sobota, 12 października 2013

Siedem minut po północy – Patrick Ness



Opowiem ci trzy historie, a ty opowiesz mi czwartą – mówi potwór, a ty zastanawiasz się gorączkowo, czy istnieją jakiekolwiek opowieści, których on nie zna. A jeżeli takiej nie znajdziesz?

Książka „Siedem minut po północy” nie miałaby problemu ze znalezieniem ciekawej historii. Z pewnością opowiedziałaby o tym, jak powstała. O pomyśle Siobhan Dowd, która nie zdążyła go przelać na papier i odeszła zbyt wcześnie, o tym jak Patrick Ness otulił dłońmi ten osierocony pomysł, o Jimie Kayu, który słowa zmienił w obrazy.


Conor O’Malley budzi się w swoim pokoju dokładnie siedem minut po północy i widzi GO. ON nachyla się do jego okna, wdziera się do pokoju, szepce, ale Conor nie boi się go. Są rzeczy straszniejsze – i chłopczyk o tym dobrze wie. Zbyt dobrze, jak na swoje trzynaście lat.

Rano chłopak sam przygotowuje sobie śniadanie, ogarnia kuchnię i nawet wstawia pranie. Trzynastolatek wstawiający pranie? Mama z pewnością jest z niego dumna – chciałoby się rzec. Jednak w tej książce, matka Conora jest bardziej mu wdzięczna, niż dumna.

Często w moich recenzjach jestem zmuszona obalać powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce”. Zrobię to także i tutaj. W XXI wieku książki konkurują ze sobą nie tylko treścią ale i wyglądem. Okładka jest chwytem marketingowym, reklamą. Wśród setek kolorowych pozycji, to ona ma przyciągnąć wzrok i sprawiać, że gość księgarni po nią sięgnie. Treść nadchodzi dopiero później.

„Siedem minut po północy” dzięki dłoni Jima Kaya ma niesamowitą szatę graficzną. Nie mówię tylko o okładce, ilustrator zajął się także jej wnętrzem. W tej książce czytelnik nie patrzy krytycznym okiem na to, czy ilustracje trafiły w dziesiątkę w starciu z jego wyobraźnią, tu słowa i grafika uzupełniają się nawzajem, tworząc nierozerwalną, estetyczną całość.

„Siedem minut po północy” jest książką, która udowadnia, że o trudnych rzeczach można mówić z niebanalną prostotą. Obecnie półki księgarń aż uginają się pod tak zwaną prostotą banalną, pod książkami, które próbują mówić pięknie i wzniośle o rzeczach wysokich i filozoficznych. Próbują – i na tym polega ich problem.

Antoine de Saint-Exupéry wyznaczył bardzo cienką granicę pomiędzy kunsztem symbolizmu, a ośmieszającą pisarza pompatycznością. Patrick Ness stoi po stronie twórcy „Małego Księcia”, nie przekroczył tej granicy. Opowiedział o rzeczach trudnych w taki sposób, że czytelnik aż do samego końca miał wrażenie, że czyta baśń, nie zauważył że przy tym płacze. 

                                    A ty? O czym opowiesz potworowi, gdy przyjdzie?



5 komentarzy:

  1. Niewiele słyszałam na temat tej książki, jednak jestem jej bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z każdym słowem tej recenzji - przepiękna opowieść, która niesamowicie porusza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialna okładka. Super recenzja! Będę tu zaglądała! Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest to jedna z 7 książek, które muszę w tym roku kupić :) wydaje się naprawdę intrygująca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowita historia, niesamowity język, niesamowity klimat. Boję się, że już nigdy nie będzie mi dane przeczytać książki, która dorównywałaby tej książce. Myślę, że to OBOWIĄZKOWA lektura dla WSZYSTKICH szanujących się czytelników. Po przeczytaniu "Siedmiu minut po północy" nic już nie jest takie, jak było wcześniej. Ta historia zmienia człowieka.

    OdpowiedzUsuń