sobota, 23 sierpnia 2014

Prowincja pełna szeptów - Katarzyna Enerlich



Ostatnio coraz częściej wydawnictwa zaczęły stawiać na naszych półkach książki o kobietach, które mają wiedzę. Kobietach, które swoją mądrość nie zdobyły na uniwersytetach, a w lesie, wśród polnych ziół i przy cichym szepcie swojej babci. Oficynka uraczyła nas „Starą Słaboniową i Spiekładuchami” Łańcuckiej, a Wydawnictwo MG wydało cudną „SzeptuchęIwony Menzel, by po chwili sprezentować czytelnikowi kolejną Prowincję Katarzyny Enerlich, tym razem była pełna szeptów, a jak wiemy, w ciszy gęstego lasu najpiękniej szepce szeptucha.

Właśnie dlatego skusiłam się na „Prowincję pełną szeptów” – szeptuchy, pogaństwo, historie o czarach i leśnych ziołach zawsze były mi bliskie. I choć wiem, że Katarzyna Enerlich często o takich rzeczach pisze, była to pierwsza książka, którą przeczytałam. Jako nowicjuszka w cyklu prowincji potrzebowałam przewodnika. Na szczęście właścicielka Pełnego zlewu jest moją cudną przyjaciółką i to właśnie ona przy ciepłym kubku herbaty opowiedziała mi historię Ludmiły, streszczając poprzednie pięć prowincji.


W „Prowincji pełnej szeptów” Ludmiła zostaje wdową. Wojtek już nigdy nie wraca do domu z powodu katastrofy lotniczej i żona, którą zostawił samą, musi stawić czoło nowemu obliczu samotności, tym razem zabarwionemu śmiercią.
I właśnie dlatego poleciłabym tę książkę komuś, kto przeżył stratę bliskiej osoby. Ludmiła bardzo powoli próbuje wyjść z głuchej studni rozpaczy, w której zamknął ją świat i opis tego, jak to robi zdecydowanie może pomóc komuś w podobnej sytuacji.

Znalazłam też w „Prowincji…” dużo krótkich historii, które lubię najbardziej – o czarach, magii, lesie, duchach, minionych wiekach, a nawet o bogu Smętku. Znalazłam także wiele przepisów, które przy czytaniu odznaczałam karteczkami i mam szczery zamiar je spisać i wypróbować. I choć językowo i literacko książka zdecydowanie nie przypadła mi do gustu, jestem skłonna uznać ją za bardzo inspirującą - tuż po jej zamknięciu zabrałam się za robienie naleśników, których nie smażyłam od dobrych pięciu lat. 


13 komentarzy:

  1. Też zauważyłam, że coraz więcej w książkach kobiet, które uczą się od natury, ale jakoś niespecjalnie mnie to interesuje, dlatego sobie daruję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta akurat książka jest z tych, co same przychodzą do człowieka w odpowiedniej chwili :)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie powieści, w których poruszane są tematy związane z polskimi podaniami ludowymi. Jeśli zobaczę ją na półce w bibliotece albo u kogoś znajomego, natychmiast ją wypożyczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam już za sobą dwie części "Prowincjonalnej" serii i na pewno i po ten tytuł sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Jak fajnie, a ja tak od razu bez czytania poprzednich do tej części zasiadłam. Ale miałam dobrego streszczeniowca ;)

      Usuń
  4. Już dawno zauważyłam tę serię i chętnie po nią sięgnę. Wydaje się bardzo interesująca, idealna na niedzielne popołudnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie, i idealna na jesień. Ogrzewa :)

      Usuń
  5. Czytałam wiele pozytywnych opinii, ale znajomość z twórczością Enerlich jeszcze przede mną. Myślę, że mi się spodoba. Ale ja planuję zacząć od pierwszego tomu, jak mi się spodoba, to dalej iść za ciosem, jeśli nie, to zostawić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O pierwszym tomie słyszałam najwięcej pozytywnych opinii, podobno z całej serii jest najlepszy :)

      Usuń
  6. Słaboniową przeczytałam - dzięki Tobie - i pokochałam. Szeptuchę kupiłam - dzięki Tobie - ale jeszcze nie przeczytałam. A tę... sama nie wiem. Okaże się :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, jestem zua, ale Tobie chyba z tym dobrze :P

      Usuń
  7. Przyznaję, też gotowałam według przepisów z prowincjonalnej serii ;) To akurat w tych książkach bardzo fajne :)

    OdpowiedzUsuń