niedziela, 4 maja 2014

W poszukiwaniu wielkiego piękna

Mam 26 lat, Jep Gamberdella – 65. Patrzymy na siebie. Oddziela nas tylko ekran i świadomość, że on powtarza swoją historię w tej sali kinowej codziennie o 20:00, a ja przyszłam tu tylko raz. On szuka wielkiego piękna i nie jest w stanie go znaleźć, ja dostrzegam piękno nawet w kawałeczku zbitego szkła porzuconego na asfalcie. Dzieli nas prawie cztery dekady. On prawie już nie ma nadziei, ja mam ogromną – że gdy będę w wieku Jepa Gambardelli, moje życie nie będzie tak pełne smutku i rozczarowania.

Film „Wielkie piękno” nagrodzony Oskarem za najlepszy film nieanglojęzyczny kojarzy mi się z różą. Z każdą sceną rozkwita niczym ten kwiat, ukazując kolejne warstwy piękna. Ujęcia, sceneria, Rzym, aktorzy, oczy, twarze, policzki – to wszystko zlewa się w wysublimowany obraz. Film trwa 2 godziny i 20 minut, jednak oglądając  go, nie czuje się upływu czasu. To trwa chwilę, tak samo jak i wielkie piękno, którego Jep nigdy nie znalazł.


65letni, wyglądający świetnie jak na swoje lata, Jep Gamberdella patrzy na świat z drinkiem w dłoni, imprezuje nie gorzej niż dwudziestolatkowie. Lecz mimo jego stałej obecności na takich nocnych imprezach huczących głośną muzyką, Jep stoi z boku i obserwuje, skręcając niewidzialne szpulki refleksji i przemyśleń. Jego zdaniem, widzi jedynie pustkę otaczającą go z każdej strony. Dostrzega także swój wiek i mimo zniechęcenia, próbuje czerpać z życia pełnymi garściami.

To historia autora jednej książki, dziennikarza, który stworzył dziesiątki wywiadów, jednak nie napisał drugiej książki, bo szukał piękna i go nie znalazł – tak brzmi jedna odpowiedź. Druga to – nie napisał jej, bo za dużo imprezował. Teraz ma 65 lat i teraz znów myśli o pisaniu.

Rzym – wydawało mi się, że on w tym filmie jest głównym bohaterem. Wśród ludzi, którzy osiągnęli tak wiele i zarazem nic, obok smutnego starca próbującego w jednym zdaniu określić cały świat, obok karlicy, która weszła na szczyt, obok młodego chłopaka, który postradał zmysły, a zarazem zrozumiał to, czego inni nie widzą, obok 104letniej świętej, która wie to, czego Jep nie wie, obok tych wszystkich ludzi – Rzym jest prawdziwym pięknem. On nie krzyczy, nawet nie szepce, on patrzy na nich z lekkim rozbawieniem i po prostu jest. Czasami to wystarczy.

Czy warto zobaczyć ten film? Oczywiście, że warto. Jest w nim tak wiele płaszczyzn i warstw, że każdy w miarę swoich doświadczeń i wieku zobaczy zupełnie coś innego. Przez cały film trwamy w oczekiwaniu na odpowiedź – czym jest życie, prócz pozbawionego sensu pędu między basenem, drinkiem i strzykawką z botoksem. Wszyscy czekamy na cud, już za chwilę Jep powie nam, wypowie to najważniejsze zdanie, które sprawi, że i nasze życia się odmienią. Czekamy na to, widząc kobietę z szmatką na twarzy uderzającą głową o mur. Czekamy, patrząc na płaczącą dziewczynkę wśród wiader z farbami. I nagle słyszymy: „Cały sekret polega na dobrze przyrządzonym króliku”. Czyżby kardynał miał rację?




 Tekst został napisany dla Gazety Turystycznej Warmii i Mazur i znajdziesz go również TU

8 komentarzy:

  1. Oglądałam ten film i nie mam potrafię nawet dobrać odpowiednich słów, aby wyrazić emocje jakie we mnie wzbudził. Jest niezwykły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest... dla każdego inny. Lubię takie filmy :)

      Usuń
  2. Oo, zapowiada się intrygująco. Lubię takie dziwaczne i nieschematyczne filmy, z pewnością obejrzę jak będę miała okazję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A potem ja poproszę wrażeniami się podzielić :)

      Usuń
  3. Z filmami mam mega zaległości, a o tym tytule nie słyszałam, myślę, że dam mu szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie :) Jest wart obejrzenia i urwania z niego jednego płatku myśli.

      Usuń
  4. Świetny film, Jep Gamberdella troche wykreowany na Berlusconiego. Trochę męczy placement Martini, na ale w końcu film miał przede wszystkim zarobić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zdecydowanie zarobił. Ma minusy, ale plusów też całą masę...

      Usuń