wtorek, 24 czerwca 2014

Szeptucha, czary i zioła



Lubię magię, ale nie tę brokatową i zieloną, tańczącą nad kotłem wraz z ubranymi w lateks czarownicami, i nie tę ze szklanej kuli, tarota i przesyconej ciężkim zapachem potu i życia cygańskiej chusty. Lubię magię schowaną w pniu drzewa, magię szepczącą w leśnym strumieniu, magię skuloną w starych popękanych, ciepłych dłoniach. Ludowa magia wydaje się być prawdziwa. I choć kościół grzmi i tupie na ten temat, to czy znajdziemy magię w naparze z dziurawca i poczujemy cichą obecność, przytulając się do drzewa – zależy tylko od nas samych.


„Szeptucha” Iwony Menzel bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się znaleźć aż tyle treści w tej niewielkiej książce. Trzysta stron zaledwie, a jest w niej tyle życia. Niemal wszystko – polska wieś, ludowa medycyna, wojna, miasto, kinematografia, biznes, marketing, przeszłość, przyszłość, teraźniejszość, miłość, ludzie, śmierć. A wszystko to tak płynnie ze sobą złączone i wymalowane na tle Podlasia.

„Szeptun (szeptucha, wiedźma)– uzdrowiciel bądź też uzdrowicielka ludowa oferująca swoje usługi osobom wierzącym w moc leczenia. W Polsce występują głównie w rejonie Podlasia. Przeważnie są to osoby wyznania prawosławnego.” – tak to tłumaczy Wikipedia. I myślę, że jeżeli jesteście zainteresowani, kim Szeptuchy są naprawdę, warto po książkę Iwony Menzel sięgnąć.
Nie znajdziecie tu czarownicy z różdżką w dłoni, nikt nie będzie latał na miotle, ani spółkował z szatanem. Znajdziecie tu starą kobietę i jej wnuczkę, szeptuchę i dziecko, które od maleńkości zna zapach ziół i zasypia ukojone cichym szeptem babci, dziecko, którego nie dziwną obcy ludzie w ich domu, dziecko, które miało mieć zupełnie inne życie, wyjechać, zacząć coś dobrego, obcego, nowego. Ale nie wyjechało, właściwie już nie było dzieckiem, gdy umarła babcia. Wraz ze śmiercią szeptuchy ludzie nie przestali chorować, przyszli zatem po pomoc do jej wnuczki.

U nas w Waniuszkach wszystko miało jeszcze swój ład. Ludzie czynili to, co do nich należało: rodzili się, pobierali, płodzili dzieci, umierali. Każdy wiedział, gdzie jest jego miejsce i gdzie jest miejsce pod chałupę, stodołę, oborę, stajnię, a nawet psią budę. Zawsze tak było, od pokoleń, bo porządek świata jest boski, a Pan Bóg wie wszystko najlepiej i nie ma co Go poprawiać.” („Szeptucha” Iwona Menzel)

Wiele urzekło mnie w tej książce. Choć chyba chciałabym, by była większa, grubsza, by historie w niej zawarte miały więcej miejsca dla siebie, by było ciut mniej niedopowiedzeń. Ale zapewne taki jest urok „Szeptuchy” – historii kobiety i kobiet ogólnie, niekiedy przerysowanych stereotypów, szablonowych sytuacji, które nikogo już nie dziwią.

Jest to także opowieść o różnicy między człowiekiem z miasta i ze wsi, o postępie, który nowoczesnymi kołami, falami Wi-Fi i uważnymi spojrzeniami biznesmenów wkracza do cichej miejscowości. O tym, że warto samym decydować o swoim życiu, i o tym, że czasami lepiej poddać się nurtowi losu. A także o tym, że nie ma nic świętego i o tym, że wszystko jest święte.




16 komentarzy:

  1. Zabieram się za czytania właśnie tejże powieści.
    Ps. wkradł się błąd w drugim akapicie autorka nazywa się Menzel, a nie Mendzel. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak już złapiesz za książkę, daj znać, czy się spodobała :)
      PS Dzięki ^^ Literóweczka :)

      Usuń
  2. oj, bardzo, bardzo lubię takie klimaty! Magię taką właśnie- zioła, pierwotność, kobiecość.. jejku ta książka wydaje mi się idealna na wakacyjny wyjazd.. i co tu zrobić? Trzeba kupić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o "Starej Słaboniowej" słyszałaś? Bardzo podobne tematy :)

      Usuń
  3. Chcę przeczytać tą książkę od momentu, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam. Teraz mam jeszcze większą ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też tak miałam, jak zobaczyłam ją w zapowiedziach MG :)

      Usuń
  4. Jestem ciekawa tej książki, szeptucha to taka tajemnicza postać, chciałabym zobaczyć jak autorka widzi ją, jak opisuje.
    przeczytam :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Autorka opisuje ja tak, jakby ją bardzo dobrze znała...

      Usuń
  5. Nie jestem do końca przekonana, czy przeczytam tę książkę. Jeśli to tak w dość dalekiej przyszłości, bo na razie choruję na chroniczny brak czasu i jak czytam to tylko "z półki".
    Jednak muszę koniecznie Ci napisać, że absolutnie przepięknie napisałaś o tej książce. Skończyłam czytać i było mi przykro, że to już koniec. Masz talent w paluszkach (i głowie oczywiście) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Judith, dziękuję :* Daję z siebie wszystko! :)

      Usuń
  6. Nie powinnam chyba az takiej uwagi poświęcać okładkom, jednak ta jest na tyle magiczna (pasująca niemal do tematyki książki), że jak tylko ją znajdę, to chętnie po nią sięgnę. Co do swojej manii okładkowej... niech mnie ktoś pocieszy, że też tak macie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak mam! Zdecydowanie! I niby nie wolno oceniać książki po okładce, ale... kiedy... one takie piękne... ;)

      Usuń
  7. Brzmi ciekawie, choć wcześniej nigdzie nie spotkałam się z tą książką. Klimaty podchodzą pod takie moje, więc mogłaby mi się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  8. Będę musiała ją wypożyczyć , bardzo lubię takie klimaty. I "Stara słaboniowa" powiadasz też w tym stylu ? Czyli będę szukać obu powieści.

    OdpowiedzUsuń