środa, 19 czerwca 2013

Miłość w zimie - Magdalena Bielska


Niektórzy biegną za białym królikiem, inni zaglądają do cudzej szafy, a Runda po prostu pojechała z babcią na wycieczkę. Zdawałoby się, że nic nadzwyczajnego nie spotyka ludzi, którzy jadą z babciami na wycieczki, ot stara dłoń, kilka buteleczek z miksturami i okulary, choć niektórym trafia się jeszcze szklanka wody na sztuczną szczękę. A jednak Rundzie przytrafiło się o wiele, wiele więcej. A swoją drogą… wiecie, że Runda odziedziczyła swoje imię po dziadku? 
Kim są poeci? Na to pytanie ciężko odpowiedzieć, bo o skomplikowanym umyśle twórcy wierszy wiadomo niewiele, może prócz tego, że wszyscy oni unoszą się pół centymetra nad ziemią. A co wydarzy się, jeżeli poetka weźmie w dłoń pióro i zabierze się za prozę? Ktoś z pewnością zobaczy białego królika.
Nie wiem, czy Magdalena Bielska widzi białe króliki z zegarkami, wiem jednak, że z pewnością wydała dwa tomiki wierszy zanim napisała „Miłość w ziemie”. Powieść ta tak, jak każdy poeta, unosi się pół centymetra  nad ziemią, jest efemeryczna i mgliście przezroczysta, a gdy ją czytamy, kartki przelewają się nam przez palce…

A zatem Runda, ta która otrzymała imię po dziadku, i jej babcia, ta, która zabiera wnuczkę na wycieczkę, jadą przed siebie.  I w tym momencie bardzo ważne jest spróbować zrozumieć kim jest Runda. Nie zrozumieć, a spróbować.

„Runda zdecydowanie była najmądrzejsza. Nie odzywała się nigdy. Nie opowiadała niczego o sobie. Co się stało, zastanawiała się w czasie, kiedy milczała, że urodziła się w tym mieście,  tej rodzinie, w tym świecie. Miała przecież urodzić się wojownikiem – obrońcą smoków, w świecie całkiem innym, pełnym smoków, chimer i langustyn. A tu – szkoła podstawowa, Matka Boska, niepokalane poczęcie, siedem grzechów głównych (bo smutek jako grzech został wykreślony?), ułamki, Janko Muzykant, dopływy Wisły. Coś dziwnego się wydarzyło. Jakieś nieporozumienie.”
[„Miłość w zimie" – M. Bielska]
Babcia i Runda zmierzają do Watykanu, a przynajmniej taka jest wersja oficjalna, natomiast trafiają do zupełnie innego miejsca – do miasteczka Anropei. Czy ono istnieje? Mistrzowie powiadają, że jeżeli widzisz coś oczami swojej wyobraźni, to z pewnością istnieje to w którymś ze światów. A Runda widzi cel, wie, że musi dostać się na swoją planetę i zamieszkać tam wśród smoków.
Sens? Nie szukajcie go w tej książce, tu nie ma fabuły zamkniętej w twardych ramkach rzeczywistości.  Tu nie ma wyraźnie wyznaczonej linii powieści. Jako czytelnik lubiący pod mgiełką metafor i iluzji czuć twardy grunt ukrytego sensu, powiedziałabym, że styl Pani Bielskiej bardziej pasowałby na opowiadania, ale "Alicja w Krainie Czarów" także nie była krótkim opowiadaniem, a do dziś uznawana jest za jedno z wybitniejszych dzieł literackich.
Wydawnictwu Świat Książki bardzo dziękuję za możliwość napisania recenzji :)

4 komentarze:

  1. Bardzo jestem ciekawa co też córka Jerzego Pilcha pokazała swoją prozą;)) Efemeryczne powieści mają to do siebie, że albo nudzą, albo pozwalają właśnie unieść się nad ziemią, przenieść w inny świat, zakręcić pięć razy wokół siebie i sprawić, że nie wiemy gdzie tak naprawdę się znajdujemy - liczę na tę drugą wersję;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się interesująco. Ciekawe, czy przypadłaby mi do gustu... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka, która nie ma w sobie sensu a za to dużo wyobraźni? Biorę w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. to z pewnością książka dla mnie :-)
    zanim zaczęłam pisać opowiadania, eseje, recsnzje, felietony, zajmowałam się wierszami :-)
    luię białego królika machającego mi przed nosem zegarkiem na łańcuszku ;-)
    alicja k

    OdpowiedzUsuń