poniedziałek, 28 października 2013

O I Festiwalu do Czytania oczami Biblioteki




Ech, jak dobrze jest odetchnąć z ulgą, otrzepując książki, płyty i komputery z dziecięcej śliny i porozrzucanych zabawek. O, widzę jak Planetarium wzdrygnęło się i zwadiacko poprawiło gwiazdki na kopule, a galeria przeciąga się obrazami.

Poszli… Nareszcie!

Bo wiecie co tu się działo w ten weekend? W moim Olsztynie odbył się I Festiwal do Czytania. Masa ludzi wlazła do mnie, do poczciwego BWA i niewyspanego Planetarium i krzyczało, rozmawiało, opowiadało, biegało i śliniło książeczki. Mówili do mikrofonu, włazili na scenę, a jakby w Olsztynie mało było ludzi, to jeszcze przywieźli jakichś blogerów i pisarzy! No mówię wam, moja biblioteczna głowa tego nie wytrzymała! Włączali i wyłączali światło, biegali i grzebali w płytach, i…


A! Zapomniałam się przedstawić… Cóż za maniery! A mówią, że biblioteki to centra kultury, a tu taka gafa!
Mili państwo, Filia Miejskiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie do waszych usług. Możecie mi mówić po prostu Planeta 11 – tak zwracają się do mnie przyjaciele.

Jednak wróćmy do Festiwalu. Wiecie, że to pierwszy taki w Polsce? Nie no, zaszczyt oczywiście, że we mnie to wszystko, choć na przykład BWA od początku wyczuło podstęp, jej oberwało się najbardziej w sobotni wieczór. Ale po kolei!



Zaczęło się bardzo niewinnie. Ot, grupka kulturalnej młodzieży przybyła porozmawiać o tym, by stworzyć Blogerski Festiwal na wiosnę. Co prawda zastanowiło mnie, że przecież jeszcze ten nie rozpoczął się na dobre, a oni już chcą kolejny? Oj, moje biedne półeczki!
Dyskutowali, a jakże! I to nie tylko młodzi, co piszą te… blogi! (ha! O jakie słówka znam, w końcu jestem biblioteką multimedialną! Mam komputerki i wi-fi! Szpan, nie?). Ale nie tylko młodzi przyszli, bo blogi piszą też mamy z dziećmi, a dzieci razem z nimi i nawet się z tego cieszą. A mówią, że matka z dzieckiem w domu winna siedzieć, tak przynajmniej mówią Filie 5 i 9. A te mamy przyszły, wyciągnęły jedzonko i jedną ręką karmiąc dzieciaki, drugą chwytały za mikrofon i rzucały pomysłami! Pomysłów było dużo, a ile blogów! Przeróżne – o książkach (ach, coś dla mnie!), o kosmetykach, o modzie, o Wietnamie (Jaceeeek, mamy jakiś film o Wietnamie? Chyba chcę obejrzeć…) i o szkoleniu zwierząt! No cały wachlarz tematów. I chyba coś ci blogerzy postanowili i obiecali, że na facebooku się zgadają (ha! Kolejne mądre słowo! Znam jeszcze „fanpejdż”! O!).

Kiedy blogerzy sobie marzyli o kolejnym festiwalu, doszły mnie niepokojące westchnięcia z Planetarium. BWA jeszcze milczało… Potem opowiedziały mi, biedne moje, że w nich nagle pojawiła się cała masa farb! I dzieciaki (a nawet czasem dorośli!) zaczęli malować, rysować, wycinać! Biedne BWA wystraszyło się, że to wszystko będzie musiało w sobie pomieścić, że wystawy będą i szampan dziecięcy.

A potem mój Jacek zamówił pierogi i mu ich przez godzinę nie przywieźli. Wtedy zrozumiałam, że jest źle, jest wręcz tragicznie!

Zawsze myślałam, że umysł to książki, wiecie? A tu nagle wparował Andrzej Tucholski i mówi, że blog to stan umysłu! A nie, nie, najpierw zgarnął mojego psiaczka, posadził go sobie na głowie i zrobił zdjęcie. Potem podsłuchałam, że umieści to zdjęcie na blogu. I oczywiście podejrzałam jak to zrobił, ha! A jak! W bibliotece nic się przed biblioteką nie ukryje. Skitrał się z komputerkiem, ale ja mam oczyska na każdym z regałów. Widziałam Cię! I wiesz co? Fajowy jesteś! Jak Jacek mi pozwoli, będę odpalać Twojego bloga i czytać, o!


Przyszli też inni – Krzysiek Gonciarz (hmm coś o beczce cały czas mówił, że ją zapytać?), Maciek Mazurek (on jest fajowy! Rysuje! Maciek, Maciek, ja też mam komiksy! Wiesz, że biblioteki mają komiksy?). Ooo i była Agnieszka Tatera – najfajniejsza, bo od książek, pogłaskała mnie po półeczce, taka kochana. Ale najlepsza była Anna Dydo, bo ona tych wszystkich blogerów ogarniała... Szkoda, że nie ogarnęła też dzieci, które po mnie biegały.

Potem mi dali spokój. Ale BWA mi się skarżyło, że taką wielką imprezę w niej urządzili, że głowa mała! Spotkanie autorskie z Piotrem Senderem było. Wiecie kto to? Planetarium się wypytało i dowiedziało się, że on już trzecią książkę wydaje, a ćwierć wieku jeszcze nie ma. Och moje regaliki, cóż za talent w tak młodym wieku! I Planetarium jeszcze mówiło, że trzecia książka jest o moim Olsztynie i jest to fantastyka. Przeczytam, koniecznie. Jaaacek, kupimy ją, prawda? Tylko jak kupimy, weź nikomu nie wypożyczaj, ja chcę przeczytać pierwsza!


Po spotkaniu z młodym geniuszem było już tylko gorzej. Bo BWA próbowało wytłumaczyć Uli i Gosi, że nie tak to się robi, że wystawa, to jak coś stoi, nie rusza się i nie oddycha, a one się uparły, zrobiły scenę, postawiły na niej kanapę i sadzały każdego pisarza po kolei i teksty im kazały czytać. Do mikrofonu! I tylu ich było… Mariusz Sieniewicz i Krzysztof Beśka, i Tomek Białkowski, i Marta Syrwid, i Hanna Brakoniecka, i Kazimierz Brakoniecki i och… za dużo tego! I Bałtroczyk, on to mówił cały czas. Nie wiem, czemu jak inni nie wszedł na scenę raz, nie przeczytał wszystkiego i już, nie, on co chwila coś wtrącał. Biedne BWA migreny od tego dostało, ale na szczęście był tam anioł gitary – Krzysztof Kawałko – który ukoił zmysły wyczerpanej galerii. Ja też regalikami przywierałam do ściany i słuchałam.



Potem sobie poszli. Podobno na jakieś afterparty. Tego słowa już nie znam, ale Jacek mi wytłumaczy. Obiecał!

To była sobota. W niedzielę było jeszcze gorzej! Budzę się sobie, przeciągam się płytami CD i DVD, przecieram regaliki, a tu nagle… Wchodzi Ula i Wiktoria (ta druga to dziwna jakaś, mówiła, że bardziej kocha księgarnie, apf!) i zaczęły zabawki rozkładać, trawkę na mnie układać… I za jakie grzechy Kamila je w ogóle wpuściła!

I znów ci blogerzy przyszli. I znów wszyscy się rozsiedli i zaczęli rozmawiać o blogach, o wyspach bezludnych, o batonikach, o wenie. Jak o wenie rozmawiali, to chciałam się odezwać, ale kto by bibliotekę słuchał. Nie… Oni mają fejsa, on lepszy!
Choć nie ukrywam, pośmiałam się z nimi, fajowi są. Chyba tęsknię…

Dzieci – to one. Wtargnęły armią i rozproszyły się jak partyzanci, były wszędzie i łaskotały mnie między regalikami, w książki wsadzały paluchy, ciągały za płyty. Myślałam, że Kasia mnie uratuje, ale ona też chyba się wystraszyła, bo schowała się za ladą i tylko rączki do uszu przyciskała.


I nawet jak Lidia Piechota zaczęła czytać dzieciaczkom, to tak strasznie biegały po mnie. A Lidia czytała fajną książkę i później ją jeszcze innym oddała. I nie tylko ją, a wiele innych książek. Patrzyłam i nadziwić się nie mogłam! A półeczki same się po nie wyciągały, tylko ona nie zauważyła i rozdała wszystko innym. A dzieciaki wciąż biegały, krzyczały i śliniły…

Ale zostałam uratowana… Przyszła Beatka Rybak i na moment wszystko się uspokoiło. Wiecie, zawsze myślałam, że moim sercem są książki, ale jak Beatka się pojawiła, to tak ciepło się we mnie zrobiło, tak urokliwie, tak cudownie. Nie chciałam jej wypuścić, każdą książeczką czepiałam się jej koszuli, żeby tylko została.


Beatka opowiadała takie cudowne rzeczy! O książkach dla najmłodszych, o tym, że czytanie jest takie ważne, o rodzicach, którzy koniecznie dzieciom czytać muszą. Beatko, przytulałam cię każdą moją półeczką. A jak już zaczęłaś czytać swoje wiersze, to w ogóle się rozpłakałam z zachwytu. Skitrałam sobie jedną książeczkę z twoim podpisem, nawet Jacek o tym nie wie, leży pod regałem i nikomu jej nie wypożyczę. Jest moja! Bo każda biblioteka musi mieć SWOJE książki, o!

I teraz tak smutno jest bez was. Tak jakoś… cicho i sucho bez tej bobasowej śliny. Nikt nie czyta na głos, nikt płyt z półek nie wyciąga, by je ugryźć. Czemu sobie wszyscy poszliście? Ej, weźcie wróćcie. Chociaż za rok… Dostawimy jedno „I” i zrobimy II Festiwal do Czytania. Proszę?



PS A ta Wiktoria, tak, ta dziwna od księgarni, prosiła przekazać, że jak chcecie zdjęcia zobaczyć, to o tu je wrzuciła, na fejsiku. Mnie tam dużo! Zobaczcie! Taka ładna jestem! A najlepiej wypożyczcie we mnie jakąś książkę czy płytę albo... O losie, ta Wiktoria mi tu pod rękę włazi i gada coś o tym, byście jej bloga na fejsie polubili, czy coś. Ja nie wiem, o co jej chodzi, polubcie, może da mi już spokój!




3 komentarze:

  1. Przeczytałem... Na głos. O losie! x) Nie mogę... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I jak tu się nie uśmiechnąć. No jak??? jolaKwiatkowska

    OdpowiedzUsuń
  3. Piotrek Sender jest ok, czytałam pierwszą książkę i nie bardzo mi się podobała, drugiej wciąż nie mogę uświadczyć w olsztyńskich bibliotekach (o losie), a trzecia jest na podstawie opowiadania, które też mam za sobą. Ma talent chłopak :)

    OdpowiedzUsuń