środa, 4 września 2013

Śmierciowisko – Anna Głomb



Zemdlałeś na środku ulicy, upadłeś prosto na chodnik, pochłonęła cię czerń. Gdy się budzisz, pierwsze, co czujesz, to drobne kamyczki wbijające się w twój policzek – to jedno z lepszych uczuć, jakie od tej pory doświadczysz, potem jest tylko gorzej. Podnosisz się z ziemi wśród trupów – zwykłych przechodni, mieszkańców, którzy wybiegli z domu, straży porządku, którzy nie mieli szans na aresztowanie śmierci. A ty żyjesz. Nie, nie jesteś wyjątkowy, wcale nie zostaniesz supermanem, czy zbawcą świata, po prostu twój system odpornościowy przezwyciężył chorobę, która dotknęła całej ziemi. Zostali nieliczni.
I co teraz?



Tak, naprawdę – co teraz? W filmach pokazuje się ludzi zbierających się w grupy, walczących przeciwko czemuś, a tu? Tu nie da się walczyć z chorobą, zresztą po co, skoro kogo miała zabrać, tego zabrała. I teraz – choć to brzmi banalnie – trzeba żyć dalej. I zacząć nie od nowa, a cofnąć się do korzeni.

„Śmierciowisko” Anny Głomb opowiada właśnie o takim społeczeństwie, które powoli dźwiga się z gruzów człowieczeństwa. Jedni opuszczają miasta i tworzą niewielkie osady na łonie przyrody, inni pozostają w miastach i próbują wykrzesać kilka iskier elektryczności.

W tej książce jednak nie tylko ludzie są głównymi bohaterami. Jest jeszcze las – ogromny, ciemny, szepczący. Korzenie nowych drzew wyrosły na trupach, wypiły resztki ich życia i teraz szepczą ludzkimi głosami, myślą.

To nie jest książka apokaliptyczna. Zaraza przyszła i odeszła, zabierając ze sobą większość społeczeństwa, ci, którzy przetrwali, zbudowali nowy świat. Co prawda, nie jest to nowe utopijne społeczeństwo – w miastach lepiej nie pokazywać się samemu, grasują tam niebezpieczne bandy, w lasach osiedlili się rabujący wszystko barbarzyńcy, są także i osady z dala od tego wszystkiego – grupy ludzi, którzy po prostu chcą mieszkać w spokoju.
Wśród właśnie takiej grupy mieszka Dorota, główna bohaterka powieści. Z tym że dziewczyna nie czuje przynależności do swoich bliskich. Nie pamięta epidemii, nie do końca rozumie tych, którzy ją przeżyli. A gdy wieczorami wpatruje się ze swojego okna w las, wydaje jej się, że ktoś stoi na jego skraju i uważnie jej się przygląda.

Jak już napisałam, „Śmierciowisko” nie jest powieścią apokaliptyczną, nie znajdziecie tu zombie ani kosmitów. To obraz społeczeństwa, które już dawno zbudowało swoje życie na zakopanych ciałach. I to wszystko Anna Głomb owija baśniowością, ożywia las, powołuje do życia dawno zapomnianych mieszkańców baśni. A zapomniane i ożywione nie zawsze niesie ze sobą tylko dobro.

Książka ta jest debiutem młodej pisarki i uważam, że bardzo udanym początkiem kariery pisarskiej. Styl i atmosfera wykreowane w powieści sprawią, że fabuła nie przeciąga się, nie nuży, a jedynie zaciekawia coraz bardziej. Płaszczyzny bajkowe, fantastyczne i metaforyczne przeplatają się i tworzą zgrabną całość. Historia ta raz jest baśnią, raz powieścią grozy, a chwilę potem symbolem, dzięki czemu nie tylko jest świetną lekturą, lecz także skłania ku pewnych refleksjom.

4 komentarze:

  1. Bardzo spodobała mi się wizja autorki. Cieszę się, że poszła w stronę baśniowości i folkloru zamiast epatować apokaliptycznymi obrazami rodem ze szklanego ekranu. Ciekawi mnie, co wymyśli następnym razem:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się pomysł, mam tylko nadzieję, że treść nie jest tak nastolatkowa jak tytuł i okładka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ją na oku od jakiegoś czasu. Bardzo mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo oryginalna, chętnie zapoznam się z tym tytułem :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń