środa, 4 czerwca 2014

Feministyczna Śpiąca Królewna ("Czarownica" 2014)



Usłyszałam kiedyś takie zdanie: „Kiedy byłam mała, marzyłam o księciu z bajki, gdy dorosłam, sama zostałam tym księciem”. Przez cały czas oglądania „Czarownicy” („Maleficent”) nie byłam w stanie wyrzucić z głowy tego cytatu.

„Czarownica” to najnowszy film reżysera Roberta Stromberga, właściwie to dobrze znana nam bajka o Śpiącej Królewnie, tylko opowiedziana słowami Złej Czarownicy. Jej wersja wygląda zupełnie inaczej niż historia, jaką karmi się małe dziewczynki. Panie, panowie i małe przyszłe księżniczki, wyrzućcie z głowy disnejowską wersję Śpiącej Królewny, czas na zmianę stereotypów.

Dawno, dawno temu pewna śliczna mała rogata wróżka mieszkała na planecie Pandora… tfu! Nie, nie, oczywiście, że nie, mieszkała w magicznej krainie Kniei, otoczona przeróżnymi magicznymi stworzonkami z Avatara, Hobbita i Gwiezdnych Wojen. Mieszkała sobie mieszkała, aż przyszedł facet i wszystko zepsuł. Oczywiście nie tak od razu zepsuł, najpierw mała wróżka Maleficent się w nim zakochała, a dopiero potem wszystko zepsuł. Wiecie, tak dla większego dramatyzmu.

Najwidoczniej Disneyowi spodobała się modernizacja klasycznych bajek, więc mając już za sobą „Alicję w Krainie Czarów” i „Roszpunkę”, producenci sięgnęli po niewinną pogrążoną w wiecznym śnie Aurorę. Wyszło im przede wszystkim – ładnie. Tak, zdecydowanie „Czarownica” to bardzo ładny film, kolory i baśniowe stwory cieszą oczy, Angelina Jolie, jej rogi i ostre kości policzkowe idealnie pasują do roli, a niektóre sceny po prostu można wycinać i wieszać na ścianie.

Film wyszedł na bardzo feministyczną bajkę. Tu zdecydowanie rządzą kobiety, a mężczyźni jedynie krzywdzą, przeszkadzają, albo są niedorajdami. Jeżeli przy klasycznej bajce śmieszył dowcip: „- A z pocałunkiem jeszcze poczekamy – powiedział książę, złażąc ze Śpiącej Królewny.” To tutaj można zaczynać palić staniki i krzyczeć o równouprawnieniu. A cytat z początku recenzji pasuje jak ulał. Wygląda na to, że bajki dojrzewają razem ze światem. Nie jest tajemnicą, że obecnie to kobiety przejmują dominującą rolę w społeczeństwie i coraz więcej jest takich, które zamiast rozpaczliwie czekać na księcia z bajki, kończą studia, idą do dobrze opłacanej pracy i same urządzają sobie życie – w tej zaradności dla mężczyzny nie pozostaje miejsca. I najnowsza wersja Śpiącej Królewny idzie z duchem czasu, a sens klasycznej baśni, ten dorosły sens, nie przeznaczony dla dzieci, pęka i nie zostaje po nim nic, jedynie łzy Charlesa Perraulta.


14 komentarzy:

  1. Po Twojej notce zdecydowanie mam ochotę obejrzeć tą "Czarownicę" i chyba wyciągnę na nią mojego Rafała, o ile to u nas grają;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w olsztyńskim Heliosie grają, to grają wszędzie :P

      Usuń
  2. Już mnie ten film zainteresował i ostatnio to tu, to tam o nim czytam. Czas go wreszcie obejrzeć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja poszłam nie czytając żadnych opinii, nie widziałam nawet trailera :) I super wrażenie :)

      Usuń
  3. Oj mam ochotę na ten film! Oj mam! :D
    Mimo wszystko jestem go ciekawa i w sumie intrygują mnie te różnice pomiędzy klasyczną wersją, a tą. Chociaż pewnie oryginalna okaże się tą fajniejszą :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Różnice są trzypiętrowe, właściwie... to jest zupełnie inna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba się wybrać do kina po prostu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Angie kocham, więc do kina na pewno pójdę. W niedzielę najprawdopodobniej :). Jestem bardzo ciekawa i już po trailerze myślałam o Alicji, więc muszę zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
  7. Morał z tej bajki jest taki (wg mnie), że miłość daję szczęście i pomaga w przeciwnościach i o ile wcześniej karmiono nas stereotypami, że to miłość mężczyzny wyzwala kobietę (lub na odwrót) to co raz więcej jest poglądów z tzw. "innej bajki". To może być miłość przyjaciółki/przybranej matki (Maleficent), miłość siostry (Frozen) czy akceptacja i pokochanie siebie (film w typie baśni "Penelopa" <---polecam :), a jeśli miłość mężczyzny to niekoniecznie księcia z pięknym zamkiem, ale zwykłego "leśniczego" (Królewna Śnieżka i Łowca). I ta ewolucja tych prostych bajek, które kiedyś się sprawdzały i pozwalały ludziom łatwiej dopasować się do czasów, w których żyli, jest dobra i wartościowa ponieważ daję obraz obecnego świata. A przecież takie jest zadanie bajek (te pod warstwami zabawy i pięknych scenerii), mają uczyć, pokazywać świat i jego możliwości. Bo może już mało kto pamięta, ale te pierwotne bajki dla dzieci, pokazywały piękno, ale też okrucieństwo i żądze tego świata (np. w pierwotnej wersji Kopciuszka, jej siostry ucinały sobie nożem palce u stóp i pięty, by dopasować pantofelek i zostać królewnymi z pięknym księciem i zamkiem). Tak samo tutaj książę okazał się żądnym władzy tyranem, a postać z rogami jest kimś niewinnym i dobrym, a która po zetknięciu ze złem zmienia się i gorzknieje (bardzo ludzkie zresztą).

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie jedna rzecz zawiodła. Wróżki dały małej Aurorze urodę, "żeby zawsze się śmiała", i pięknego księcia. A gdzie mądrość? GDZIE MĄDROŚĆ?! Może dlatego Aurora wyrosła na co prawda ładną ale rozchichotaną idiotkę?

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja mam jedno pytanko, bo w recenzji napisałaś " opowiedziana słowami Złej Czarownicy" a to nie opowiadała Śpiąca Królewna, bo tam pod koniec było coś takiego i mówię to ja wam sama, Śpiąca Królewna lub coś w tym stylu, co prawda film był okazany oczami/ze strony Złej Królowej jednak ja zrozumiałam to tak, że opowiadała to nam nikt inny jak Aureora P.S Recenzja i tak świetna!

    OdpowiedzUsuń