wtorek, 7 sierpnia 2012

Jak makiem zasiał – Anna Trojan


Pani Anna o nazwisku, na dźwięk którego drżą nasze komputery, popełniła książkę. Co więcej, popełniła kryminał, a będąc przy tym absolwentką farmacji i etnologii, ów kryminał przybrał nutkę literackiej pikanterii. Sam tytuł zachęca swoim dwojakim brzmieniem, bo nie tylko o ciszę tu chodzi, mak sypano niegdyś do grobów, by zapobiec powstaniu ciała z martwych. A zatem jeżeli autorka zna takie subtelności, to nic, tylko zacierać ręce i sięgać po kryminał. I właśnie to mnie, wierną fankę tylko i wyłącznie kryminałów Agathy Christie, skusiło. Czy jestem zadowolona? O tym za chwilę.

Wyobraźcie sobie maleńkie miasteczko ze spokojnie płynącym życiem. Owszem, mieszkańcy mają swoje ciemne tajemnice, jednak któż ich nie ma? A zatem mamy miejsce akcji. Skoro mamy kryminał, musi być i morderstwo. No i tu nie do końca jest tak, jak byśmy się spodziewali. Bo nikogo nie zamordowano. Trup jak był zimny, tak i został, słowem na miejscowym cmentarzu ktoś zaczął wykopywać zwłoki i robić z ich wnętrzności piaskownicę. Morderstwo, czy nie, jest zbrodnia. Brakuje nam tylko detektywa... A w tym wypadku komisarza policji śledczej. Kornel Połżniewski urzekł mnie swoim oddaniem pracy, spokojnym charakterem i słabością do rosyjskiej herbaty parzonej w samowarze.
Doprawmy wszystko szpitalem dla obłąkanych i jednym samobójstwem, a będzie naprawdę krwawo i ciekawie.

Powiem Wam, że książkę czyta się przyjemnie i szybko, choć nie trzyma niestety w napięciu. Anna Trojan wypełniła swoją krótką (bo liczącą tylko 260 stron) historię masą maleńkich tajemnic i drobnych wstawek. I wszystko byłoby cudownie, gdyby od pierwszych stron nie było oczywiste kto jest tym złym i komu paskudnie z oczu patrzy. Niestety, główna intryga była zbyt oczywista.
Zabrakło mi także atmosfery i dużej dozy mroczności. W końcu mamy tu cmentarz z rozbebeszonymi trupami i szpital psychiatryczny. Czytelnik powinien poczuć ciarki, gdy czyta o czymś tak groźnym, a szczególnie taki czytelnik jak ja, który unika horrorów i ucieka przed dziećmi w białych prześcieradłach. Tu niestety się nie bałam, cmentarz nie przerażał i zdawał się zawsze „dobrze oświetlony”, szpital był dziwnie przytulny, a trupy posłuszne i nieprotestujące.

A zatem nie spodziewajcie się wielkiego dzieła kryminału, jednak miejcie na względzie, że to debiut literacki, potem powinno być coraz lepiej. Mimo że nie odczułam detektywistycznej przyjemności, chętnie sięgnę po kolejną książkę Pani Trojan, może będzie ciut głośniejsza niż „Jak makiem zasiał”.


Wydawnictwu Prószyński i S-ka dziękuję za możliwość napisania recenzji :)

1 komentarz:

  1. Oj, szkoda, spodziewałam się powieści mocno pod napięciem, no i zagadki kryminalnej, która byłaby wyzwaniem:) Mimo wszystko jestem zainteresowana!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń