piątek, 25 maja 2012

Kobieta, która wyszła za chmurę – Jonathan Carroll



Co powoduje, że sięgamy po książkę? Opinia, okładka, recenzja, przypadek… Po „Kobietę…” sięgnęłam, bo najpierw były oczy, a potem reszta wszechświata.

Zaczęło się od tego, że zobaczyłam zdjęcie Carrolla i jego spojrzenie… Spojrzenie tak magiczne, kryjące w sobie tak niesamowitą głębię, przyciągające wzrok, że byłam pewna – ten człowiek pisze genialne rzeczy. Z pisarzami tak czasem jest, wystarczy spojrzeć im w oczy.

A potem sięgnęłam po jego książkę i kompletnie przepadłam, bo nigdy nic tego autora nie czytałam, nie spodziewałam się, że w jego dziełach kryją się takie czary – dosłownie, bo porywają od pierwszych zdań i nie opuszczają myśli długo po przeczytaniu.

Nie lubię opowiadań, są dla mnie zbyt krótką formą, za szybko się kończą, nie zdążam przyzwyczaić się do bohaterów, a ich już nie ma. Jednak zbiór opowiadań „Kobieta…” jest inny, niemal magiczny. Jakie tam niemal! To jest czysta magia! Bo wystarczy przeczytać parę linijek, a świat przestaje istnieć, słowa wymykają się z książki i w ciągu chwili budują swój własny świat. Siedzę w nim i widzę, jak ktoś zakochuje się w chmurze, jak menel tańczy, a kobieta zanurza dłoń w kołysce.

A potem się budzę, uderzam wzrokiem w pustą kartkę, gdzie nie ma już tekstu, bo opowiadanie się skończyło, bo czar prysł, bo wróciłam. Ale chcę więcej, o wiele więcej. Marzę, by wrócić, a jednak się boję, bo Carroll nie pozostawia odpowiedzi, uśmiecha się tylko tajemniczo i gasi światło zanim ktokolwiek zrobi krok do przodu. A my nie dopowiadamy sobie ciągu dalszego, nie ośmielamy się. Bo najpiękniejsze jest to, co niedopowiedziane.

„Nie ty będziesz dokańczać świat, ale też nie masz prawa w nim nie uczestniczyć”.
(Jonathan Carroll)


wtorek, 15 maja 2012

Więzień nieba – Carlos Ruiz Zafón



Zafón czaruje. Jak zwykle nadaje swojej książce nieistniejący tytuł, bo przecież nie można być więźniem czegoś, co kojarzy się ze zbawieniem. Tak samo jak wiatr nie ma cienia, a aniołowie nie prowadzą gier, chyba że są upadli…

W tej książce na pierwszy plan wstępuje Fermín Romero de Torres – jedna z najsympatyczniejszych postaci Zafóna, a przy tym jedna z bardziej tajemniczych, bo co tak naprawdę o nim wiemy? Otóż niewiele, a Fermín wiele ukrywa za owym imieniem. I nie uwierzycie, kogo jeszcze spotkamy w tej książce…
I rzecz jasna jest nasz kochany Daniel, już jako mąż i ojciec, boryka się z życiowymi problemami rodzinnymi i nie tylko. Bo niekiedy przeszłość puka do drzwi i chce kupić najdroższą książkę w antykwariacie. Tylko co wtedy, gdy nie jest to nasza przeszłość, a przeszłość naszego najlepszego przyjaciela?

Na „Więźnia nieba” czekałam długo, a gdy tylko się ukazał, niemal spijałam słowo za słowem. Choć muszę rzec, że w tej książce Zafón ciut bardziej stąpa po ziemi, a nieco mniej fruwa w niebiosach. „Cień wiatru” i „Gra anioła” były efemeryczne, magiczne i przypominały miraże, szczególnie pierwszy tytuł, ale jak powiedział tłumacz wszystkich trzech powieści Carlos Casas – „nie porównujmy”. I zgadzam się z nim w zupełności. Nie porównujmy, nie szukajmy drugiego „Cienia wiatru”, biegnijmy dalej wraz z Zafónem, Danielem i Fermínem, a może uda się nam odnaleźć Cmentarz Zapomnianych Książek…

Swoją drogą, czy wiecie, że można ów cmentarz naprawdę znaleźć? Z opisów we wszystkich trzech książkach można wyłuskać wskazówkę i trafić na właściwą uliczkę w Barcelonie. Pozostanie tylko zapukać w odpowiednie drzwi - odpowiednio zapukać, a następnie użyć odpowiednich słów i… ale co się kryje pod hasłem „odpowiednie” jeszcze niestety nie wiadomo, ale kto wie, może Zafón zdradzi to nam w kolejnej swojej książce… Bo kto czytał „Więźnia nieba”, ten wie, że on więcej zapowiada niż rozwiązuje.

poniedziałek, 14 maja 2012

Warszawskie Targi Książki 2012



Targi Książki to jak zwykle kwintesencja epickości... Bo są książki, pisarze, przyjaciele i wydawnictwa! Czy można pragnąć czegoś więcej?

Zaczęło się od polowania na pisarzy i oglądania stanowisk!


Holly Webb! Tak śliczna jak okładki jej książek :)


Rafał Kosik i dzieciaki :)


Jarosław Grzędowicz i Maja Kossakowska - fantastyczne małżeństwo :P
Cięęęężko było im zrobić zdjęcie wśród tych tłumów.


Grzegorz Kasdepke! 
Mistrz wykrywania skradającej się z aparatem Arii, nabijania się z niej i pozowania :D

~*~

Następnie przyszedł czas na polowanie na książki... I aaaach! 25% rabat Egmontu porwał moje serce i mój portfel!


A Świat Książki powalił mnie swoją uroczą zakładeczką!


Natomiast cena jedzenia zabiła mój portfel. Serce w sumie też... Jadłam po milimetrowym kawałku, a na zębach zgrzytały mi wydane złotówki! 


Nie, to nie piwo! To... Coś tam, nie pamiętam :P A bułka była z... czymś tam, też nie pamiętam xD


O, to coś było w środku. Smakowało ^^

~*~

Aaa potem przyszedł czas zapolować na.... autografy!

Zaczęłam od cudownej Tokarczuk! I nawet udało mi się z nią zamienić dwa słowa ^^



A potem... A POTEM! Spojrzałam w oczy mężczyźnie o najbardziej magicznych... oczach na świecie!
Panie i panowie! 
Jonathan Carroll!



I... Poznałam najradośniejszą pisarkę pod słońcem! 
Waris Dirie nie tylko dała mi autograf ale i zdradziła mi sekret swojego piękna, o!




I tak oto powoli minęły Targi Książki, a wieczór uwieńczyła czystko literacka gra!



Warszawa pożegnała piękną tęczą...


...a Olsztyn przywitał uroczą nocą.


Do zobaczenia za rok :)







czwartek, 3 maja 2012

Cichy wielbiciel – Olga Rudnicka



Stalking jest pojęciem nowym, pachnie zagranicą i czymś wymyślnym. Nie brzmi groźnie i przywołuje na myśl coś związanego z zawodami sportowymi. Jednak pod tym niegroźnym słowem ukrywa się nieadekwatnie przerażające zjawisko, bo kiedy ktoś samą swoją obecnością nie pozwala nam spokojnie oddychać, nasze życie przestaje należeć tylko do nas samych.
Czy można kogoś oskarżyć o prześladowanie, gdy co chwila pisze sms’y miłosne, wysyła nam listy i zostawia kwiaty na wycieraczce? Przecież nie zagraża naszemu życiu, a to, co robi, jest nader romantyczne. Owszem, tylko co wtedy, gdy my nie chcemy nic od tej osoby, co wtedy, gdy kochamy kogoś innego? Wtedy nasze życie zmienia się w horror i nie ma na to rady. A raczej nie było, już jest – otrzymała nazwę stalking i pełne prawa zgłoszenie takiego zachowania na policję.

„Cichy wielbiciel” był moim pierwszym spotkaniem z panią Olgą Rudnicką. Zwykle ostrożnie podchodzą do polskich autorów, jednak problem opisany w tej książce mnie przyciągnął i zaciekawił, bo właściwie czym jest taki stalking i z czym się go je?

Julia jest zwykłą młodą dziewczyną, nie wyróżnia się z tłumu, ma chłopaka i zwyczajną pracę. Od życia nie pragnie milionów i ogromnej kariery, chce jedynie cichego spokoju. Wszystko zmienia się w jednej chwili, gdy otrzymuje ogromny bukiet kwiatów, a potem kolejny, a następnie setkę smsów, głuchych telefonów, prezentów… Otrzymuje cichego wielbiciela, na którego jej koleżanki reagują westchnieniem „jakie to romantyczne”, a chłopak atakiem zazdrości. Jednak Julia jest przerażona, bo adorowanie, które nie pozwala jej już oddychać staje się nękaniem i nie ma w sobie ani krzty romantyzmu.

Muszę przyznać, że z początku moje czytanie wyglądało jak cięcie nożyczkami żelaza, język zbyt prosty i banalny  boleśnie wrzynał się w mózg. Pani Olgo, literatura piękna powinna pięknie brzmieć. Jednak potem przyzwyczaiłam się, a życie Julii mnie pochłonęło. Przeżywałam razem z nią, martwiłam się i niemal czułam, że za mną również ktoś stoi.
Pani Rudnicka niesamowicie opisała problem, pokazała doskonale jak wygląda to z perspektywy Julii i jak zmienia się znaczenie problemu, gdy dziewczyna chce o tym komuś opowiedzieć. Bo czy „wciąż pisze, że mnie kocha, i przesyła mi kwiaty” brzmi groźnie? Dlatego cieszę się, że przeczytałam tę książkę, cieszę się, że taka pozycja pojawiła się na rynku wydawniczym. Ma w sobie wiele odpowiedzi i moc pokazania nowego problemu, wytłumaczenia ludziom, czym jest stalking i jak przerażający może być.


Wydawnictwu Prószyński i S-ka dziękuję za możliwość napisania recenzji :)

wtorek, 1 maja 2012

Kosogłos – Suzanne Collins


Gdy przeczytałam ostatnie zdanie, dotarło do mnie, że mogę wybaczyć Collins wszystkie te trójkąty miłosne, nużące niezdecydowanie Katniss i całą resztę. Właśnie dlatego, że książka przedstawia prawdę bez żadnych upiększeń.

Dobrze nam wszystkim znana Katniss zostaje twarzą rebelii, przy czym ona tą twarzą być nie chce, wszyscy wokół tego oczekują, mówią, co ma robić, jak ma wyglądać, co powiedzieć, ponieważ… Tak to w rzeczywistości wygląda. Wściekamy się na tych, którzy są u władzy, jednak często nie zdajemy sobie sprawy, że tuż za nimi stoją inni ludzie i pociągają za sznurki. Collins pięknie to opisała. Powiedziałabym nawet, że stworzyła dość odważną książkę pokazującą współczesne systemy polityczne.

Wiele książek i filmów przedstawia historię bohaterów, którzy walczą o wolność, o swoje ideały i marzenia. Tylko jak wiele książek przedstawia prawdziwą walkę o to? Przecież w większości główny bohater jest wyjątkowy, niezwykle uzdolniony i wychodzi niemal z każdej opresji bez szwanku. Tylko czy tak jest w prawdziwym świecie? Czy da się przejść przez piekło i wciąż pozostawać aniołem?
U Collins Katniss nie chce tego piekła, a jednak przechodzi przez nie, prawdziwie przechodzi, nie jak w wyidealizowanej historii, a zatem na końcu czeka czytelnika prawda, nie radosna i nie bolesna, a po prostu prawdziwa prawda życia, którą widzimy tuż obok, patrząc na emerytów wojennych.

„Kosogłos” według mnie był najbardziej dramatyczną częścią z całej trylogii, najbardziej zbudowaną na uczuciach Katniss, pozbawioną upiększania. Tu wszystko jest prawdziwe aż do bólu, nikt nie jest wieczny ani wszechmocny, każdy może zginąć, a miłość… czy to uczucie opiewane w literaturze, czy raczej bycie z kimś, z kim po prostu jest najwygodniej?
Collins nie idealizuje bohaterów, ani państwa, pokazuje natomiast niezwykle drastycznie i realnie nasz własny świat poprzez pryzmat Panem. I cieszy mnie to, że młodzież sięgnie po taką literaturę – mądrą, głęboką, z drugim dnem. Nie jest to rzecz jasna „Wojna i pokój”,  jednak przemawia do nas i daje do myślenia.

A książki, o których myśli się wciąż po ich przeczytaniu, są zawsze na wagę złota.