poniedziałek, 27 maja 2013

Wielki Gatsby - Francis Scott Fitzgerald

 

Klasyka, to to, co wszyscy chcieliby przeczytać i czego nikt nie czyta – mówi Twain, a ja dodam, że czyta, tylko przed ekranizacjami. Ostatnio wchodzi nam to w krew – na ekranach kin pojawia się Anna Kareninia i Znak wydaje dzieło Tołstoja z okładką filmową, które w ciągu chwili znika z księgarń, Wolverine zaczyna śpiewać w Les Miserables i nagle nikogo nie przeraża ilość stron Nędzników. Zapewne tak samo będzie i z Wielkim Gatsbym, Wydawnictwa Znak i Rebis już wypełniły nim księgarskie półki.

I tutaj radziłabym Wam zacząć od książki, by Jay był najpierw Gatsbym, a dopiero potem DiCaprio, byście samy usłyszeli melodię tej historii zanim usłyszycie soundtrack filmu, byście w swojej wyobraźni zobaczyli jak lśnią suknie pięknych panien, zanim Luhrmann sam je wam pokaże.


W roku 1923 Fitzgerald odłożył wszystko i poświęcił następne trzy lata na napisanie powieści, którą wielokrotnie poprawiał. To miało być jedno z większych jego dzieł i owszem, było (i wciąż jest), tylko musiało poczekać kilkadziesiąt lat na uznanie czytelników.
Ile razy masz ochotę kogoś krytykować (...) przypomnij sobie, że nie wszyscy ludzie na tym świecie mieli takie możliwości jak ty – to zdanie rozpoczyna książkę i nadaje jej rytm, pulsuje w każdym akapicie i oddycha wraz z Gatsbym.
Cała ta historia to jedna wielka błyszcząca diamentami zasłona, udekorowana na miarę najbogatszych władców tamtych czasów, a tuż za nią skrywa się prawda.

Lata dwudzieste, Nowy Jork i jazz, a wśród tego Jay Gatsby błyszczy jak diament, urządza niesamowite przyjęcia w swym ogromnym domu, gdzie panuje tylko i wyłącznie przepych. Ale sam pan domu skryty jest za mgłą tajemnicy, owszem, opowiada Nickowi, narratorowi powieści, swoją historię, ale czy jest ona prawdziwa? Czy cokolwiek, co otacza tego mężczyznę jest prawdziwe? Błyszcząca historia, iskrzący szampan i zniewalający jazz wydają się być jedynie senną marą, która skrywa za sobą tajemnicę, bolesną tajemnicę, a oczy Gatsby’ego uważnie wypatrują tej jednej, która niegdyś miała być jego.

Wydawnictwo Znak wydało Wielkiego Gatsby’ego w tłumaczeniu Jacka Dehnela i jeżeli porównywać z poprzednim przekładem Ariadny Demkowskiej-Bohdziewicz, to tłumaczenie czytało się o wiele lepiej. Dehnel idealnie oddał cały nastrój, jego zdania sprawiają, że naprawdę czyta się wielką literaturę, nie ujmując jednak zasług pani Ariadny. Jak sam tłumacz wyjaśnia w komentarzu do książki – on tłumaczył dzieło Fitzgeralda mając do pomocy wiele atutów współczesności, choćby takich jak Google, a one w życiu tłumacza pełną bardzo ważną rolę.

Wydanie również jest świetne. Nie ujmując i nie krytykując Wydawnictwo Rebis, Znak wydaje porządnie swoją serię klasyki 50 na 50, na dobrym papierze i z okładkami, które same w sobie stanową dobry wstęp do wielkich dzieł literatury. Okładki filmowe przy klasyce moim zdaniem nie wydają się odpowiednie.

Zdawałoby się, że głównym tematem tej książki jest los nieszczęśliwego Gatsby’ego, wokół którego splata się cała akcja, wciągając także narratora. Jednak wydaje mi się, że Fitzgerald nie powiedział nam wszystkiego, on tylko delikatnie naciął skórkę, do soczystego wnętrza ukrywającego pestkę czytelnik musi dotrzeć sam, przedzierając się przez miąższ swoich myśli.

Tłumaczenie: Jacek Dehnel
Tytuł oryginału: Great Gatsby
Cykl wydawniczy: 50 na 50
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 6 maja 2013
Liczba stron: 224
ISBN: 9788324020607




7 komentarzy:

  1. Wstyd się przyznać. Lektura ciągle na mnie czeka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wstydać się, tylko lecieć czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Eee, Twain przesadza. Jestem zdania, że klasykę, kanon TRZEBA przeczytać, żeby zrozumieć późniejszą, czyli dzisiejszą literaturę.
    Mnie osobiście Gatsby deczko rozczarował, spodziewałam się chyba Bóg wie czego.
    Przyznam, że jestem ciekawa tego tłumaczenia, bo nazwisko tłumacza robi wrażenie. I gdybym miała nabyć WG, to kupiłabym to konkretne wydanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nazwisko Dehnela i Twój komentarz mocno popychają mnie do kupienia drugiego egzemplarza.

    A co do wydania Rebisu - to jest wstrętne, ale poprzednie (jakościowo) lepsze niż znakowskie.

    OdpowiedzUsuń
  5. I dzięki filmom książki są odkurzane i czytanie na nowo- tyle dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajna recenzja. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że tak krótką książkę autor mógł pisać aż 3 lata ;O
    Seria Znaku może i ma dobry papier i dobre okładki, ale po tym jak zakupiłam z niej "Biesy" (jakieś... 800 stron?) i okazało się, że strony są nie szyte a klejone, obiecałam sobie, że nigdy więcej... Dla mnie jednak wygrywa Rebis, ale nie dlatego, że wydanie z okładką filmową, ale dlatego, że TO wydanie:
    http://www.empik.com/wielki-gatsby-fitzgerald-f-scott,prod57269691,ksiazka-p
    Teraz chyba trochę ciężkie do zdobycia, ale mnie się udało, z czego się bardzo cieszę :) Okładka twarda, strony SZYTE! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy28 maja, 2014

    jak myślicie dobra książka dla 13-latki ?

    OdpowiedzUsuń