wtorek, 17 września 2013

Wszechświaty (tom 1) - Leonardo Patrignani



Wielu narzeka na cenę „Wszechświatów” autorstwa Leonardo Patrignani i możliwe ma ku temu powody, ponieważ książka licząca 270 stron kosztuje około 45zł. Ale narzekają na jej wartość tylko ci, którzy nie trzymali tej pozycji w dłoniach. Nie będę rozpisywać się na temat niesamowitej i ciekawej okładki (czemu ciekawej? Zapraszam do księgarni do obejrzenia książki), ale przy papierze muszę się zatrzymać. Obecnie coraz częściej książki wydaje się na „gazecie” lub „papierze toaletowym” i jestem pewna, że większość takich pozycji rozsypie się w moich rekach po siedemdziesięciu latach. We „Wszechświatach” natomiast każda kartka jest gruba, niemal sztywna, przyjemna w dotyku. Zwróćcie uwagę na grubość książki, a przecież to tylko 270 stron! Cudo warte każdej sumy.

„Wszechświaty” otwierają trylogię o jednobrzmiącym tytule i są zarazem debiutem włoskiego pisarza Leonardo Patrignani. Debiutem ciekawym, bo co prawna nie sięgającym po jakiś oryginalny temat, ale jednak nie babrającym się we wszechpopularnym bagienku wampirów, wilkołaków i aniołów. Wszystko jest wyważone idealnie, nie za słodko, nie za sztywno. Prawdziwa uczta dla koneserów literatury młodzieżowej.
Głównymi bohaterami są nastolatkowi - Alex Loria oraz Jenny Graver. Dzieciaki mieszkają na dwóch różnych końcach świata, Alex we Włoszech, a Jenny w Australii, ale cierpią na tę samą „chorobę” – tracą przytomność. Tak to widzą wszyscy, którzy są wokół nich, natomiast w chwili, gdy Jenny upada na ziemię, nie pochłania ją ciemność, słyszy jak ktoś ją woła, widzi jasny kosmyk na czole chłopaka i próbuje mu odpowiedzieć. Alex widzi niesamowite dziewczęce oczy, woła do nich, zadaje pytanie, wiele pytań, jednym z nich jest „jak masz na imię?” „Jenny” – pada odpowiedź.
Istnieją światy i światy, do jednych się wchodzi przez szafę, do innych przez norę królika, a Leonardo Patrignani opowiedział nam o światach, granice których przekracza się za pomocą umysłu. Bo jednym jest mieć halucynacje podczas omdlenia, a innym uwierzyć w nie i spróbować je odnaleźć, szczególnie wtedy, gdy są szesnastoletnią dziewczyną z drugiego końca świata.
„Wszechświaty” połknęłam niemal w jeden dzień, a raczej wypiłam duszkiem. Choć młodzieżowa, książka wcale nie musi być czytana tylko przez młodzież, zbyt dobrze przypominam nam o tym, jak ważne jest zaufanie samemu sobie, swoim myślom, a niekiedy i urojeniom. A takie przypomnienie przyda się nie tylko nastolatkom, ale i dorosłym. Szczególnie dorosłym.

6 komentarzy:

  1. Wow, debiut i od razu trylogia? Ten pan musi mieć talent. Przyznam że opis brzmi bardzo ciekawie, takie powieści dla młodzieży z lekką nutką fantastyki odkrywam dopiero teraz, gdy z wieku nastoletniego wyrosłam. Dziękuję za polecenie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Do mnie książki dla młodzieży jakoś nie przemawiają, ale poruszyłaś ważną kwestię. Mianowicie wydanie, coraz więcej tytułów rzeczywiście jest drukowanych na papierze pozostawiającym wiele do życzenia. To przykre bo nie powinno tak być. Doceniam dobre jakościowo wydania, to są książki na lata, dłuuugie lata. Okładka i mnie urzekła

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym miała na półce, to od razu zaczęłabym czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O innym świecie jest też "Miłość w zimie" - miałaś rację, że mi się spodoba! Prawdziwa z Ciebie wróżka :)
    Dziękuję!
    Alicja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałem okładkę, rzeczywiście niestandardowa :D Ale sama książka raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytam i szczerze polecam , ksiazka wciaga jak wir od pierwszej strony, nie mogłam sie oderwać :))

    OdpowiedzUsuń