piątek, 1 listopada 2013

Kiedy staw zmienia się w ocean – czyli o nowej książce Neila Gaimana



To nie jest staw, ile razy mam ci tłumaczyć. To ocean! No przypatrz się. Nie? Nie widzisz. Zamknij oczy. Otwórz. Popatrz jeszcze raz. Ocean, prawda?

Wcale nie dawno, dawno temu, a wtedy gdy główny bohater miał siedem lat. I nie za siedmioma górami, nie za siedmioma lasami, a na końcu ulicy - jest ocean, a niedaleko niego stoi dom, a w domu tym mieszkają trzy kobiety – babcia, matka i córka.
I wcale nie pewnego dnia, a pierwszego dnia wiosennych wakacji umarł człowiek. Umarł w samochodzie i to na własne życzenie. Umarł, bo się bał. Umarł, bo zawiódł. Umarł i obudził coś, co w głębi ciemności było mocno uśpione.



Neil Gaiman – cóż tu więcej mówić. Jego nazwisko często pojawia się przy dyskusjach, czy książka jest horrorem, bajką dla dzieci czy powieścią magiczną tylko dla dorosłych. Kocham tego pisarza, ale już czuję wielki dylemat, jaki będę miała, gdy urodzą mi się dzieci. Czytać im Neila czy nie?

„Ocean na końcu drogi” jest ostatnią książką pisarza wydaną w Polsce przez wydawnictwo MAG. Cieniutka, zaledwie 215 stron, miała być jeszcze cieńsza, jak sam Gaiman w Podziękowaniach na końcu książki przyznaje. Z początku miało to być opowiadanie, ale jak to zwykle bywa z tekstami, rozrosło się do samodzielnej powieści.

I cóż my tu mamy – małe miasteczko, w którym każdy dom wygląda tak samo, spokojną rodzinę, gdzie rodzice robią dzieciom na śniadanie przepalone grzanki, młodszą siostrę, która jest skarżypytą, i starszego brata, który uwielbia czytać książki. Jak już się domyśliliście, to właśnie on jest głównym bohaterem.
Ta książka, to jego wspomnienia. Jako dorosły mężczyzna wrócił do miasteczka na pogrzeb i obrazy z dzieciństwa zaatakowały go z każdej strony. Obrazy niezwykłe, niekiedy wręcz nierealne. Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? Nasz bohater nie wie i my nie wiemy. Ale możemy wierzyć.


Podobnie jak w „Koralinie”, Gaiman i w tej książce stworzył przerażające obrazy, a właściwie ich namiastkę. Pojawia się coś potężnego, prastarego i ciemnego w głębi lasu, który przywędrował ze starego świata, pojawia się obca Ursula Monkton, która nie jest człowiekiem, ale chce być jak wszyscy inni i osiąga to wszelkimi sposobami, pojawiają się warminty – drapieżne ptaki nie pochodzące ze świata ludzi i w ludzkim mięsie nie gustujące. Cała mitologia w tej książce to jedynie muśnięcie piórem, Gaiman nie pozwolił rozwinąć się swoim postaciom, pomysłom, stworzeniom. Tu mamy jedynie zalążek, który tylko powiększa nasz apetyt.

Jeżeli zmrużyć oczy przy czytaniu, wypatrzymy w „Oceanie na końcu drogi” zwyczajne problemy wieku dojrzewania, tęsknotę za szczęśliwym dzieciństwem, próbę odnalezienia się w dorosłej rzeczywistości, problemy rodzinne, finansowe i małżeńskie. To wszystko tam jest, ukrywa się w małych umywalkach i przepalonych grzankach. Jest też i magiczny realizm, świat widziany oczami dziecka, świat prosty i skomplikowany zarazem. Świat, który przeraża śmiercią bliskich i obcych, dorosłymi decyzjami i utratą tego, co zdawałoby się zawsze będzie przy nas. Z takim światem najlepiej radzić sobie wtedy, gdy staw zmienia się w ocean.

Teraz widzisz? On tam jest. Ten staw to nie morze, to ocean. Przecież Ci mówiłam. 

6 komentarzy:

  1. Ładna ta książka... i te kolorowe zakładki... znaczy co do treści musi być dobra :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedawno, dosłownie kilka dni temu skończyłam czytać pierwszą moją książkę Neila Gaimana i bardzo go polubiłam. Chętnie sięgnę po inne jego pozycję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam już tyle o tym autorze, że chyba w końcu będę musiała sięgnąć;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniała, mroczna baśń dla dorosłych, o traumach dzieciństwa i wspomnieniach, o których wolimy zapomnieć <3

    Pozdrawiam,
    Olga
    WielkiBuk.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Gaiman tak pisze o rzeczach zwykłych, że wydają się człowiekowi magiczne. Pisze o miłości i nienawiści, nadziei i tęsknocie jak by tworzył fantastykę, a to wszystko jest rzeczywistość dobrze nam znana.

    OdpowiedzUsuń