niedziela, 30 września 2012

Życie jak w Tochigi – Anna Ikeda


Japonia - o tym kraju pisało się wiele i wiele z pewnością się napisze. Kraj Kwitnącej Wiśni intryguje i zaczarowuje, ciekawi coraz większe rzesze, a co za tym idzie, inspiruje coraz więcej pisarzy, reporterów i zwykłych podróżników do spisywania swoich wrażeń, wspomnień, obserwacji i wysyłania ich do wydawnictwa. A w takiej sytuacji nie trudno o powtórki i grafomaństwo. Na szczęście nie w przypadku „Życia jak w Tochigi”, z pewnością nie. Tutaj mamy kawałek dobrej literatury i oryginalnego podejścia do tematu.

Już na samym początku Anna Ikeda stanowczo podkreśla, że nie jest to książka o Japonii, tylko o jej życiu w Japonii. To prawda, nie znajdziemy tu anime, mang, ani pięknego Tokio. A jednak odnajdziemy tu Japonię, inną niż dotychczas opisano, zaskakującą i przesyconą humorem autorki, ciekawą i oryginalną.

Anna Ikeda jest Polką, która wyszła za mąż za Japończyka. Nie zdradza nam wielu szczegółów swojej historii życiowej, jednak opowiada wiele innych ciekawych szczególików. Przeczytamy o japońskiej grzeczności i fałszu, o płaceniu w ziemniakach i długim dziękowaniu za nie, o pysznym szopie praczu i o yakuzie, a raczej o tym, jak będąc nauczycielem, można trafić pod jej skrzydełka. O kotatsu i przeraźliwym zimnie, o ubiorze nauczyciela i pytaniach zadawanych przy przyjmowaniu do pracy, o kotach i przedszkolakach, o japońskiej teściowej i chodzeniu po węglach. A także o tym, jak w Japonii znaleźć męża. Zatem lektura może być niezwykle ciekawa.

Książka napisana jest lekko i przyjemnie, z dużą dozą ironii i autoironii, która nie raz zmusza czytelnika do szerokiego uśmiechu. Czyta się niezwykle przyjemnie, a ów proces umilają liczne zdjęcia, które jak zauważa autorka nie są wykonane przez fachowca, a jej własną ręką, a za profesjonalistę w tej dziedzinie Ikeda się nie uważa. Mimo jej zapewnień i ostrzeżeń, uważam, że zdjęcia są świetne, cóż z tego, że niektóre nie są doskonałe? To dodaje im życia, tego prawdziwego życia, którego często brakuje w profesjonalnej fotografii. Zdjęcia Ikedy niezwykle wzbogaciły książkę i sprawiły, że wszystko, o czym nam opowiada, staje się realniejsze i prawdziwsze. Tak, jakbyśmy tam byli.
Ogromnym walorem tej książki są dla mnie jednak nie zdjęcia czy oryginalne podejście do tematu, a poczucie humoru autorki. Bo o „Życiu jak w Tochigi” nie da się opowiadać bez szerokiego uśmiechu, tak samo, jak i nie da się bez owego uśmiechu czytać. Autorka nie podchodzi do Japonii z wielkim, drżącym szacunkiem, a patrzy na nią przez pryzmat naszego racjonalnego europejskiego myślenia, co niekiedy prowadzi prosto do dzikich wybuchów śmiechu. I to właśnie czyni tę książkę wyjątkową, a każdego wielbiciela reportaży czy literatury mocno namaszczonej Japonią zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Dla japonioholików lektura obowiązkowa, a japoniofobom także by nie zaszkodziła.

Recenzja napisana dla portalu Oblicza Kultury :)

6 komentarzy:

  1. A nie mówiłam, że Ci się podoba?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na nią wielką ochotę :) Jedna z pierwszych pozycji na mojej liście "muszę kupić"

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam masę recenzji tej książki i ani razu nie trafiłam na nic negatywnego. Sama mam na nią bardzo dużą ochotę. Fascynuje sie Japonią od pewnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jak przedmówczyni - nie spotkałam się z jakąś większą krytyką tej publikacji. Kiedyś pewnie po nią sięgnę. Z ciekawości ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda czasu, pieniędzy a przede wszystkim oczu na tę książkę. Niczego istotnego o życiu w tym kraju nie można się dowiedzieć. O jakimś szerszym profilu socjologicznym nie mówiąc. Nuda jak flaki z olejem.

    OdpowiedzUsuń