środa, 6 czerwca 2012

Zaginione wrota – Orson Scott Card



Czy wiecie, że jesteście suszłakami? No chyba że potraficie wydobyć z siebie klanta… A wiecie, że Thor wciąż chodzi po ziemi i głośno się śmieje? A Loki… Wiecie, że Loki tak napsocił, że do dziś idzie to ludzkości w pięty?
Nie wiecie? Ach, to pewnie dlatego, że jeszcze nie czytaliście „Zaginionych wrót” Carda… Nie wiecie więc, że bogowie nie zginęli, żyją wciąż, tylko w naszym świecie. I nie mogą wrócić do domu, bo jak już mówiłam, Loki zrobił niezły kawał.

Dan North jest drekką, czyli kimś, kto nie ma w sobie magii. Bo Danny mieszka w osadzie starych bogów, osób, które izolują się od zwykłych Ziemian, żenią się, wychowują dzieci i uczą ich magii. A Dan od dziecka owej magii nauczyć się nie może, po prostu nie potrafi. Świetnie zna różne języki, w szkole pamięta calutki materiał z każdej lekcji, jednak z magią jest kompletny niewypał… Prawie jak nieoszlifowany diament.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Carda i muszę Wam powiedzieć, że pan pisze świetnie, choć czułam się już ciut za stara na takie książki. Jednak dla młodzieży „Zaginione wrota” są wyśmienitą pozycją, wciągającą, ciekawie napisaną, pełną akcji. Tu cały czas coś się dzieje i nie sposób się nudzić, spróbuj tylko pomyśleć o ziewaniu, a Card momentalnie postawi za rogiem… Co? Nie powiem!

Trochę zastanowił mnie fakt, że Card wstawia w książkę szpilki tabu. Główny bohater ma trzynaście-piętnaście lat i popełnia iście nastolatkowe błędy, często zachowuje się idealnie na swój wiek i nie ma zamaszek wielkich i mądrych panów z brodą. I przy tym wszystkim mamy wspomnianą prostytucję, pedofilię itp. Oczywiście, współczesna młodzież jest jak najbardziej uświadomiona i poinformowana o wszystkim, jednak czy warto podkreślać to wszystko w literaturze? Owszem, książki mają edukować, jednak… Ach, czuję potencjał na wielką dyskusję!

A poza tym książkę czyta się wyśmienicie, nie czuje się przekoloryzowania ideałów, bohaterowie nie są jednoznaczni, popełniają błędy i odnoszą sukcesy, jak to w naszym życiu bywa. Dan, jako główny bohater, nie jest najcudowniejszym na świecie super bohaterem, tylko nastolatkiem z krwi i kości i właśnie dla tego czyta się tę książkę tak przyjemnie. Bo nie ma patosu, ale za to są zaginione wrota i Loki, czy można chcieć czegoś więcej?


Wydawnictwu Prószyński i S-ka dziękuję za możliwość napisania recenzji :)

4 komentarze:

  1. Słyszałam o tej książce i nawet się zastanawiam czy się w nią zaopatrzyć. Choć przypuszczałam że zalicza się ją do fantastyki, a nie młodzieżowej fantastyki ;)

    Jeśli chodzi o taki trudne tematy. Mam siostrę 12-letnią i nie wiem czy byłabym zadowolona gdyby czytała książkę w której jest prostytucja czy pedofilia. Może i wie o co chodzi, ale jest chyba za młoda na czytanie o takich tematów. Zresztą na pewno minie parę lat, zanim stanie się dostatecznie dorosła na takie tematy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Carda znam z kilkunastu tytułów, właśnie czytam wydaną lata temu "Szkatułkę" - to bardziej powieść grozy niż SF.Ale jaka mroczna i genialna! Świetnie wypada w krótkich formach (kiedyś ukazał się czterotomowy zbiór opowiadań - świetne!) oraz wybitny jest cykl o Enderze - który liczy już pewnie koło 10 tomów.

    OdpowiedzUsuń
  3. E tam, Loki i Loki. Jakaś teraz moda na wikińską mitologię? A nie, to Card, on raczej nie poddaje się modom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za tego typu literaturą, ale na ten tytuł mam wyjątkowo ochotę. :) Czemu nie?

    OdpowiedzUsuń