sobota, 21 września 2013

W Japonii, czyli w domu – Rebecca Otowa


Inny kraj to po prostu inny świat. Gdy jedziemy na wakacje, wydaje się rajem, ale wszystko się zmienia, gdy chcemy zamieszkać w nim na stałe. Nagle pojawia się milion niuansów, różnic, aspektów mentalności i zawiłości kulturowych, wszystko jest nowe, a my cofamy się do etapu raczkowania. Wiem coś o tym, bo sama nie pochodzę z Polski. Mój ojczysty kraj jednak graniczy z nią, a więc mentalność ludzi nie różni się od siebie definitywnie, Japonia natomiast wydaje się nie graniczyć absolutnie z niczym. Jeżeli każdy kraj jest innym światem, Kraj Kwitnącej Wiśni – to inna galaktyka.
Rebecca Otowa, autorka książki „W Japonii, czyli w domu” opowiada nam historię swojego życia, historię, która zdawałoby się ma być burzliwa i pełna emocji, a tak naprawdę toczy się w wiekowym japońskim domu z wielopokoleniową historią.

Rebecca jest Amerykanką, która zafascynowana Japonią, wyjechała do niej na studia i tam spotkała swojego przyszłego męża. Do nowej rodziny weszła jako ganjin czyli obcy i właściwie niemal we wszystkim poddała się swojej teściowej i reszcie rodzinie. Była niemal jak plastelina, z której miano ulepić prawdziwą japońską żonę. Czy się udało? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w książce i nie jest ona podana na tacy.



Jeżeli intryguje was Japonia, książka Rebecki jest świetną pozycją dla was. Wśród moich ulubionych „japońskich” książek takich jak „Japoński wachlarz” Joanny Bator (moja japońska biblia), „Życie jak w Tochigi” Anny Ikiedy, „W Japonii, czyli w domu” – jest pozycją, która stanie bliziutko obok nich na „japońskiej” półce.

Książka ta opowiada o Japonii ze środka domu, który należał do japońskiej rodziny od wielu pokoleń i teraz jego panią została Amerykanka. Dom pokochał ją i przyjął, a Rebecca pokochała go. I właśnie siedząc w nim snuje swoją historię, pełną zapachów jedzenia, domowych drzwi, które są wymieniane zgodnie z każdą porą roku, skrzypów, brzęczenia pszczół, które także zamieszkały w Domu, oraz duchów i domowych bóstw.

Tuż obok ciepła i przytulności, jaka tchnie od tej książki, można też wzdrygnąć się od inności i obcości Japonii. Bo czasami by stać się jej prawdziwym mieszkańcem, trzeba oddać jej serce i wyrzec się swojego.

5 komentarzy:

  1. Zapowiada się interesująco. Będę się za nią rozglądać, a na razie mam jeszcze do przeczytania "Życie jak w Tochigi". :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam już takie zaległości w lekturze, a ciągle dochodzą nowe pozycje, że przez 60 lat ich nie nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam taki sam dylemat jak Kulturalna Dolina :) ale tę książke chętnie przeczytam, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super bloga prowadzisz, cieszę się,że na niego natrafiłem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń