poniedziałek, 22 września 2014

Labirynt Śniących Książek, Walter Moers


Miasta Śniących Książek nie płoną. Wiedzieliście o tym? Książek nie da się spalić. One kamienieją, gryzą, latają, bywają jadalne, ale w żadnym wypadku nie płoną. Pamiętacie Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów? Tego smoka, który pochodzi z Camonii, świata, w którym literatura oddycha i ma kształt i smak? Czytaliście „Miasto Śniących Książek” o jego wyprawie do Księgogrodu, gdzie nie tylko zjadł ciastko w kształcie książki, ale trafił też do katakumb pod miastem, katakumb pełnych niebezpieczeństw, masy labiryntów i… książek, starych, zapomnianych, ukrytych pod ziemią?

Jeżeli na wszystkie te pytania odpowiedzieliście „nie”, to sio do czytania „Miasta Śniących Książek”, a natomiast jeżeli zgodnie kiwnęliście głowami, to muszę wam powiedzieć, że… Hildegunst wrócił! Wrócił z nową książką i nową przygodą, a Moers wszystko to dla nas przełożył z camońskiego i tak powstał „Labirynt Śniących Książek”.  A sam nasz Rzeźbiarz Mitów już jako wielki pisarz wraca do Księgogrodu, który wcale nie spłonął doszczętnie, a został odbudowany i przybrał nowe, ciekawsze oblicze.

Książek Moersa nie trzeba reklamować, właściwie nie jest potrzebna nawet opowieść o ich treści, tak naprawdę książkę tego pisarza wystarczy wziąć do ręki. Już samo wydanie – o wymiarach większych niż standardowa książka – zachęca do przekartkowania, a gdy zajrzy się do środka i zobaczy ilustracje pisarza, nie ma siły, by odłożyć ją na półkę. A potem poznajemy świat, który jest zbudowany z książek od fundamentów poczynając, poprzez jedzenie i sztukę, na mistyce kończąc. Tu książki mają zupełnie inny wymiar i kształt, są po prostu wszędzie, można je nie tylko czytać, ale zjeść i pogłaskać. A można także przez nie umrzeć.

Czemu Hildegunst wrócił do Księgogrodu? Otóż otrzymał wyjątkowy list, bo jako wielki pisarz otrzymywał codziennie worki listów z pochwałami i zachwytami, ale ten ów szczególny list został napisany w idealnie powtórzonym stylu pisarskim Hildegunsta. Nawet  podpis był bezbłędnie podrobiony. I gdyby tego było mało dla biednego smoka, to krótkie zdanie postscriptum wgniotło i jego i czytelnika w ziemię.
Król Cieni powrócił.

Czemu płakałam na końcu książki? Na to pytanie niech odpowie Wam sam „Labirynt Śniących Książek”. On odpowie na wiele pytań, ale nie na wszystkie.

Premiera książki - 24 września 2014!

15 komentarzy:

  1. Nie czytałam "Miasta..." choć słyszałam naprawdę sporo dobrych komentarzy. Teraz na pewno w końcu po nią sięgnę, tym bardziej że pojawia się kontynuacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj koniecznie! "Miasto..." jest najcudowniejsze na świecie! :)

      Usuń
  2. A już myślałam, że odpuszczę z braku funduszy, ale po tej zapowiedzi - kupię choćby za ostatnie pieniądze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm powinnam przeprosić? :P Nieee! Ale jak zabraknie Ci chlebka albo masełka,to pisz, wyślę pocztą :)

      Usuń
  3. "Miasto" mnie zachwyciło, więc i "Labirynt" chętnie przeczytam. Bardzo jestem ciekawa co u Hildegunsta słychać nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj słychać u niego same ciekawe rzeczy i parę tajemniczych i intrygujących ;)

      Usuń
  4. Dziękuję! Zmobilizowałaś mnie w końcu, aby sięgnąć po "Miasto..."! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Cel został osiągnięty! Mogę umrzeć w spokoju :P

      Usuń
  5. Hm, mam jedną książkę Moersa, którą nabyłam z tego samego powodu, który został opisany powyżej - bierze się do ręki, poatrzy na wydanie i ilustracje i... Trzeba wziąć! Niestety, Kot Alchemika jeszcze czeka na przeczytanie, ale niebawem się za niego najpewniej zabiorę. A Miasto śniących książek mi się marzy. Podobnie jak dalsze części... Ach, kiedy ja to ponadrabiam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie jest za krótkie na książki... W ogóle czytelnicy powinni być zwolnieni z podatków i obowiązku pracy, co wy na to? :)

      Usuń
  6. Bardzo lubię Moersa. Mam jego wszystkie książki, oprócz jeszcze tej najświeższej, ale to jedynie kwestia czasu, bo wkrótce robię wyprawę do księgarni. "Miasto śniących książek" jest fenomenalne, czytałam je kilka razy. Szczególnie polubiłam buchlingi, które niby takie groźne, okazały się przesympatyczne. Mam nadzieję, że w tym wydaniu też będą buchlingi, bo chętnie poczytam o ich przygodach. Masz rację rysunki zachęcają do sięgnięcia po książki, jestem pod ogromnym wrażeniem talentu pisarskiego i plastycznego Moersa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zakochałam w ormowaniu - cudo to było. I też strasznie mi się podobało zgadywać imiona pisarzy i kompozytorów :)

      Usuń
  7. Ciekawa okładka. Autora niestety nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  8. "W głębokich, zimnych jaskiniach,
    Gdzie cienie łączą się z cieniami,
    Stare księgi stłoczone w marzeniach
    Śnią o czasach, gdy były drzewami" :)

    zakochałam się od pierwszych słów w :Mieście Śniących Książek" a dopiero zaczęłam czytać. I tak,też zamierzam wydać ostatnie pieniądze, by mieć ją na własność! ;) już nie mogę się doczekać, kiedy "Miasto..." wymienię na "Labirynt..." bo po Twojej recenzji on także skradł moje serce ;)

    OdpowiedzUsuń