środa, 3 września 2014

Recenzja filmu: Podróż na sto stóp



Wiesz, że jeżowce mają smak życia? Zdajesz sobie sprawę, że gdy gotujesz, tworzysz duchy? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że skład sosu beszamelowego ma konsystencję duszy? Po filmie „Podróż na sto stóp” zaczniesz myśleć o tym wszystkim i nie tylko o tym, a jedzenie w twoich ustach nabierze nowych walorów. 

Lasse Hallström uraczył nas niegdyś niesamowitym ciepłem „Czekolady”, a teraz postanowił rozkochać w pachnących przyprawach. Rodzina indyjskich emigrantów wyjeżdża ze swojej ojczyzny i rozpoczyna poszukiwania swojego szczęścia w świecie. A ów świat decyduje za nich, hamulce w samochodzie psują się niedaleko malowniczego miasteczka. Jest tu urokliwie i malowniczo i znajduje się tylko jedna restauracja, ale za to uhonorowana gwiazdką Michelin i prowadzona przez samą Madame Mallory (Helen Mirren). Tu przyjeżdżają politycy skosztować swoich ulubionych dań, tu rządzą francuskie tradycje, tu… naprzeciwko restauracji stoi opuszczony budynek, który indyjska rodzina kupuje i postanawia otworzyć w nim swoją restaurację.

„Podróż na sto stóp” to historia wyjęta prosto z disnejowskich szaf pełnych scenariuszy zaczynających się od „dawno, dawno temu” i kończących się na „żyli długo i szczęśliwie”. Reżyser posypał ją curry i dodał jeżowce. I oto mamy film – historię o tym, jak Hassan (Manish Dayal) wraz ze swoim ojcem i rodzeństwem otwierają restaurację, o tym, jak walczą z konkurencją, od której dzieli ich tylko sto stóp, o tym, jak się zdobywa marzenia. Bo Hassan ma prawdziwy dar, on najpierw czuje przepis w sercu, a dopiero potem zagląda do książki kucharskiej, które są dla niego jak Biblia, a kuchnia jest niczym świątynia. Chłopka pnie się po kuchennej drabince, ale pamięta, że nie tylko jedzenie jest najważniejsze.

Jest tu smakowicie, niezwykle urokliwie i przytulnie, ale i ciut naiwnie, wręcz bajkowo. Film kusi nas nie tylko pysznym jedzeniem, ale i plenerami. Małe miasteczko, w którym teraz są już dwie restauracje, położone jest w niezwykle pięknym zakątku Francji, a przy tym i pachnie – o poranku jak Francja mocnym espresso i croissantami, a wieczorami indyjskim curry i kardamonem.

Jak tam? Już głodni? A to dopiero początek! W tym filmie znajdziemy wszystko, co kochamy w historiach o jedzeniu – piękne potrawy, pojedynki kucharzy, rywalizację i oczywiście zapach, oszałamiający zapach jedzenia, który wypełni całą salę kinową i oglądając film będziecie co chwila słyszeć jak widzowie przełykają ślinkę. A tuż po seansie zaczniecie szukać w swoim mieście indyjskiej restauracji.


9 komentarzy:

  1. Najpierw przeczytam książkę, którą wczoraj przyniosłam z biblioteki. Później obejrzę film:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja na książkę dopiero czatuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że rekomendacja iż reżyserem jest ten sam człowiek, który wyczarował "Czekoladę" plus Helen Mirren w roli głównej powoduje, że jak mam już dość książek i filmów o jedzeniu (z przepisami na dodatek), tak tutaj dam się skusić.
    Chyba jednak najpierw przeczytam książkę. Właśnie wrzuciłam do e-koszyka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O książce nie wypowiem się, bo niestety nie dotarłam do niej, ale za to film poleciłabym każdemu, nawet smakoszowi historii o jedzeniu, bo przecież jedzeniem nie da się przejeść :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czemu nie dodał się mój poprzedni komentarz. Słyszałam o tym filmie i nawet miałam ochotę na niego wybrać, ale może już poczekam aż będzie dostępny w internecie. Z podobnych oglądałam niedawno "Faceci od kuchni" i też bardzo przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! A ja tych Facetow nie widzialam, musze siegnac, bo juz sam tytul jest bardzo intrygujacy :)

      Usuń
  6. Byłam, widziałam, popieram opinię :)
    http://koszykpelenpomyslow.blogspot.com/2014/08/podroz-na-sto-stop.html#!/2014/08/podroz-na-sto-stop.html

    OdpowiedzUsuń