opowiadać, a o tym, że Charlotte faktycznie  miała niezłe pomysły jak na tamte czasy. I po przeczytaniu Niedokończonych opowieści już można przepuszczać, czemu nie zostały wtedy opublikowane.

Są cudne. Wszystkie cztery. Ubawiłam się przy każdym. Mogłabym siedzieć i tylko podkreślać te cudne, pełne sarkazmu zdania, ułożone w tak urokliwie dyplomatyczny sposób.  Po każdym słowie czuć, że Bronte naprawdę miała wielki talent pisarski. I przy tym w tym zbiorku mamy też swój czynny udział, jako czytelnicy. Bo jak sam tytuł głosi, opowiadania są niedokończone. Widzieliście kiedyś niedokończony obraz? To spójrzcie:

Obraz Wasilia Pierowa „Przyjazd studentki do ślepego ojca” – zdjęcie zrobiłam w Galerii Tretiakowskiej w Moskwie

Magia, prawda? Już sam obraz sprawia, że po części stajemy się malarzami, choć są tu wyraźne zarysy kształtów, wystarczy je wypełnić kolorem. A co dopiero poczujemy przy opowiadaniach? Po każdym z czterech można przymknąć oczy i dopisać swój koniec. Po jednych łatwiej, po innych trudniej.

I przy tym wszystkim pisarka wydaj się dla nas o wiele prawdziwsza. Fakt, nie powiemy: „Hej, ta Charlotte jest taka jak ja, też jej się nie chciało, i wolała oglądać koty na fejsie”. Da się jednak poczuć, że coś jej przeszkodziło, coś sprawiło, że nie napisała ciągu dalszego, albo świadomie postanowiła nie kończyć opowiadania. Co takiego? To także wyzwanie dla nas. 

13 komentarzy:

  1. O, też właśnie czytałam "Niedokończone opowieści", pisałam o nich u siebie. :) Dobrze wiedzieć, że jest ktoś, kto również uwielbia niedokończone/niedopisane historie zmuszające nas do przejęcia pióra (lub pędzla - jak w przypadku powyższego obrazu). I "Tajemnicę Edwina Drooda" czytałam, i zaraz o niej pomyślałam, wertując Brontë. ;)
    Fajne zdjęcie, takie tajemnicze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Twój wpis :) Takie piękne zdjęcie z dynią dałaś... A powiedz, kojarzysz jeszcze jakieś niedokończone książki, prócz tych dwóch?

      Usuń
    2. Np. Oryginał Laury (Nabokov), Wysłuchane modły (Capote), Watsonowie i Sandition (Austen), Ostatni z wielkich (Fitzgerald), Mroczna wieża (Lewis). Oczywiście, niedopisanie niedopisaniu nierówne. ;)

      Usuń
    3. Whoa! Moja lista lektur do przeczytania właśnie uległa wielkiej zmianie :)

      Usuń
  2. Niedokończone powieści nie są mi po drodze. Zawsze mam żal: do autora, do losu, że temat, który jest ciekawy, nie został skończony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przy tych jakoś aż tak mocno nie czuć, że są niedokończone, wiesz?

      Usuń
  3. Z chęcią przeczytam tę książkę, jednak najpierw planuję nieco lepiej zapoznać się z twórczością sióstr Bronte. Jak na razie mam za sobą "Profesora" i "Wichrowe Wzgórza". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja "Profesora" jeszcze nie dopadłam. Jednak w "Wichrowych wzgórzach" jestem zakochana na zabój...

      Usuń
    2. "Wichrowe" rzeczywiście biją na głowę :)

      Usuń
  4. A mnie wstyd bardzo, że do tej pory nie przeczytałam Niedokończonych opowieści, jakos tak dziwnie się z tym czuję ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiero wdrażam się w twórczość Sióstr, a tę książkę zostawiam sobie na koniec, jako wisienkę na torcie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Jane Eyre czytałaś? Ja od tej książki zaczęłam uwielbiać twórczość sióstr.

      Usuń