czwartek, 21 lutego 2013

Życie Pi – Yann Martel


Na ile cienka jest granica między człowiekiem i zwierzęciem. Jak lekkie może być niekiedy pchnięcie, które pobudzi do zrzucenia maski wychowania, kulturalności, człowieczeństwa. Jak łatwo niekiedy zmienić się w krwiożercze zwierzę po to tylko, by przetrwać.

Piscine Molitor Patel nazwany na cześć basenu i nienawidzący swojego imienia, w skrócie zwany Pi, niemal wychował się w zoo. Zoo dosłownie, nie w przenośni. Jako syn dyrektora owego miejsca, miał nieograniczony dostęp do niego oraz nieograniczoną świadomość jak bardzo jest niebezpieczne każde zwierzę tam mieszkające. A królem niebezpieczeństwa był tygrys – piękny, tajemniczy i morderczy.
Pi miał szczególne podejście do życia, a właściwie do religii, bo mieszkając w rodzinie ateistów wyznaje jednocześnie trzy różne religie. Łączy niełączące się i pokazuje nam, że tak naprawdę wszyscy wierzymy w jednego Boga.


Sytuacja ekonomiczna wywiera presję i zmusza ojca Pi do sprzedania zoo, zwierzęta natomiast bardziej opłaca się sprzedać tam, dokąd ma zamiar wyprowadzić się rodzina Patel – w Kanadzie. Jednak statek pełen ludzi i zwierząt w klatkach nie przepłynął spokojnie przez Ocean Spokojny, zatonął podczas przerażającej burzy zostawiając Pi samego wraz z szalupą ratunkową i Richardem Parkerem. W łódce było sporo zapasów i sprzętu, który miał pomóc przetrwać, a Richard Parker sprawiał, że Pi nie czuł się samotny i doszczętnie przebity śmiercią rodziców. Richard Parker… napawał Pi jeszcze większym przerażeniem, niż utrata rodziny, bowiem zmierzyć się z Oceanem Spokojnym płynąc samotnie w szalupie to pestka w porównaniu do płynięcia w jednej łódce z ważącym czterysta pięćdziesiąt funtów tygrysem bengalskim.  

„Życie Pi” nie jest książką o walce z oceanem, wydaje mi się, że jest to opowieść o walce o życia z życiem, gdy jesteśmy przyparci do muru absurdu, a pod nogami mamy jedynie tratwę utkaną z naszej wiary.
To książka wyzwanie – zadająca pytanie, gdzie leży granica między tym co ludzkie, a tym co zwierzęce; kiedy zwierzęce staje się ludzkie; co musi się stać, by człowiek złamał wszystkie zasady; jak silny musi być, by owych zasad nie łamać.

Życie Pi skoncentrowało się na łodzi i oczach Richarda Parkera, skupiło się w przebłysku tragedii i przetrwało. Z pewnością zmieniło go nie do poznania, jednak ukazało coś więcej – prawdę o całym świecie.

Ta powieść już od lat jest okrzyknięta mianem bestselleru i znajduje się na listach typu Ileś tam najważniejszych książek do przeczytania. I jest to prawda. „Życie Pi” to jedna z tych książek, bez których nie można kroczyć drogą czytelnika. To książka, która sama nie odpowiada, my musimy odnaleźć pytania, a następnie odpowiedź na nie. To historia abstrakcyjnej sytuacji, która z każdą stroną obleka się w ciało i kości. To opowieść o wierze, strachu i tygrysie. Historia ludzi i zwierząt, choć niestety nie zawsze granica między nimi jest wyraźnie nakreślona.

9 komentarzy:

  1. To jest poza wszystkim innym książka, która przekonała mnie do nagrody Bookera (choć, jako żywo nie wszystko, co nią nagrodzone mi się podoba).

    A także: najlepszy plot twist ever.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowita książka, wciąż jestem poruszona, mimo, że przeczytałam ją jakiś czas temu. Końcówka mnie skołowała i trochę.. zawiodła? Nie wiem jak nazwać to uczucie. Może nie zawiodła, ale wrzuciła mnie do pralki, odwirowała i wyrzuciła całą sponiewieraną.

    OdpowiedzUsuń
  3. po primo: nie lubię tej filmowej okładki...

    po drugie primo: poza tym, że to książka, którą trzeba przeczytać, trzeba do niej dorosnąć. mi udało się ją przeczytać przy drugim podejściu... i zdecydowanie warto było czekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałem 2-3 lata temu :) Tej książki nie da się jednoznacznie nazwać, pamiętam, że przeczytałem pierwszą część i chciałem oddać do biblioteki. Przeczytałem drugi rozdział do końca i znowu mieszane uczucia. Przeczytałem ostatnią część i poczułem się jak ktoś, kto nagle się zgubił :) Zakończenie jest nieprawdopodobne, do tej pory nie wiem (pewnie głupi jestem), czy opowieść chłopca była prawdą, czy bajką. Bo jeśli prawdą, to jak to możliwe? A jeśli bajką, to skąd te dowody, które każą mu wierzyć na słowo? Fajnie tak czasem poczuć się niedoinformowanym. Być może teraz tę książkę bym o wiele bardziej docenił niż kiedyś, ale po jej zakończeniu nie żałowałem, że doczekałem do końca :) Warto było :) Muszę sobie jeszcze kiedyś przypomnieć :)

    Pozdrawiam,

    darekpionki

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałem film, książki jeszcze nie miałem okazji przeczytać, choć nie ukrywam, że wielokrotnie słyszalem o niej bardzo dobre opinie. Ale tak to już jest w moim przypadku, że jak zacznę od ekranizacji, to potem nie za bardzo mam ochotę na pierwowzór, bo po części wiem już jak to się wszystko potoczy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Postanowiłam, że póki nie przeczytam powieści, to ekranizacji nie obejrzę. Na szczęście książka już czeka na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w sumie na świeżo po seansie i książkę przeczytam na pewno :) Co do samego filmu - wizualnie naprawdę piękny i warto go zobaczyć choćby dla samych zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam kilka lat temu i pamiętam otwarte usta, śmiech, łzy - mądra i piękna!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie to przede wszystkim książka o wierze, szeroko rozumianej. O tym, na czym się wiara opiera, gdzie jest jej krucha granica i jak równie prawdopodobnymi są różne wersje rzeczywistości, nienamacalne, niepotwierdzalne.
    Nigdy nie wiemy, czy opowieść jest prawdziwa, nie mając jednocześnie gwarancji, że niewidzialne nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń