sobota, 1 lutego 2014

Na szczęście mleko – Neil Gaiman


Kiedy kończy się mleko, należy je kupić! Bo przecież płatków śniadaniowych nie zmieszamy z ketchupem, no chyba że ktoś lubi pieczarki w czekoladzie. W każdym razie w książce Gaimana owo mleko należało niezwłocznie nabyć drogą kupna. Niestety nie mogła się tym zając mama, gdyż wyjechała na jakąś konferencje. Nie mogli zrobić tego dzieci, ponieważ byli za mali na transakcje pieniężne w sferze klient-sprzedawca. A zatem padło na tatę. Tatę, który na początek wahał się, czy nie wcisnąć swoim dzieciakom na śniadanie na przykład parówki, ale po chwili uświadomił sobie, że brak mleka oznacza także nie dodanie go do herbaty, a to oznacza… o losie słodki!... brak herbaty! I z taką oto miną pt. „brak herbaty” ojciec udał się do sklepu.


Jeżeli wcześniej czytaliście Gaimana, możecie się domyślić, że wędrówka po mleko u niego raczej nie była zwykłą przechadzką do sklepu osiedlowego. Nie, nie, ojciec rodziny nie poszedł na cmentarz, ani do metra, „Na szczęście mleko” to książka dla dzieci, więc trzymajmy się łagodniejszego scenariusza – po prostu porwali go kosmici.

I tak to „Na szczęście mleko” skierowana do młodego czytelnika, rozbawia także i dorosłych. Fani Gaimana nie zawiodą się, bo mimo dzikich pomysłów, szalonych akcji i min pt. „brak herbaty”, pojawiają się tu także przemycone słowa, które można by było sobie napisać na ścianie. Gaiman to Gaiman, jak powie, to aż chce się iść po te mleko!

„- Ale jeszcze nie jest później - zauważył profesor Steg. - Wciąż jest teraz. Później będzie dopiero później.''


U Gaimana nic nie może być tak po prostu, nawet książka dla dzieci. Zwykłe wyjście do sklepu zmienia się w podróż w czasie (tuż po ucieczce od kosmitów), a to wszystko napisane tak barwnie, że płakałam ze śmiechu. O tak, z tym pisarzem poszłabym po chleb! No i po mleko! Koniecznie po mleko! Na szczęście mam je w lodówce, może uniknę spotkania z kosmitami…

9 komentarzy:

  1. Czytałam i świetnie się przy tym bawiłam. Gaimana nie można z nikim pomylić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałam się po tej książce zbyt wiele ponieważ przed jej lekturą nie miałam styczności z twórczością Gaimana. O, jakże pozytywnie się zaskoczyłam! Dobry pisarz nawet z wyprawy po mleko uczyni fantastyczny temat literacki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, jakoś nie mogę do Gaimana się przekonać. Niby mam na niego ochotę, ale nie do końca. Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta książka już zawsze będzie mi się kojarzyła z Tobą i naszymi Mazurami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam mleko i książki, więc idealne połączenie dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam Gaimana inną pozycję dla dzieci, a mianowicie "Odd i Lodowi Olbrzymi", i była ona delikatnie mówiąc nudna. Zastanawiam się, czy ta również jest taka? Czy nie jest to tak, że jak znany i lubiany pisarz dla dorosłych zabierze się za literaturę dla dzieci, to nie wypada mu powiedzieć, że się po prostu do tego nie nadaje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem ta książka jest odpowiednia dla Osiński które mają bujną wyobraźnię . Tak ogólnie mówiąc to super Książka . Polecem 😉

      Usuń
  7. Aga, myślę, że Gaiman zdecydowanie nadaje sie do wielu rzeczy :) A książki dla dzieci pisze fenomenalne. Spróbuj przeczytać "Koralinę" - tam zdecydowanie nie ma czasu na nudę :)

    OdpowiedzUsuń