sobota, 16 marca 2013

Nasze rozstania - David Foenkinos


Rozstania są formą miłości… A miłość ma wiele form, jedne są bolesne, inne pełne szczęścia, a jeszcze inne monotonii i spokoju. Tak czy inaczej i znużenie, i nieopisana radość, i gniew – wszystko to może być wyrazem miłości. Rozstania także. Rozstajemy się, by do siebie wracać, prawda?
Fritz i Alice tworzą ciekawe połączenie – nie mogą bez siebie żyć, ale i z sobą nie wytrzymują. Kłótnie między nimi wybuchają wraz z wiórami lecącymi w każdą stronę. Rozstają się, godzą się, znów się rozstają. A wszyscy wokół widzą w nich piękną parę, która niezwykle do siebie pasuje, i nie mylą się. Fritz i Alice naprawdę pasują do siebie, pasują nawet ich kłótnie.

I proszę się nie obawiać kolejnej płytkiej powieści miłosnej pod hasłem kto się czubi, ten się lubi, która zakończy się a żyli długo i szczęśliwie. U Foenkinosa nie ma banałów, u niego jest piękno, słowa i estetyka liter. Jego kunszt literacki ociera się nierzadko o arcydzieło. 


Samo życie pisarza także jest ciekawe i brzmi niekiedy jak pomysł na dobrą powieść. Bibliografowie powiadają, że Foenkinos miał stworzyć własny zespół muzyczny i zabierał się do tego, będąc nauczycielem gry na gitarze, ale owe zamiary przepadły i zostały zgniecione przez mocarne słowo pisarz. Podobno do szesnastego roku życia nie wziął do ręki żadnej książki. Trudno w to uwierzyć, patrząc na to jak operuje słowem. Foenkinos nie szepce nam do ucha pisząc swoje powieści, jego słowa są czułym dotykiem. Czytając go, często mam wrażenie, że on nie pisze, on macza opuszki palców w pastelowych barwach i dotyka nimi białych stron.

Tak samo jak Delikatność Foenkinosa, Nasze rozstania potrafią po prostu zauroczyć, co samo w sobie jest fenomenalne, bo czy możliwe jest zauroczenie czytelnika opowieścią o ludzkim dramacie?

Uczucia Fritza, naszego narratora, są jak chorągiewka – raz ma ochotę po prostu zakopać swoją Alice i nigdy więcej jej nie widzieć, a innym razem chce ją trzymać w ramionach i nigdy się z nią nie rozstawać. A Alice mu w tych sprzecznych uczuciach nie pomaga, urządzając kłótnie prosto na ulicy, bijąc go, krzycząc, a następnie zapominając o wszystkim i mówiąc, że go kocha. I nie ma na to przepisu, bo definicja idealnego związku nie istnieje. Istnieje miłość, albo nie istnieje wcale.

Ta książka jest o popełnianiu błędów, o tym, jak wiele te błędy mogą zniszczyć, oraz o tym, jak wiele można na popełnionych błędach zbudować. Opowiada o budowaniu relacji i o pierwszej miłości. I wbrew pozorom nie dyktuje nam, co jest w życiu najważniejsze, a pokazuje, że cokolwiek się nie wydarzy, cokolwiek się nie zawali, zawsze jest w tym jakiś maleńki sens. A jeżeli tego sensu nie ma, to wcale nie oznacza, że świat runął bez powodu. Nic tak po prostu nie upada, zawsze jest coś pod i nad.



7 komentarzy:

  1. Świetna recenzja. Dzięki temu wpisowi naprawdę ma się ochotę sięgnąć po tę książkę. Foenkinos jest dla mnie jak na razie autorem nieznanym, ale z tego, co przeczytałam wynika, że jest on naprawdę niezły. Lubię pisarzy, którzy swobodnie posługują się językiem, a wbrew pozorom nie ma takich zbyt wiele. Do Gombrowicza chyba nikt nie podskoczy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Narobiłaś smaka, i to jak!
    A funduszy na książki ciągle brak :(

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. rysa na górnej trójce...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zasiadłam w księgarni, w której można dobrą kawę zamówić, wzięłam do ręki tą książkę i przepadłam w słowach i między nimi... Podoba mi się to, co przeczytałam tutaj:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniała, magiczna okładka od razu przykuwa uwagę. Bardzo jestem ciekawa tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem świeżo po przeczytaniu tej książki. W moim odczuciu Fritz to trochę taka urocza fajtłapa, który nie umiał się "ogarnąć" i był zdominowany przez kobiety ;) "Nasze rozstania" czyta się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń