sobota, 4 lutego 2012

Metro 2033 – Dmitrij Głuchowski


Wiecie, czym pachnie metro? Niespełnionymi marzeniami urwanymi wpół biegu, myślami zgubionymi między poranną kawą a spojrzeniem w lustro. Pachnie pośpiechem. To nie dworzec, gdzie ludzie wiozą domowe zacisze w walizkach, to codzienność, mordercza w godzinach szczytu, obrzydliwa nuda i melancholia popołudniu i mistyczne przerażenie nocą.
To nie lotnisko, ono nie jest raz na jakiś czas. Ono jest codziennie. Oddycha, jest żywe na swój własny sposób. Cały proces -  czekanie na stacji, wsiadanie do pociągu, przestępowanie przez ziejącą ciemnością pustkę i ta czerń za oknem aż do kolejnej stacji – jest niczym mistyczny obrzęd pogański na cześć bóstwa, którego nie nazwał świat.
Jeżeli chcecie je poznać, sięgnijcie po „Metro 2033”. Tam ono wciąż nie ma imienia, ale oddycha, żyje i wypełnia swoim „ja” puste tunele.

Mówi się, że jeżeli wybuchnie trzecia wojna światowa, to bronią pod czas czwartej będą kamienie i patyki. Głuchowski pokazał nam świat, kiedy jest już po wybuchu, ale póki co nie ma komu sięgać po pałki, gdzie na ziemi zamieszkały jakieś dziwne stwory skażone promieniowaniem, a ludzie… Przeżyli ci, którzy mieli szczęście mieszkać w mieście, pod którym znajdowało się metro.
Gdy drzwi na powierzchnię zamknęły się, metro cicho westchnęło, przyjmując do siebie nowych stałych mieszkańców. A ci mieszkańcy… stworzyli w podziemiach nowe społeczeństwo. Każda stacja jest niczym oddzielne miasto, każda ma swoją politykę, ideologię, wiarę. Znajdą się tu i komuniści, i faszyści, a nawet sataniści. Mimo, iż schował się tu jeden naród – Rosjanie – podzielił się on na masę różnych plemion, niekiedy ze sobą walczących. Tak wyglądają stacje, natomiast tunele…
Tunele żyją własnym życiem. Oddychają powoli, wypełnione ciemnością. Niekiedy są ciche i bezpiecznie, a niekiedy pochłaniają umysły albo ciała. Zabijają i dają życie. Mówią i doprowadzają do szaleństwa.

Jestem gotowa bić brawo na stojąco za pomysł autora. I również gotowa usiąść wraz z nim i wytknąć mu błędy niemal na każdej stronie. Bo pomysł im doskonalszy, tym trudniejszy do wykonania. A pisanie świata w metrze jest ultra trudne.
Przypominają mi się „Amerykańscy bogowie” Neila Gaimana. Niezwykły pomysł na opisania świata starych bogów w nowym świecie – Ameryce. I książka się udała, choć „udała” to mało powiedziane. Wyszło niemal arcydzieło. A czemu? A temu, że Neil włożył masę pracy w to, by stworzyć książkę nie byle jaką. Głuchowski poszedł ciut na łatwiznę i z praktycznego punktu widzenia (bo wszystko jest możliwe, mamy rakiety i mamy metro, kto wie…) wiele rzeczy jest nie do zrobienia.
Zresztą nie mam zamiaru czepiać się do książki. Podobała mi się, bardzo mi się podobała. I nie stoi ona szczegółami. Stoi czymś innym, czymś co rzadko kto, potrafi osiągnąć. Atmosferą…

Czytając książkę, niemal czujemy na twarzy chłodny wietrzyk ciemnych tuneli, strach zimnymi paluszkami biegnie po karku. Chwile trzymają w napięciu, przerażają wizjami i nieznanym. Ktoś szepta z tyłu do ucha. A ktoś bez zrozumienia powtarza nasze słowa.  
Tę książkę należy czytać w nocy, przy maleńkiej lampce i w absolutnej ciszy.

Bo nie o to chodzi, by krytycznie wytykać tej książce błędy. Owszem, można – powiedzcie głośno, że kilka tysięcy ludzi nie może żyć jedząc grzyby i świnie, które same nie wiadomo czym się żywią, i że za dwa-trzy pokolenia na powierzchni nie mogły się rozwinąć nowe gatunki – owszem, powiedzcie tak i żyjcie dalej w swoim nudnym świecie racjonalizmu. Albo odrzućcie logiczne myślenie, odrzućcie krytykę, przyjmijcie bajkę – a bajka przyjmie was.

Wiecie, czym pachnie metro? Ma jedyny w swoim rodzaju zapach, którego nie znajdziemy nigdzie indziej. Mój ulubiony. Ma ciszę, która istnieje nawet mimo śpieszącego się gdzieś tłumu. To miejsce, gdzie pojawiamy się wraz z innymi, zauważyliście? Rzadko kto schodzi do metra sam. A może ktoś kiedyś poszedł, ale nigdy o tym nie opowiedział. Ponieważ już nie wrócił…

15 komentarzy:

  1. Zapowiada się bardzo ciekawie i chyba przeczytam... Chociaż coś nie mogę się "zaprzyjaźnić" z literaturą rosyjską... :( Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie chcę to przeczytać! To niemal na pewno jest coś dla mnie, nawet pomimo tych błędów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się ta książka podobała. Zwłaszcza jej niesamowity klimat, zgadzam się z Twoją opinią. Tę opowieść trzeba wchłonąć, poddać się jej,a wtedy zachwyca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi bardzo zachęcająco. Ale słyszałam, że jej kontynuacja już nie taka dobra?

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz, ale muszę się czepnąć.;) "za dwa-trzy pokolenia na powierzchni nie mogły się rozwinąć nowe gatunki" - owszem, mogą. Przez hybrydyzację, czyli krzyżowanie się dwóch gatunków rodzicielskich w jeden nowy (no i podwojenie garnituru chromosomów...). To częstsze, niż nam się wydaje, ale w zasadzie występuje tylko u roślin. Tak tylko mówię...;)

    A "Metro" masz po polsku, czy po rosyjsku? Bo jak po polsku, to się uśmiechnę chyba do Ciebie.;) Od dawna na nie bezowocnie poluję...

    Tak w ogóle, to muszę wpaść z obiecaną książką do Ciebie. I z zakładką, ale najpierw ją muszę skończyć, bo przez sesję wolno nabiera kolorów.;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z literaturą rosyjską miałam niewiele do czynienia, bo było to zaledwie kilka pozycji. Ta książka jednak już od dłuższego czasu za mną chodzi a Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu ze warto ja przeczytać.

    http://okrety-mysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę właśnie czytam - bardzo mi się podoba, atmosfera metra oddana super, opisy, zapachy - dokładnie jak piszesz.
    Jedyne, co mi przeszkadza, to trochę taki styl lekko jak dla dzieci - ale chwilami tylko. Wybaczam, bo i tak wciąga niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiktorio, nie zgodzę się z Tobą! Książka była pisana na bieżąco konsultując się z wieloma ekspertami z dziedziny biologii, militariów,jednym słowem z różnych dziedzin :) To co wydaje się Tobie nietrzymającym się kupy wymysłem autora jest wynikiem pracy wielu mądrych umysłów, a i sam autor jest postacią nieprzeciętną, wykształconą. Chociaż przeczytałam książkę jakiś czas temu wciąż jestem pod jej ogromnym wrażeniem, szczególnie po jej zakończeniu. Nie zwróciłaś uwagi na wielość filozofii w niej zawartej. Mówi się, że Głuchowski jest kontynuatorem braci Strugackich, czuje się Dostojewskiego, rozmyślania Atrema zapraszają nas w podróż przez przeróżne filozofie, religie, a po przeczytaniu książki człowiek poważnie zastanawia się nad istotą człowieczeństwa. Kto tak naprawdę jest szkodnikiem, robalem, a kto człowiekiem? Czy i nasza "pieśń pokoju" może inne cywilizacje, kultury zostać niezrozumiana, odebrana jako atak? czy wciąż jesteśmy ludźmi, jeżeli rządzi nami tylko instynkt samozachowawczy i strach? Moim zdaniem za bardzo potraktowałaś książkę jak obraz, a nie twór wielowarstwowy. Taka moja skromna opinia :) Mogłaś również wspomnieć o ogólnoświatowym projekcie, gdzie wielu autorów osadza swoją akcje w uniwersum stworzonym przez Głuchowskiego - w Polsce jest już dostępna książka "Piter", mowa jest o tym że powstają powieści osadzone a innych miastach świata. Moim zdaniem ta książka jest idealnym przedstawicielem rosyjskiej literatury - wielowarstwowa, pełna filozofii i mistycyzmu ze słodko-gorzkim zakończeniem, siejąca ziarenko niepokoju w naszej duszy. To się rozpisałam :D Cieszę się, że sięgnęłaś po tą pozycję ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Alicjo, a skąd Ci sie wzięło, że nie zobaczyłam tej całej filozofii? Filozofię owszem, widziałam, ale widziałam też dużo niedociągnięć. Nie mogę pozwolić sobie na to, by wypisać je tu, gdzie komentarze czytają osoby, które Metra jeszcze nie czytały. Ale uwierz mi, spoko rzeczy Głuchowski przeoczył. miał dobry pomysł i ciut go zniszczył.
    Ale! Ksiązka podobała mi się, naprawdę się podobała. Tylko, że nie mogę powiedzieć, że jest to arcydzieło.
    A czytałaś może rosyjskie recenzje? Rosjanie w ogóle roznieśli go в пух и прах, krytykując od góry do dołu i szczególnie wytykając mu owe błędy fabularne.

    CDN ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ...
    I nie zgadzam się, że to dobry przykład wielowarstwowej literatury rosyjskiej. co to, to nie. Wielowarstwówki mamy o wiele głębsze i mądrzejsze, a to jest po prostu dobra post - apokalipsa. O wiele głębszą i mądrzejszą jest chociażby "Kyś" Tatiany Tołstoj - to arcydzieło.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moreni, z Tobą sprzeczać się nie będę, Ty się znasz lepiej ^^ Zresztą tu wszystko jest możliwe ^^

    A "Metro' mam po rosyjsku, także wybacz... ^^ I czekam na Ciebie w mojej księgarence :*:*

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam te Twoje smakowite tekściki:) Nadal jednak nie zdwecydowałem się: czytać, czy nie czytać Metro:)

    OdpowiedzUsuń
  13. To chyba nie jest książka w moim stylu, ale jakoś mnie zaciekawiłaś...

    OdpowiedzUsuń
  14. Pablo, uwielbiam te Twoje smakowite komentarze ^^ A książkę warto przeczytać, oj naprawdę. Uwierz mi na słowo, że nie pożałujesz :) ;]

    OdpowiedzUsuń
  15. Z metra korzystałam raz czy dwa razy w życiu, ale zapowiada się fajnie.

    OdpowiedzUsuń