sobota, 15 marca 2014

Czerwona droga do Sabaiby w Teatrze Jaracza




Cegły zostaną wypalone z czerwonej gliny i powstanie z nich droga aż do morza, a wokół posadzimy liczne drzewa...

„Czerwona droga do Sabaiby’ to historia powrotu do tego, co było. Tu przyszłość nie istnieje, teraźniejszość nie ma znaczenia, a przeszłość wymieszała się, zlała się i przeistoczyła w tysiące wersji.
Żołnierz Fabian Romero wraca do domu z wojny, jednak gubi drogę i trafia do niewielkiej wioski. Jeszcze nie wie, że jest to wioska jego przeszłości. Każdy, kogo spotka, zamiera w przerażeniu na dźwięk jego imienia, a gdy Romero zdradza imię swojej matki, wszyscy mieszkańcy zaczynają szeptać, że żołnierz przyszedł ją pomścić.


Przed oczami Fabiana przewija się cała historia przeszłości, historia sprzed jego narodzin. Brzmi niczym bajka – jest tu i zła królowa, i biedni wieśniacy, i nawet nieszczęśliwa kobieta, która mogłaby by być księżniczką. Ale nie jest. Jest mężatką, której małżonek zdradza ją i wiecznie przegrywa wszystko, co posiadają, jednak jest także kobietą, która wie, czego chce, choć często zmienia swoje pragnienia. A wieśniacy? Wieśniacy też nie są tacy jak w bajkach, w ich oczach lśni okrucieństwo. Zła królowa także ma swoje racje, ma swoje powody i przesłanki. Zła królowa po prostu pragnie mieć to, czego mieć nie może, i to wyniszcza ją od środka.

„Czerwona droga do Sabaiby” to meksykańska sztuka i jest tu więcej wątków niż w telenoweli brazylijskiej – zdrady, namiętności, zbrodnie. Cała sztuka jest czerwona od krwi i pragnienia. Każda postać tu nie pozostaje obojętna, wszystkich pali jakaś namiętność – jednych w głowie, drugich w piersi, innych jeszcze niżej.

A całość historii obleczona jest w obrotową scenę przypominającą raz wzgórze, raz ostry zarzut skierowany w niebiosa, w kostiumy o metalicznej, szarej barwie, i w tło tak czerwone jak rozdarte na pół serce człowieka. Spektakl to nie tylko treść, to obrazy, które tworzą aktorzy zamierając na scenie, poruszając się powoli lub gwałtownie przemierzając przestrzeń. To symbole składające się ze słów i kształtów.

Aktorzy, konstrukcja scenografii, tekst – wszystko to buduje przed widzem niesamowity efemeryczny obraz magicznego realizmu. Fabian wraca do przeszłości, dowiaduje się, co mieszkańcy tej wioski zrobili jego matce i czuje pragnienie zemsty. Lecz także czuje wątpliwości – bo nie jest pewny, czy ludzie, których spotyka, są żywi, czy już dawno martwi.  






7 komentarzy:

  1. był ktos?

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłem i powiem tyle, że nie gustuje w tego typu sztukach, jakieś to takie... za dużo aktorstwa w aktorstwie, sztuczne i pompatyczne, historia może i ciekawa ale pokazana imho w sposob zmuszający widza do ukradkowego spaglądania na zegarek. Wiem, że aktorzy mogą, bo niejednokrotnie swoimi kreacjami potrafią pozostać w pamięci na dłużej niż dzień po spektaklu... a polecam jeśli nie widziałeś/łaś spektakl "Pan Mautz"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam :) "Pana Mautza" kocham ogromnie, widziałam kilkakrotnie. A "Klaun"? Byłeś może?

      Usuń
    2. "Klaun" piękny klimat, gra świateł i doooobra kreacja Tyrlika (mam nadzieję, że zobaczę tego aktora wkrótce w tytułowej roli) i Ilczyna, trochę słabiej przedstawiona postać tytułowego klauna, reszta trzyma poziom. Ogólnie bardzo fajnie spędzony czas i świetną zabawa (scena margines). Idź w ciemno!

      Usuń
    3. Byłam :) Giovanny w roli Klauna był fenomenalny! :)

      Usuń
    4. Wyglada na to, że byliśmy na dwóch różnych sztukach, na mojej w rolę klauna wcielił się Paczewski.... może miał zły dzień...

      Usuń
    5. Bo Klauna oni grają wymiennie. I kilkakrotnie słyszałam opinię, że lepiej iść, jak Giovanny gra :) Ale nie oceniam, Paczewskiego nie widziałam.

      Usuń