czwartek, 20 listopada 2014

Recenzja: Na brzegu Jarynia. Powieść demonologiczna – Aleksander Kondratiew



Tam jest ich świat. Gdy przekroczysz granicę lasu, wejdziesz w ich władanie. Zapomniani, porzuceni przez wyznawców – wciąż żyją w swoim leśnym królestwie. Tu rządzą ich zasady, tu obcy nie mają wstępu, tu należy kłaniać się drzewom.

Tu w sercu lasu płynie rzeka Jaryń. Połknęła wiele żyć pragnących umrzeć z powodu nieszczęścia panienek, zmieniła je w rusałki itopielice i klapnęła chciwymi zębami Wodnika. Nie wchodź do rzeki, to jego królestwo. Nie idź też na bagna, tam, otoczony bagiennicami i biesiątkami, panuje Bagiennik. I uważaj w lesie. Gdy zobaczysz cicho skradającego się niedźwiedzia, rozejrzyj się za zielonym futerkiem Leszego, on także nie lubi, gdy ktoś bez zaproszenia wchodzi do jego królestwa.

Ale chodź do mnie bliżej, słuchaj, zdradzę ci sekret... Jeżeli jednak zdarzy ci się, że los zmusi cię do nocowania w lesie, podejdź do wielkiej gęstej choinki, ale takiej, co gałęzie jej sięgają aż do ziemi, i pokłoń się jej. Tak, tak, pokłoń się, a potem poproś o nocleg. I nasłuchuj... Skrzypiącym głosem drzewo zaprosi cię pod swoje spódnice i w ciągu nocy ochroni przed innymi mieszkańcami lasu.

Taki właśnie świat otwiera przed nami Aleksander Kondratiew, rosyjski pisarz, który w 1930 roku napisał powieść demonologiczną „Na brzegu Jarynia”. I w tej książce odważnie (bo o demonach pisze się tylko z wielką odwagą w sercu) opisał tych, którzy kryją się w gęstych słowiańskich lasach. Opowiedział nie tylko o nich, ale i o kobietach, mieszkających samotnie w swoich chatach, do których ludzie z wioski często chodzą po radę, prośbę i leki. Opisał też kobiety, które nie chowa się na ziemi cmentarnej...

„Na brzegu Jarynia”, choć zostało napisane ponad osiemdziesiąt lat temu, w Polsce zostało wydane po raz pierwszy. Jako rusycystka, powiem wam z ręką na sercu, że składam niski pokłon przed tłumaczką Halyną Dubyk, która nie tylko mistrzowsko tę powieść na język polski przełożyła, ale także opatrzyła ją wyczerpującym wstępem, przypisami i kartoteką demonów, w której opisała każde stworzenie wspomniane przez Kondratiewa oraz porównała słowiańską charakterystykę z tym, jakie cechy przypisywał stworowi autor.

Zanim sięgniesz po książkę, pamiętaj – sięgasz także do tych, którzy zostali w niej opisani. Oni nie lubią, gdy mówi się o nich głośno, gdy nazywa się wprost po imieniu, gdy wybudza się ze snu. Niegdyś panowali na niebie i ziemi, niegdyś wdychali słodki zapach składanych im ofiar. Teraz śpią zastąpieni przez innych. Jednak ty, Czytelniku, uważaj, gdy ich obudzisz. Wiedzieć musisz, jak trudno było wydać „Na brzegu Jarynia”, ile przeszkód powstawało na drodze do druku i publikacji, tak jakby ci, którzy są bohaterami tej książki, nie chcieli, by ludzie wymawiali w myślach ich imiona.

To pierwsze polskie wydanie, jeszcze nie wiem, jak to było z ich wolą przy tej publikacji. Jednak za dwa dni w Olsztynie odbędzie się spotkanie z tłumaczką książki. I mam zamiar dowiedzieć się, czy gdy tworzyła jej przekład, w kątach czaiły się małe biesiątka, czy na oknie usiadła sowa, czy o próg nie otarł się czarny kot.

„Na brzegu Jarynia” pachnie ziołami i mętną zimną wodą. Okładka w dotyku bywa lodowata jak ciało topielca, ale i delikatna, jak mech na ramionach Leszego. Przewracane kartki szeleszczą listowiem drzew. Zanim ją otworzysz, ubierz na nadgarstek czerwony sznurek. Nie uchroni cię przed parami oczu, która będą wpatrywać się w ciebie z kątów twojego mieszkania, gdy tylko zaczniesz czytać, ale sprawi, że będą jedynie patrzeć.  



16 komentarzy:

  1. Pierwszy raz widzę tę książke, brzmi ciekawie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bardzo! Jeżeli tylko lubisz bajki i słowiańskie pogaństwo :)

      Usuń
  2. Interesuje mnie ta książka, chce ją przeczytać i wybrać się na spotkanie (to w Warszawie) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to daj znać jak było. Moje olsztyńskie już jutro <3

      Usuń
  3. Mam wielką ochotę na czytanie tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lina, skrobnij do wydawnictwa, powinni ją mieć i się podzielić :)

      Usuń
    2. Skrobię i skrobię, i nic, bo albo mi miel wraca, albo siedzą cichutko... ale jakoś książkę zdobędę :) I nie tylko tę, mam ochotę na jeszcze inne lektury z ich strony, bo Mazury kocham miłością wielką, straszną i namiętną ;)

      Usuń
    3. Lina, napisałam Ci maila na selketkę :)

      Usuń
    4. Dziękuję Ci bardzo za pomoc zrobiło mi się bardzo ciepło w serduszku, odpisałam ;)

      Usuń
  4. nie, no spoko, udam,że w ogóle nie czytałam tej recenzji, bo mało mam książek na stosiku...do tego skończyłąm "Boginie z Zitkowej", więc jestem jeszcze myślami w podobnych klimatach. Dziękuję Ci bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, ojoj, to ja nic nie mówię! Nie-e! I nie pytam, czy może czytałaś już "Starą Słaboniową i spiekładuchy" albo "Szeptuchę"... I wcale nie dodaję, że one są w tych samych klimatach. Nie... I nie, wcale ich nie recenzowałam! Nie, nie, nie :P

      Usuń
  5. Uwielbiam baśnie, wierzenia i tym podobne sprawy, niezależnie z której części świata pochodzą. Te słowiańskie są mi, siłą rzeczy, najbliższe. Chętnie zapoznam się z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to od razu polecę Ci "Boginie z Zitkovey" i "Starą Słaboniową i spiekła duchy" :)

      Usuń