niedziela, 11 marca 2012

Wynalazek Hugona Cabreta – Brian Selznicki

Gdzieś tam w mojej świadomości obijał się tytuł tej książki. Bo film, bo media, bo coś… Daleko, cicho, nienatrętnie. A potem zobaczyłam książkę i szczerze powiedziawszy nie obchodziło mnie, o czym jest. Po prostu TAK wydaną książkę, MUSIAŁAM przeczytać.
Twarda oprawa i niecałe 550 stron – czarnych stron pełnych rysunków, ołówkowych szkiców. I zamek od klucza na okładce, pełen złotych trybików, dwa skrzyżowane pióra, a za nimi dachy nocnego Paryża i Wieża Eiffla. I zapach książki… O, jak ona pachnie! Jak pachną jest strony! Farbą drukarską, bo przecież każda jest czarniusieńka, obficie nią pokryta. Ja nie czytałam, ja wąchałam!
I teraz powiedzcie mi, że nie ocenia się książki po okładce… ;)

Ale wypadałoby napisać słów parę o treści, bo jak to się w Rosji powiada: „Spotyka się ubranie, odprowadza rozum”. No właśnie!
Hugo to mały dwunastolatek, syn zegarmistrza, który zamiast zabawek zawsze kieszenie miał pełne małych trybików. Dzięki temu nie ma rzeczy, której nie umiałby naprawić. Choć nie… jest.
Jego ojciec otrzymał do naprawy tajemniczą machinę – automat przedstawiający człowieka siedzącego za biurkiem z piórem w ręku. Masa skomplikowanych trybików składa się na jego ciało, a nakręcić go może jedynie klucz o kształcie serca. I wtedy automat powinien coś napisać… Co? Tego nie wie nikt. Może prócz ojca Hugo, ale ten zginął w pożarze, a automat znów został zniszczony.
Opiekę nad chłopakiem przejmuje brat jego ojca – zegarmistrz, który dogląda zegarów na paryskim dworcu d’Orsay. Witajcie po drugiej stronie zegara! Teraz można przebiec wraz z Hugo tajemnymi tunelami dworca i sprawdzić, czy każdy z zegarów chodzi poprawnie. Gdyby tylko jeszcze wiedzieć, co mógł napisać automat…

Piękna historia. Wbrew pozorom wcale nie jest o Hugo i trybikach, jest o czymś więcej, o kimś więcej. O osobie światowej, która z pewnością na taką książkę zasługiwała. Warta do przeczytania i dla dorosłych, i dla dzieciaków. Choć bardziej dla dzieciaków – od 7 lat można zaczynać. Polecam! I polecam powąchać ;)

A ja się chyba zabiorę za polowanie na film, bo mój zmysł nadużywacza Paryża, dworców i zegarków mówi, że warto ^^


9 komentarzy:

  1. Narobiłaś mi niezłej ochoty, zaczaję się na nią w bibliotece.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również kocham paryskie klimaty. :) Do książki mnie przekonałaś. Będę się za nią rozglądać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam film, więc gwarantuję, że warto! A książka? Chcę, oczywiście, że chcę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne to rosyjskie przysłowie (w oryginale pewnie brzmi lepiej).^^

    A ja nawet nie wiedziałam, że do tego filmu była jakaś książka...

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja notka jest szalenie zachęcająca. Jednak myślę że to trochę dla młodszych czytelników i tym razem odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam ksiazki dla dzieci, wiec koniecznie bede musiala siegnac. Juz dodalam do listy ksiazek do przeczytania ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam się, że książki nie czytałam, ale film mnie absolutnie zachwycił! Wydaje mi się, że jednak dzieciaki przywiedzione utrzymanym w baśniowej stylistyce zwiastunem nieco się nudziły - jak sama napisałaś, historia o wiele głębsza, niż wspomniane trybiki. Film absolutnie genialny! Dla każdego kinomaniaka i miłośnika szeroko pojętej kultury.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czuję tematu. choć okładka genialna.

    OdpowiedzUsuń