sobota, 7 lipca 2012

Misja Ambasadora – Trudi Canavan


Wydarzenia opisane w "Misji Ambasadora" poprzedza trylogia Czarnego Maga:

Ustalmy – ja kocham Canavan jak moją bratnią duszę, a bratniej duszy wiele się wybacza...

„Misja Ambasadora” jest pierwszą częścią trylogii Zdrajcy, a także kontynuacją po trylogii Czarnego maga – jednej z lepszych, jakie kiedykolwiek czytałam. Po „Wielkim mistrzu” (trzeciej części trylogii CM) aż chciało się wyć i błagać o więcej, o inne zakończenie, o cokolwiek. Owo cokolwiek nastąpiło w postaci „Misji Ambasadora” i niekoniecznie ukoiło mój ból. Bo widzicie, ci co czytali poprzednią trylogię, wiedzą za kim rozpaczam.

W „Misji Ambasadora” rzecz dzieje się dwie dekady później, czyli wciąż mamy tych samych bohaterów, tylko przyprószonych siwizną. Sonea jest czarnym magiem i nawet całkiem dogaduje się z Reginem, aczkolwiek trzyma go na dystans. Brakowało mi rozwinięcia jej uczuć, przemyśleń, tego jak podchodzi do całej sytuacji.
Mamy również Lorkina, syna Sonei i Akkarina, młodego maga, który wciąż szuka swojego miejsca na ziemi. Przez takie właśnie poszukiwanie zabiera się z Dannylem w podróż do Sachaki i wtedy dopiero zaczyna się zabawa. Bo jak pamiętamy, ojciec Lorkina swego czasu ciut tam narozrabiał...

Jak już mówiłam na początku, ja Trudi po prostu lubię i podoba mi się taplanie w bajorku jej rozwlekłego stylu. Bo cóż tu ukrywać, Canavan kocha lanie wody i rozwlekłe dywagacje. Jej książki mogłyby być o połowę krótsze, jednak pisarka zachowuje się tak, jakby jej płacono od strony. I mimo tego przerostu ilości nad treścią, brakowało mi wewnętrznych rozważań bohaterów:chciałabym zajrzeć, co Sonea ma w środku, co na ten cały temat myśli Rothen i co się kryje w mózgu Regina? Brakowało mi ciut większego szaleństwa i zadziorności u Lorkina. I jeszcze kogoś mi brakowało, ale wszyscy dobrze wiedzą, kogo.

Canavan jak zwykle świetnie buduje świat, który idealnie można przełożyć na nasz ziemski, z pewnością czerpie ze współczesnej polityki, problemów, Azji, religii i masy innych źródeł. Robi to jak zwykle ciekawie, choć wydaje mi się, że wielu z nas sięgając po książkę fantasy, pragnie odpocząć od świata rzeczywistego, a Canavan nie daje takiej możliwości.

Polecam książkę tym, który w Canavan gustują i mają do niej dużą cierpliwość. Bo niestety trylogia Zdrajcy kuleje przy trylogii Czarnego Maga, choć Trudi ma tendencję do pisania słabych pierwszych części, a kolejne są coraz lepsze, więc kto wie... Ja z pewnością sprawdzę to osobiście.  

14 komentarzy:

  1. Mi już od samego początku nie podeszła ta seria. Przeczytałem pierwszą część i zdecydowałem, że reszty nie tknę. Mimo wielu pochlebnych opinii raczej odłożę przeczytanie tej sagi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Canavan również kocham i będę zachwalać każdą książkę, która wyjdzie spod jej pióra.
    Wiek kogo opłakiwałaś - ja wylałam morze łez i po cichu liczyłam, że Trylogia Zdrajcy w jakiś cudowny i magiczny sposób odmieni przeszłość. Wydaje mi się jednak, że Canavan chciała już opuścić Soneę i skupić się przede wszystkim na Lorkinie. Dlatego nie ma tutaj psychologicznego portretu Sonei. W Łotrze może jest jej samej nieco więcej, ale to ciągle zupełnie inna seria niż Czarny Mag. Nie mniej jednak z niecierpliwością czekam na Królową Zdrajców - a to już niedługo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Canavan i całą jej Trylogię Czarnego Maga i Trylogię Zdrajcy... czekam tylko z niecierpliwością, aż pojawi się 3 tom tej ostatniej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli autorka jeszcze bardziej zrezygnowała z opisu życia wewnętrznego bohaterów na rzecz opisów sprzątania ze stołu?;) Wiem, złośliwa jestem, ale wiesz, że przesadnym uczuciem Canavan nie darzę. Takoż i tej trylogii raczej nie przeczytam, za to jakby jakiś zbiór opowiadań wyszedł jeszcze, to daj znać.:)

    PS. A zgłaszać się panna do mojej akcji w tym miesiącu będzie (akurat dodałam pierwszy rysunek, można podziwiać;))?

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo już lecę podziwiać i się zgłaszać :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja trylogię mam jeszcze przed sobą, ale ALE! Już stoi na półce, pożyczona od kolegi, z deadline'm na wrzesień, więc muszę przeczytać w ciągu najbliższych miesięcy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie Trylogia Czarnego Maga okropnie rozczarowała, była nuuudna, irytująca i w ogóle ledwo dobrnęłam do końca pierwszego tomu. Wcześniej czytałam Erę Pięciorga i bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkozaur - giń! Trylogia Czarnego Maga jest cudowna (a najbardziej te dwa ostatnie słowa z tytułu ^.-).

    Ja zabierałam się do Misji Ambasadora z pękniętym sercem po śmierci Akkarina i całkiem się zawiodłam. Stwierdziłam, że książki Canavan bez Akkarina to już nie są Canavan. Wiem, jak to brzmi, ale po prostu nie mogłam. Przeczytałam chyba pierwszych sto stron ze śmiertelnym znudzeniem i odpadłam... Więcej nie wrócę do Trudi.
    Ale jeśli wyda coś, gdzie Akkarin powstaje z martwych, albo jakieś jego dzieje z czasów szkolnych, to dajcie znać. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam pytanie. Czy w tej książce też jest jakiś wątek miłosny?

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiedzmy, że jest nieśmiały szkic, który z pewnością do wątku miłosnego doprowadzi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Bo cóż tu ukrywać, Canavan kocha lanie wody i rozwlekłe dywagacje..."
    ... o niczym.
    "Brakowało mi ciut większego szaleństwa i zadziorności u Lorkina"
    a mi chociaż odrobiny charakteru.

    "Bo niestety trylogia Zdrajcy kuleje przy trylogii Czarnego Maga"
    Niestety. Misja ambasadora do tego stopnia mnie znudziła i zirytowała, że nie sięgnąłem (i nie sięgnę) po kolejne tomy, tym bardziej że...

    "choć Trudi ma tendencję do pisania słabych pierwszych części, a kolejne są coraz lepsze, więc kto wie... Ja z pewnością sprawdzę to osobiście. "
    ... z tym się nie zgadzam. W TCM ostatni tom był najlepszy, ale w Erze pięciorga - najgorszy (najlepszy był drugi).

    OdpowiedzUsuń
  12. "Powiedzmy, że jest nieśmiały szkic, który z pewnością do wątku miłosnego doprowadzi :)"

    O zgrozo, na dodatek pewnie homoseksualny. Kolejny powód żeby tego nie dotykać.

    Obiecałem sobie nie czytać już nigdy więcej nic od Canavan, ale jeszcze ten zbiorek opowiadań ciekawi tym bardziej że kiedyś zachęcałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pospamuje jeszcze bo właśnie się dowiedziałem :D

    Słyszałaś coś o kolejnej trylogii w nowym świecie (Millennium’s Rule)? W sumie ciekawe co tam spłodzi. Może znowu poczytam, z ciekawości czy będzie kolejna biedna dziewczyna o magicznych zdolnościach, kolejne od zera do bohatera, kolejny romans? (nauczyciel-uczennica było, kapłanka-bóg było, homoseksualny związek między mężczyznami chyba był/będzie zresztą coś tam w TCM też było, to teraz może dwie kobiety? albo dla odmiany związek hetero między rówieśnikami? ale to byłoby nudne ;) Pamiętasz może czy był jakiś romansik w Uczennicy? bo ta książka kompletnie wyparowała mi z głowy). No ale może się mylę, mam nadzieję, bo pokazała pare razy że umie przyjemną książkę napisać.

    Bardzo miło wspominam Ostatnią z dzikich. Była mniej banalna, przyjemna, historia trochę się rozkręciła po dość średniej Kapłance w bieli, szkoda że finał był taki jaki był (Głos bogów).

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytam twoją recenzję dopiero dzisiaj, ale widzę, że mamy podobne zdanie, poniekąd... Zauważyłam już przy drugiej jej trylogii, że Trudi zboczyła z obranej przy Czarnym Magu ścieżki, skupiła się na ilości a nie na treści, co jest przykre, bo pełno na rynku tandety, po co tworzyć nową? Byłoby cudownie, gdyby wróciła do dawnego stylu, ale to już nie zależy od nas, czyż nie? Ja na razie nie zamierzam powracać do jej książek, nie przypadła do mojego serca tak jak tobie a szkoda.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń