niedziela, 9 września 2012

W roku skorpiona – Isabell Pfeiffer


Legendy, przepowiednie, wybrańcy, tajemnicze znaki – to wszystko już było, pojawiało się pozmieniane na trzy tysiące wariantów i przez to stało się przewidywalne i nudne. Jednak nie dajcie się zwieść utartym schematom, bo niekiedy książka potrafi zaskoczyć i się ich nie trzymać. Tak właśnie jest w przypadku „W roku skorpiona”. Może nam się wydawać, że od początku wiemy, czym wszystko się skończy, a jednak pani Pfeiffer zaskoczyła.

Wyobraźcie sobie śródziemnomorski krajobraz i państwo, gdzie rządzi okrutny książę. Wyobraźcie sobie dziewczynkę, która urodziła się w roku skorpiona, i dodajcie do tego, że ów książę również w tym roku przyszedł na świat, tylko piętnaście lat wcześniej. Dziewczynka mieszka w maleńkiej wioseczce, urodziła się mając po sześć palców na każdej stopie, więc matka skrupulatnie chowa jej nóżki. Ojca dziewczynka nigdy nie poznała, a wkrótce umiera i jej matka. Natomiast gdy ciotka chcę wydać dziewczynkę za mąż, Eleni (bo tak ma na imię główna bohaterka) ucieka z wioski z wędrownym grajkiem. Wędrownym, acz zupełnie nie przypadkowym.

Brzmi strasznie schematycznie, ale powtarzam - nie dajcie się zwieść, bo ta książka może nie raz was zaskoczyć. Zacznijmy od tego, że autorka złamała schemat już na samym początku, mocno oszpecając dziewczynę. Eleni wpadła do ogniska, jej głowa straciła wszystkie włosy i calutka pokryła się bliznami, a zatem nie mamy już chodzącej piękności, która łamie wszystkim serca. Jeżeli natomiast szukacie wielkiego wątku romantycznego, to również muszę was zawieść, Romea i Julii w tej książce zabraknie, choć przez całą opowieść czuje się w powietrzu zakochane drobinki, namiastkę czegoś wielkiego, niedopowiedzenia i niewykonane delikatne gesty.

Ta książka bardzo mnie zaskoczyła – zaskoczyła pozytywnie. Nie spodziewałam się aż tak przyjemnej historii, pozbawionej waniliowego romansu i wielkich słów o przeznaczeniu. Nie, to historia dziewczynki, od której parę osób chce coś, czego dziewczynka nie rozumie i nie chce zrobić. Eleni jest bohaterką z krwi i kości i czytelnik bez problemu będzie potrafił się z nią utożsamić. Dziewczyna ma wady i zalety, jest prawdziwym człowiekiem, a nie wyrzeźbionym z epitetów ideałem, jej postępowanie jest ludzkie i niekiedy egoistyczne, a nawet głupie, a co najważniejsze – prawdziwe. Mimo że świat opisany w książce nie był rzeczywisty, miałam wrażenie, że czytam o prawdziwych ludziach. Również inne postacie budzą zainteresowanie, jednak bardziej intryguje ich dynamiczna relacja z Eleni, bo jej stosunek do poszczególnych osób przez cały czas się zmienia i przekształca.

Słowem, po książkę sięgnąć zdecydowanie warto. To wartościowa historia, która nie jednego może czegoś nauczyć i zaskoczyć czytelnika, który uważa, że nie da się złamać utartych schematów. A poza tym tajemnicza baśniowość przypominająca „Opowieści tysiąca i jednej nocy” przenika całą książkę i czyni ją niezwykłą bajką o prawdziwym życiu.

5 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce, ale z chęcią po nią sięgnę. Wydaje się interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może się nawet skuszę i od Ciebie pożyczę.;) Chociaż okładka, szczerze mówiąc, okropna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może kiedyś.... teraz na książki o wybrańcach reaguje alergicznie (no moze poza Harry'm Potterem), ale jeśl iuważasz, ze jest oryginalna...

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja bardzo zachęcająca... ale książka raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń