piątek, 9 listopada 2012

Odwiedzając czarownicę – Lidia Miś


Dzieciństwo nigdy nie mija, to my sami wyznaczamy jego kres. Można mieć siedemdziesiąt lat i płatać wnukom figle, a można mieć dwadzieścia i z mądrą miną prawić o sensie wszechświata. Wszystko można, najważniejsze, to być sobą.
A zatem będąc sobą z radością sięgam po dziecięcą literaturę. I jak to z tym gatunkiem bywa, najpierw przyciąga mnie okładka. Do książki "Odwiedzając czarownicę” przyciągnęła mnie właśnie okładka – kolorowa, magiczna, roześmiana, z niesamowitą czarownicą na miotle, która ma zielone gałązki zamiast włosów, a wraz z nią lecą kot i biedronka. Nie musiałam zaglądać do środka, by wiedzieć, że ta książka to istne cudo.

Ośmioletnia Asia wypożycza z biblioteki książkę o tajemniczym tytule „Odwiedzając czarownicę”. Nie spodziewa się jednak, że to nie tylko zwykła historyjka, a prawdziwe czary. Bo po przeczytaniu początku Asia trafia do świata, o którym czytała. By się z niego wydostać musi odwiedzić wszystkie czarownice, a jest ich aż siedem.

Aż zakręciło mi się w głowie od pomysłowości autorki. Tak teraz ciężko o oryginalną bajkę dla dzieci, a Lidii Miś udało się takową napisać, i to w taki sposób, że nawet ja z moim ćwierćwieczem nie potrafiłam oderwać się od książki.
Bo czarownic jest nie trzy, a siedem. I nie są to zwykłe czarownice, o nie! W tej książce znajdziecie Krzaczastą Czarownicę albo Maślaną, będziecie mogli spróbować jajek wsadzanych i nalewki z kory brzozowej, oraz poznać masę pluszowych zwierzaków.

Zachwycają też ilustracje. Niemal każdą z nich byłam gotowa powiesić sobie na ścianę (łącznie z okładką). A jak wiadomo ilustracje to nieodłączna część dziecięcej literatury, bo z tego wczesnego okresu życia zwykle pamiętamy nie historie, które nam czytano, a właśnie ilustracje, w które się wpatrywało i dzięki nim trafiało do magicznych światów. I dzięki ilustratorce „Odwidzając czarownicę”, Ewie Ludowikowskiej, przy lekturze tej książki można zawędrować daleko daleko i... nawet pośliznąć się na maśle ;)

Język jakim napisana jest książka także zasługuje na pochwałę. Nie jest banalny i prosty, dzięki czemu kształtuje w dziecku nie tylko wyobraźnię, ale gust do dobrej literatury. Już na samym początku dzięki zaledwie kilku zdaniom, niemal czujemy zapach chłodnej jesieni. Magia!

Polecam tę książeczkę i dzieciom, i dorosłym, a najlepiej niech czytają wspólnie. Tylko uważajcie... bo to nie jest zwykła książka. A jak już wpadniecie w sidła jej świata i będziecie musieli odwiedzić wszystkie siedem czarownic, weźcie od Krzaczastej trochę nalewki z kory brzozowej dla mnie, bo moja już się skończyła i potrzebuję dolewki.


Kochanemu Wydawnictwu Dreams dziękuję ciepło za możliwość napisania recenzji :)

4 komentarze:

  1. Macie może ochotę wziąć udział w candy i wygrać fajną, spersonalizowaną bluzeczkę lub body, z krótkim lub długim rękawkiem? Jeśli tak to zapraszam:
    http://babylandiaa.blogspot.com/2012/10/uwaga-konkurs-mikoajkowy.html

    A może chcielibyście stać się posiadaczami ciekawej książeczki z bajkami, albo pięknej zakładki do książek ze zdjęciami przez Was wybranymi? Myślę, że to mogłby byc wspaniała pamiątka lub prezent. Spójrzcie sami:
    http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com/2012/10/mikoajkowe-candy.html


    Serdecznie zachecam do wspólnej zabawy i bardzo przepraszam za spam...
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez dłuższy okres czasu nie mogłam zrozumieć tego zainteresowania literaturą dziecięcą wśród wielu blogerów. Jednak po mojej ostatniej wizycie w księgarni sama robię listę książek, które koniecznie chciałabym zobaczyć na swojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki dla dzieci są bardzo, ale to bardzo wciągające, zwłaszcza kiedy czytamy je dzieciom, a one to lubią:) A powstaje ich teraz tak dużo, że nie sposób przejść obojętnie obok księgarni, czy hurtowni internetowej.

      Usuń
  3. Zapowiada się bradzo fajnie, akurat mam "fazę" na ksiązki fantastyczna i baśniowe, takiemjak "Niekończąca się Historia"

    OdpowiedzUsuń