czwartek, 16 lutego 2012

Starcie królów – George R. R. Martin

Aż klapnęłam zębami, kiedy dotarłam do ostatniej strony. 800 karteluszek to zdecydowanie za mało. Jakie to szczęście, że przede mną jeszcze tyle tomiszcz!

„Starcie królów” część druga cyklu Pieśni Lodu i Ognia, niewielka, ot ciut ponad 800 stron drobnym druczkiem, o walce o tron, o zdradach i cierpkich słówkach, o ogniu i lodzie, o zimie, która nadchodzi i smokach, które nadeszły, o wilczych snach i trzecim oku. O wszystkim. Z krętymi zakrętami, bo Martin zaskakuje i uwielbia to. Biedny czytelniku, nigdy nie zgadniesz, co spotka cię na następnej stronie, a George pośmieje się sobie z ciebie, a raczej z twojej miny. A przy okazji wrzuci parę mądrych przemyśleń względem świata. Sięgaj po ołówek i podkreślaj.

Wiecie, co się dzieje, gdy wszyscy chcą być królem? Wtedy nim nikt nie jest, ale za to jest chaos, masa bitew, jedna wojna i hektolitry krwi. Śmierć nie nadąża segregować duszyczek w szufladkach, a miecze tępią się nader wszystko. Aż dziwne skąd w ludziach tyle chęci do bycia królem…

Głębia i realność bohaterów zawsze była dla mnie u Martina głównym atutem. Wszyscy, nawet ci drugo- i trzecioplanowi są prawdziwi do szpiku kości, a gdy umierają, trzeba sprawdzać, czy kartki książki nie przesiąkły krwią.
Wszystko tu pachnie rzeczywistością i nieszablonowym podejściem, bo najszybciej biega chłopiec bez nóg, najmądrzejszy jest półmężczyzna, a największa miłość kobiety do mężczyzny rozkwitła między rodzeństwem.

„Starcie królów” jest godną kontynuacją „Gry o tron”. Jeżeli w pierwszej części historia rozwodziła się o tym, jakie cechy powinien posiadać władca idealny, to w części drugiej mamy paradę kandydatów na króla, i proszę, wybieraj Czytelniku, kto pasuje. Mamy też całą siatkę strategii, każdy ruch, nawet najmniejszy, jest ważny, wszystko zależy od tego, kto go wykona i kiedy. I wiele z tych ruchów my znamy z… lekcji historii, bo nieważne gdzie, wojna wszędzie jest taka sama, czy to na Ziemi, czy też w krainie, gdzie kiedyś żyły smoki. Złoto, jak wiadomo, jest najlepszym towarzyszem wojny, intrygi i zdrady również, a tego u Martina mamy pod dostatkiem.

Ale nie zapominaj, drogi Czytelniku, że walka o tron to nie wszystko. Powiadają, że nie o tron powinno się walczyć. Powiadają, że lato się kończy. Powiadają, że zima nadchodzi…

8 komentarzy:

  1. Ja tylko zgrzytałam zębami, dlaczego Dany jest tak mało. Ale za to Tyriona było całkiem sporo i to on był pełnoprawną gwiazdą odcinka. Chyba się nie za bardzo rozminę z prawdą, że w sumie czytam cykl tylko dla niego (zwłaszcza, że podobno Dany ma być więcej dopiero w "Tańcu ze smokami"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby to zupełnie nie w moim guście, ale... Piszesz o tym w taki sposób, że może spróbuję się zmierzyć z tym cyklem... :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta część jeszcze przede mną, poluję na nią w bibliotece, ale co nie przyjdę to wszystkie inne częsci są a ta nie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam tak samo, tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi cały czas coraz to inna książka staje na drodze przed czekającą już na półce "Grą o tron" i aż zgrzytam zębami, że wciąż nie mogę do niej dobrnąć jak czytam takie dobre recenzje książek Martina :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzadko, bo rzadko, ale fantastykę czytuję, więc może sięgnę i po tę serię. Albo przynajmniej pierwszy tom :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, ale musiałam skomentować. Haters gonna hate, ale jestem trochę przerażona jakością językową twoich recenzji. Zębami można kłapnąć, nie klapnąć. Te wszystkie zdrobnienia/manieryzmy - karteluszki, tomiszcza, duszyczki - mierżą. Uwierzyłabym, gdyby osoba pisząca takie recenzje miała 16 lat... Ponad 20? Na pewno nie :/ Bez urazy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już przeczytane. Po prostu musze przeczytać następny tom! 2. częsć skończyła się w tkaim genialny mmomencie, ze po prostu musze dowiedzieć sie , jak potoczą się losy bohaterów. Ostatni rozdział wymiata! Jedynym problemem jest szczupły budżet... Ech te cierpienia biblofila.

    OdpowiedzUsuń