wtorek, 1 maja 2012

Kosogłos – Suzanne Collins


Gdy przeczytałam ostatnie zdanie, dotarło do mnie, że mogę wybaczyć Collins wszystkie te trójkąty miłosne, nużące niezdecydowanie Katniss i całą resztę. Właśnie dlatego, że książka przedstawia prawdę bez żadnych upiększeń.

Dobrze nam wszystkim znana Katniss zostaje twarzą rebelii, przy czym ona tą twarzą być nie chce, wszyscy wokół tego oczekują, mówią, co ma robić, jak ma wyglądać, co powiedzieć, ponieważ… Tak to w rzeczywistości wygląda. Wściekamy się na tych, którzy są u władzy, jednak często nie zdajemy sobie sprawy, że tuż za nimi stoją inni ludzie i pociągają za sznurki. Collins pięknie to opisała. Powiedziałabym nawet, że stworzyła dość odważną książkę pokazującą współczesne systemy polityczne.

Wiele książek i filmów przedstawia historię bohaterów, którzy walczą o wolność, o swoje ideały i marzenia. Tylko jak wiele książek przedstawia prawdziwą walkę o to? Przecież w większości główny bohater jest wyjątkowy, niezwykle uzdolniony i wychodzi niemal z każdej opresji bez szwanku. Tylko czy tak jest w prawdziwym świecie? Czy da się przejść przez piekło i wciąż pozostawać aniołem?
U Collins Katniss nie chce tego piekła, a jednak przechodzi przez nie, prawdziwie przechodzi, nie jak w wyidealizowanej historii, a zatem na końcu czeka czytelnika prawda, nie radosna i nie bolesna, a po prostu prawdziwa prawda życia, którą widzimy tuż obok, patrząc na emerytów wojennych.

„Kosogłos” według mnie był najbardziej dramatyczną częścią z całej trylogii, najbardziej zbudowaną na uczuciach Katniss, pozbawioną upiększania. Tu wszystko jest prawdziwe aż do bólu, nikt nie jest wieczny ani wszechmocny, każdy może zginąć, a miłość… czy to uczucie opiewane w literaturze, czy raczej bycie z kimś, z kim po prostu jest najwygodniej?
Collins nie idealizuje bohaterów, ani państwa, pokazuje natomiast niezwykle drastycznie i realnie nasz własny świat poprzez pryzmat Panem. I cieszy mnie to, że młodzież sięgnie po taką literaturę – mądrą, głęboką, z drugim dnem. Nie jest to rzecz jasna „Wojna i pokój”,  jednak przemawia do nas i daje do myślenia.

A książki, o których myśli się wciąż po ich przeczytaniu, są zawsze na wagę złota.


1 komentarz:

  1. Nie sposób się nie zgodzić. Najbardziej poruszyło mnie samo zakończenie, które z jednej strony jest w miarę pozytywne, a przy tym przytłaczająco niesprawiedliwe i smutne...

    OdpowiedzUsuń