czwartek, 19 stycznia 2012

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki – Mario Vargas Llosa

Czy kiedykolwiek kochaliście tak bardzo, że byliście w stanie wybaczyć każde szelmostwo? A jeżeli tak, czy była to prawdziwa miłość, czy może już choroba?

„Szelmostwa…” to książka o kobiecie, która pragnąc jednego, całe życie uganiała się za innym,  i o mężczyźnie, który wiedział, że tę kobietę kocha.
A wszystko w tej historii jest bardzo łatwe. Ona – kobieta  tysiąca kłamstw i imion, kobieta będąca z tysiącami i nie należąca do żadnego. Tańcząca na ostrzu życia i śmiejąca się mu w twarz. Chowająca prawdę o sobie tak głęboko, iż miejsce to mogło nigdy nie istnieć. Oszukująca siebie i świat, należąca do chwili, nigdy do stałości.

On – skromny tłumacz konferencyjny i literacki, mężczyzna kochający tylko jedną kobietę. Mężczyzna pragnący nienawidzić tylko jedną kobietę. Jeżeli los odwracał się i patrzył na niego, to było to Jej uśmiech. Gdy odchodziła, życie zmieniało się w trwanie. Gdy wracała, drżał ze szczęścia. Uciekał i wracał w myślach. Ona uciekała i wracała w życiu.

To historia miłości morza i przystani, powietrza i skały, uśmiechu i ust. Niestałości i stałości – przeciwieństw, które mogą być tylko ze sobą. Oddzielnie trwają, wspólnie istnieją.

To było moje pierwsze spotkanie z Llosą. Sięgnęłam po niego, bo byłam ciekawa noblisty, wybrałam „Szelmostwa…” bo tak poradzili mi przypadkowi miłośnicy jego twórczości. Przypadki. Dwieście stron przeczytałam z uśmiechem, potem czytałam już tylko ze łzami.

Piękny styl zauroczył, Paryż i miłość do Paryża  podbiła moje serce, szelmostwa rozbawiły, okrucieństwo wzruszyło, końcówka przywołała smutny uśmiech i chęć sięgnięcia po kolejną książkę noblisty. Lloso, to prawdziwe szelmostwo z Twej strony, skazywać mnie na siebie!

Ta historia jest jak tango motyla z płomieniem. Opowiada o byciu sobą i wyrzekaniu się siebie, o ucieczce przed życiem, o szukaniu, o niepokoju i cierpieniu. Szukając za długo można umrzeć. Czekając za długo także można umrzeć. I lepiej umiera się razem.

7 komentarzy:

  1. Jeden z moich ulubionych Noblistów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała recenzja, bardzo urozmaicona i ciekawa językowo :) "Szelmostwa.." mam za sobą, pikanteria tej książki mnie absolutnie urzekła :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się rozbiłam o "Ciotkę Julię i skrybę". Ale ciągle mam zamiar dać szansę autorowi, "Szelmostwami..." właśnie. Po inne książki jakoś boję się sięgnąć...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobre podsumowanie tej książki :) Też myślałem o wpisach nt. książek u siebie, ale jednak coraz bardziej się przekonuję, że to trzeba jednak umieć :) Dołączam do czytających, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niezła recenzja wyglądającej na niezłą książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Ci za tą recenzję. Liosa posyła mi "szelmowski uśmiech" przedzierając się przez kilka innych tytułów stojących na uginającej się pod ciężarem myśli półce...Już dawno miałam się za niego zabrać. Przekonałaś mnie bym zrobiła to czym prędzej...zapraszam do siebie http://sercenapatelni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Ci za tą recenzję. Liosa posyła mi "szelmowski uśmiech" przedzierając się przez kilka innych tytułów stojących na uginającej się pod ciężarem myśli półce...Już dawno miałam się za niego zabrać. Przekonałaś mnie bym zrobiła to czym prędzej...zapraszam do siebie http://sercenapatelni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń