środa, 8 sierpnia 2012

Siewca wiatru Maja Lidia Kossakowska


Jeżeli uważacie, że aniołowie nie mają płci, chodzą w długich białych sukienkach i śpiewają Hosannę, to bardzo się mylicie. Bo tak naprawdę są podobni do nas, z tą różnicą, że mają zawsze pod ręką wypychacz do poduszek i mieszkają parę pięter wyżej.

Wiele jest książek o aniołach, wiele jest o nich filmów. Ludzkie fantazje nie mają granic: a to anioł zakochuje się w ziemskiej kobiecie, a to myszkuje po ziemi załatwiając nielegalne interesy. Jednak zawsze jest Bóg, który ukarze lub przytuli. A co by było, gdyby... Bóg sobie poszedł. Nie umarł, tylko nagle zniknął. Jeżeli jesteście ciekawi, czytajcie dalej, opowiem Wam o książce, gdzie Bóg nie umarł, a spakował swoje zabawki i bez słowa opuścił niebo, zostawiając aniołków samych.
Siewca wiatru już od ponad ośmiu lat króluje na rynku polskiej fantastyki. Anielskie uniwersum stało się perełką gatunku w naszym kraju i jednym z głównych punktów każdego szanującego się fana i fanki literatury fantastycznej. Czy słusznie?
Bóg odszedł i aniołowie zostali sami, o ludziach nikt nie pomyślał, bowiem już same niebiosa bez boskiego panowania stały się czystym chaosem. U Kossakowskiej raj to nie wielkie, sielskie pastwiska i nie ma tam kryształowych wód, opodal których można odpocząć. To wielki moloch z siedmiu kondygnacji, zbudowany na zasadzie tortu – im wyżej jesteś, tym pyszniejsze jadasz wisienki. Piekło również jest tu obecne: Otchłań wcale nie jest taka straszna, nie ma tu kotłów i diabełków z widłami, tylko... dobrze prosperujące sieci domów publicznych (a co! Jak upadać, to z klasą!).
Kossakowska daje czytelnikowi masę postaci, szybką akcję i multum wątków, które przeplatają się i nie dają o sobie zapomnieć. Lekkie pióro pisarki sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Bo ludzcy aniołowie są tacy pocieszni, noszą skórzane kurtki, słodzą sobie Gabrysiami, misiami i Rafałkami i nazywają Lucyfera czule Lampką. Nie, tu nie ma głębokich filozofii (choć jak ktoś zacznie szukać, to się doszuka, ale w ten sposób można odnaleźć teorię egzystencjalną w pluszowym misiu), w tej książce przede wszystkim stawiamy na akcję i świat przedstawiony, co niestety sprawia, że czasami dobry pomysł nie zostaje w pełni rozwinięty.

Tak jest w przypadku głównego bohatera – Daimona Freya – Anioła Zagłady. Jego postać ma niezwykle dobry fundament, który niestety nie został kompletnie wykorzystany. Stworzono schemat niepokonanego anioła, który wszystko przetrwa, a który to nienawidzi siebie właśnie za to. Można by było wbić łopatę głębiej... Tak samo płytcy wydali mi się archaniołowie. Wielkie, potężne istoty, żyjące tysiące lat, postawieni w obliczu Armagedonu (bo Bóg poszedł i nie wraca), zachowują się jak rozpieszczone i kapryśne młodziki.

Mistrzowską postacią według mnie jest w tej powieści Lucyfer – wygnany z niebios, pozostawiony sam na sam z ogromem Otchłani, niezwykle przyciągający uwagę czytelników. Z pewnością nie poradziłby sobie ze swoim nowym królestwem, gdyby nie jego prawa ręka – Asmodeusz – który również zasługuje na parę słów mojego zachwytu. Czułam niedosyt, ogromny niedosyt przez to, że piekła było tak mało. Co ciekawe, wydawało mi się, że jest tam spokojniej, niż w niebiosach.
Warto również wspomnieć o świetnym wydaniu książki – co kilkadziesiąt stron pojawiają się przepiękne ilustracje związane z treścią, a okładka jest wprost do schrupania. Słowem, brać i czytać, nie liczyć na głęboką filozofię i studnie psychologiczne, oczekiwać dzikich opisów, szybkich zakrętów akcji i wielkich bitew. I uważajcie na nisko latające anioły.

Recenzja napisana dla portalu Oblicza Kultury :)

25 komentarzy:

  1. "w tej książce przede wszystkim stawiamy na akcję"
    To właśnie mnie rozczarowało. Ta rzekoma akcja, która zupełnie nie porywa... wg mnie autorka zupełnie sobie nie poradziła z bitwami itp.

    "płytcy wydali mi się archaniołowie."
    Co za trafne zdanie! :)

    "Czułam niedosyt, ogromny niedosyt przez to, że piekła było tak mało."
    Też... bo w sumie tylko wtedy dobrze się czytało, gdy pojawiało się piekło.

    "Warto również wspomnieć o świetnym wydaniu książki – co kilkadziesiąt stron pojawiają się przepiękne ilustracje związane z treścią, a okładka jest wprost do schrupania"
    Tu się w pełni zgadzam :)
    Zarówno miekka oprawa jak i twarda świetnie się prezentują, to samo ze Zbieraczem burz, Dark Crayon czasami naprawdę zachwyca ( http://darkcrayon.blogspot.com/ znasz?).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ot, zainteresowałaś mnie. Jak już Ci kiedyś mówiłam, zaczęłam czytać, ale... jakoś odłożyłam książkę na bok i nie wróciłam. Nie wciągnęło mnie od pierwszych stron. Jakieś to wydało się dla mnie dziwne i naciągane - robienie z aniołów naszych wyobrażeń jakby na siłę ludków z milionem wad jak my. Ale ale! Możliwe, że wybrałam zły moment, w końcu przeczytałam książki tylko trochę, Twoja recenzja zaintrygowała mnie, możliwe, że dzięki Tobie wrócę do anielskiego uniwersum.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd przyznać, ale o Kossakowskiej wiem tylko tyle, że jest :x W ogóle mam straszne tyły w polskiej fantastyce. Póki co dorwałam "Więzy Krwi", ale za tę serię tez się w końcu wezmę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pewnie sięgnę, ale najpewniej moja córka uczyni to pierwsza, bo ona uwielbia takie powieści, a mnie podsuwa tylko takie, które wie, że mnie przypadną do gustu. Panią Maję spotkałam na targach, przemiła osoba. Powoli kompletuję jej ksiażki

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, ja wiem jakie są te ilustracje Fabryki Słów - piękne!
    ,,Siewcę Wiatru" mam od ponad roku na półce. Muszę przyznać, że przed przeczytaniem powstrzymywał mnie strach, iż to taka czysta, trudna fantastyka - ale teraz już wiem, że nie. Fajna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Siewca wiatru" od kilu lat stoi na półce - raz zaczęłam czytać, ale nie dokończyłam. Ciągle koło tej książki przechodzę i ciągle coś przeszkadza mi w jej przeczytaniu. Muszę to zmienić w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W zasadzie to sama siebie zaskoczyłam, bo... zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. No, może tylko dopowiem, że w Otchłani są i kotły dla grzeszników, ale przecież gości nimi nie wypada straszyć - lupanary są o wiele bardziej reprezentacyjne.;)

    PS. A pożyczysz "Palimpsest" jak przeczytasz? Plosie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz co? Jakbym była seryjnym mordercą, to już bym szukała Twojego domostwa ;) Owszem, chciałam przeczytać Kossakowską, bo polecała mi ją znajoma, która słynie z bardzo podobnego gustu książkowego do mnie (i już wiem skąd u niej w opowiadaniu na Lucyfera mówią Lampka... WYDAŁO SIĘ!). Miałam to zrobić kiedyś, w odległym czasie, jak będę miała kasę (i pewnie brodę i wąsy i będę używać balkoniku do chodzenia...), ale nie. Bo pojawiła się Twoja recenzja. I jest tak cholernie zachęcająca, że czuję mrowienie w palcach i mam w szybkim wybieraniu allegro w przeglądarce i ba! nawet kasę na koncie :D Tylko, że ja tę kasę, na Boga, miałam trzymać na studia!! :D Powstrzymam się, będzie to piekielnie trudne, ale się powstrzymam. I zażądam książki na urodziny. Trochę jeszcze poczekam (grudzień), ale przynajmniej nie zbankrutuję i przeczytam *___* Lucyfer aka Lampka, fajne ilustracje, piekło bardzo mało piekielne... Boże, JAK JA CHCĘ TĘ KSIĄŻKĘ! ._.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kamil :)
    Zacznę od tego, że uwielbiam Twoje długie komentarze. Przy Canavan próbuję ogarnąć epickość tego, co mi tam napisałeś xD
    No i patrzaj, we wszystkim co do Siewcy się zgadzamy ^^ Ciekawa jestem kiedy sięgnę po Zbieracza Burz...

    OdpowiedzUsuń
  10. Alu,
    cieszę się, że mi sie udało :) Wróć, wróć do aniołków, a potem napisz mi długą wiadomość na FB, uwielbiam je :)
    Moim zdaniem polska fantastyka ma cztery obowiąkowe nazwiska:
    Sapkowski, Kossakowska, Grzędowicz i Ćwiek. Powoli staram się zwiedzić każde z nich :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Owco, ja do niedawna też wiedziałam o niej tylko tyle, ale lepiej późno niż wcale, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kasiu,
    nic tylko pozazdrościć takiej córki. Jak będę miała swoją, to też ją tak wyszkolę :D

    Hiliko,
    żadna trudna fantastyka, ot przyjemny spacerek z aniołkami. Nie bój się, czyta się bardzo miło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moreni,
    wielkie umysły myślą tak samo, co? :P
    I taaaak, pożyczę Ci Palimpsestaaaaa :P


    Strona po stronie,
    i czekam na recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nyx,
    nie zabiiijaaaaaj! :P Ja nie specjalnie... Mi niechcący taka recenzja wyszła! Przepraaaszaaam :P
    Pożyczyć Ci Siewcę? ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. "Moim zdaniem polska fantastyka ma cztery obowiąkowe nazwiska:
    Sapkowski, Kossakowska, Grzędowicz i Ćwiek. "

    zmieniłbym Kossakowską na Roberta M. Wegnera, z resztą się zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A Piekara i Wagner jakoś do mnie nie puszczają oka z księgarskich półek, więc mnie nie ciągnie...

    OdpowiedzUsuń
  17. A Piekara to niestety tandeta. Wg mnie. Na dodatek nudno, nawet seks jest tam nudny (i za dużo). Przeczytałem dwie jego książki i więcej po niego nie sięgnę. Lepiej w to miejsce sięgnąć po Pilipiuka, który też do ambitnych nie należy, ale bawi :) a niektóre opowiadania są znakomite (np. niektóre ze Skórzewskim).


    Aria, do mnie mruga Erikson i jego Malazańska Księga Poległych. Ładnie i zachęcająco wygląda to nowe wydanie "Ogrodów księżyca". Muszę mieć.

    A Wegner w twardej bardzo dobrze się prezentuje przecież :) Dość skromnie, ale elegancko i ładnie. Nie jest to efekciarstwo Fabryki Słów, ale może to i dobrze? Zawsze to pewna odmiana.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetna recenzja.

    Więcej nie powiem, bo odnośnie większości kwestii dot. książki, się z tobą zgadzam.

    Pozycja nie idealna, ale obowiązkowa dla każdego miłośnika fantastyki :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Podobnie jak owca z Kossakowską nie miałem jeszcze wiele wspólnego, ale powoli trzeba zacząć nadrabiać braki.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak tylko wspomniałaś o tym, że Lucyfer występuje w tej książce, to od razu uznałam, że muszę ją mieć!

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie przepadam za anielską tematyką, jednak polską fantastykę lubię i to bardzo, więc z pewnością kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ano, jakoś tak bywa, że czarne charaktery są bardziej ciekawe, bardziej złożone, bardziej bardziejsze. Tak czy siak Kossakowska świetnie pisze, jak dla mnie, i wysoko stoi u mnie w rankingu polskich pisarzy. A Wegner to mnie podbił i uwiódł, ale to już tak na marginesie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytałam książkę dość dawno, ale pamiętam że bardzo mi się podobała i mimo swojej objętości przeczytałam ją naprawdę szybko. Teraz z chęcią przeczytałabym ją od nowa :D Na półce stoi i czeka inna książka tej autorki ,,Zbieracz Burz'' i mam nadzieję że również dobrze będzie się ja czytać :]

    OdpowiedzUsuń
  24. Opis książki ,zapowiedź tematu - moja reakcja: oryginalny pomysł, pewnie przeczytam. Dalsza część recenzji zmniejszyła moje pozytywne nastawienie. z takim tematem wolałabym coś głębszego

    OdpowiedzUsuń