czwartek, 10 kwietnia 2014

W glębi lasu stoi dom ("Dopóki śpiewa słowik" - Antonia Michaelis)

W lesie mgieł, w samym jego sercu stoi ogromny dom, a w każdym pokoju  mieszka oddzielna bajka. Jego schody skrzypiąc opowiadają historie, w jego lustrach mieszkają wspomnienia, w jego piwnicach rosną kwiaty, w jego ogrodzie biją serca. Dom nie jest opuszczony…

Jari Cizek, młody osiemnastoletni chłopak zdał egzamin czeladniczy i oficjalnie został stolarzem, tak jak i jego ojciec. Co dalej? No jak to co – rodzinny warsztat  i do pracy. W międzyczasie jakaś zona, jakieś dzieci i życie przepłynie przez palce. Nic nadzwyczajnego, ot kserokopia życia jego poprzedników.

Ale nie, jeszcze nie, Cizek ma pomysł, wie, co zrobić, zanim ugrzęźnie w bagnie spokojnego życia na zawsze. Wyrusza w podróż, w samotną podróż przez góry na granicy Polski, Niemiec i Czech. Sam na sam z przyrodą, sam na sam ze sobą. Trzy tygodnie są tylko jego, a potem zostanie stolarzem, potem...

W czasie swojej wędrówki w jednym z miasteczek zagląda do galerii, obrazy, które w niej widzi wydają mu się niedopowiedzeniami, przedstawiają las, jednak Cizekowi wydaje się, że coś się na nich wydarzyło, coś, co jest nieuchwytne jak mgła. A potem poznaje autorkę tych obrazów – pokrzywdzoną przez los dziewczynę ze zdeformowanym ciałem. Garb, krzywe nogi, nieforemny uśmiech – czy spod jej rąk mogło wyjść takie piękno?

Mogło. Bo Cizek nie wie, że za chwilę okaże się, że ta dziewczyna zmierza w tę samą stronę, co on, nie wie, że wspólnie wejdą do lasu, jeszcze nie wie, że gdy tylko drzewa osłonią ich od niepotrzebnych spojrzeń, dziewczyna zdejmie za duży sweter, nieforemne buty i odklei taśmę z twarzy. Nie wie, że zobaczy najpiękniejszą dziewczynę, jaka stąpała po tej leśnej ziemi. I wtedy dopiero się dowie, że pójdzie za nią wszędzie. A dziewczyna zaprowadzi go do lasu mgieł, do wielkiego starego domu. Tam Cizek pozna prawdę… A może prawda będzie jedynie wspomnieniem odbitym w jednym z luster?

Lubisz bajki? Dorosłeś i wciąż kochasz bajki, tylko te o Czerwonym Kapturku są ciut za proste i zawsze jesteś w stanie przewidzieć, kto kogo zje? „Dopóki śpiewa słowik” nie jest banalną bajką, o nie. Jest niemal baśnią o lesie, zabarwioną nutą kryminału i nasiąkniętą kolorem horroru.

Autorka „Baśniarza” tym razem zabiera nas do lasu, lecz i ta historia ma tak samo ostre zęby. Nieważne o czym pisze Antonia Michaelis, w jej powieściach zawsze pojawia się szary wilk. A od „Dopóki śpiewa słowik” nie sposób się oderwać, choć im dalej się brnie w tę książkę, tym większy chłód czuje na karku. Gdy wraz z Cizekiem wkroczysz do starego domu, poczujesz na twarzy ciepło kominka,  leśne wino uderzy ci do głowy i uśpi twoją czujność. Przestaniesz bać się luster, nie poczujesz jak gałęzie drzew otulają twoje nadgarstki, nie zauważysz, jak lodowato chłodna jest mgła.

Nie bój się, zacznij czytać, a potem już będzie za późno. Właściwie, już jest za późno, bo przeczytałeś tę recenzję, bo gdzieś w leśnej ciemności w zieloną pierzynę mchu wsiąknęła krew. Nie była to krew sarny.

10 komentarzy:

  1. Chyba wpadlam, ale trochę się boję tej ksiązki. Swietna recenzja, jak zawsze zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :*
      Jest czego się bać, ale większe niż strach, będzie zakochanie w tej historii :)

      Usuń
  2. Mam w planach "Baśniarza" - jeśli mi się spodoba, to sięgnę i po tę książkę. Czytałam mnóstwo pozytywnych recenzji tej pozycji. Jestem jej ciekawa właśnie ze względu na to uczucie niepokoju i dreszczyk przebiegający po karku :)
    Bardzo dobra recenzja,
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Baśniarzu" aż się wylewa to uczucie niepokoju, w Słowiku zresztą też ;)

      Usuń
  3. Czytałam całkiem niedawno. Nie powiem, specyficzna lektura. Nie każdemu się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czytałam negatywne recenzje i kompletnie ich nie rozumiem...

      Usuń
  4. Jejku, ależ cudownie o niej piszesz! :-) Twoje słowa idealnie odzwierciedlają wszystkie emocje towarzyszące lekturze. Było mrocznie, niepokojąco, tajemniczo i przede wszystkim dziwnie. Ale w tej dziwności ukryta jest chyba największa zaleta książki. A zakończenie- do dziś mam ciarki kiedy je wspominam. Antonia zdecydowanie ma talent, bo potrafi utrzymać w niepewności do ostatniej strony i zastawić na czytelnika sidła, które wręcz zmuszają by sięgnąć po jej kolejne książki. "Baśniarza" kocham równie mocno, a może nawet bardziej, posiadam też "Tygrysi księżyc" i nie mogę się doczekać kiedy po niego sięgnę ;-) Ale póki co matura jest najważniejsza. Swoją drogą muszę sprawdzić czy Twoja teoria z szarym wilkiem się sprawdzi :-P

    Pozdrawiam!
    ` Patka

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od pewnego czasu intrygowała mnie ta książka i ta niesamowita, dziwaczna fabuła. Przeczytałam parę różnych recenzji, ale muszę sama po nią sięgnąć i przekonać się na własnej skórze. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakupiłam sobie tę książkę, mam nadzieję, że już niedługo dotrze. Czekam na nią <3 wspaniała recenzja! ;]

    Zapraszam w wolnej chwilce do mnie :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam tę książkę w oryginale. Muszę przyznać, że z zapartym tchem. Język baśniowy, stylowy i piękny. Fabuła zmusiła mnie do dwukrotnego radykalnego przerwania czytania i wzięcia oddechu. Musiałam przespać się z wydarzeniami i poukładać je sobie w głowie. Absolutnie żadna książka do tej pory nie spowodowała, że w nocy podczas wstawania do moich dzieci, rozmyślać o zaskakującym finale i dziwić się niemal tak, jakbym była częścią mglistego lasu i nagle odkryła tajemnicę... Polecam każdemu, kto kocha dobry styl i niebanalność.

    OdpowiedzUsuń