niedziela, 25 grudnia 2011

Bezgrzeszna – Gail Carriger


Wcześniej z serii parasolkowatości ukazały się:
1.”Bezduszna
2.”Bezzmienna

Po kilku miesiącach oczekiwania (pełnego niecierpliwości i wiązanek niecenzuralnych pod adresem hrabi Maccona związanych z zakończeniem „Bezzmiennej”) „Bezgrzeszna” w końcu dotarła do moich czcigodnych rąk i… momentalnie wylądowała przy książkach oczekujących na mnie, czemu towarzyszyło moje fochnięte tupnięcie nóżką, zadarty nosek i myśl: „teraz to ty na mnie poczekasz”.

A skoro obie poczekałyśmy wystarczająco jedna na drugą, gniewy i fochy zatarły się przez czas, postanowiłyśmy wraz z „Bezgrzeszną” zawiesić wojennie szpikulce parasolek i wypić razem herbatkę w atmosferze tandetnie błyszczącej w sklepach handlowych miłości oraz radości świątecznej zawartej w waniliowo-mdłych śnieżynkach oraz do bólu optymistycznych wyć kolędowych. I cóż z tego wynikło? Rzecz jasna, recenzja w samo Boże Narodzenie. Wesołych i biedronkowych, Kochani!

Maccon jak to Maccon, jest wilkołakiem porywistym i rozwrzeszczanym, jednak czasami potrafi ruszyć głową i w pewnych okolicznościach (pozbawionych formaliny i innych środków wprawiających w stan alkoholowego odurzenia - wyobrażacie sobie pijanego wilkołaka?) dojść do dość oczywistych wniosków.
Alexia jak to Alexia, nie tracąc swojej pięknej (choć jej nos znalazłby inny epitet) pewności siebie oraz genialnej i zaskakującej parasolki, w chwilach pełnych chęci nawrzeszczenia na męża, potrafi ruszyć nie tylko rozsądkiem, ale i tak paskudną sprawą jak - zwana przez poetów oklepanych słowem – miłość, i dojść do dość oczywistych wniosków.
Czytelnicy do owych wniosków doszli już przy końcówce „Bezzmiennej”, natomiast siekierowaty wilkołak i parasolkowana bezduszna potrzebowali całego kolejnego tomu, który wyszedł spod pióra genialnej Carriger. I dobrze, że wyszedł, bo ile warte byłe zaskoczone spojrzenia ludzi w autobusie i na dworcowej kawiarni, gdy nagle bez uprzedzenia wybuchałam śmiechem i omal nie rozlewałam (to tylko w kawiarni) tandetną herbatę, która herbatą zwać się nie powinna. Tak, zdecydowanie, dziękuję Carriger za umilenie mi godziny czekania na autobus, który miał mnie zawieść do karpia. Wiszę jej za to cały kilogram londyńskiej herbaty.

Ale wróć my do „Bezgrzesznej”. Jeżeli czytaliście dwie poprzednie części, to koniecznie musicie przeczytać i tę. Są tu mechaniczne biedronki, brak Akeldamy (jego brak był tak dziwny, że aż nie zdążyłam nafuczeć na nieobecność mojego ukochanego wampira tuż po Armandzie i Lestacie) oraz jest dzieciofeler! Dodatkowo mogę was zachęcić pijanym wilkołakiem i templariuszami z grubych rękawicach (fanatyzm religijny zawsze mnie strasznie bawił). A poza tym dowiecie się, że najlepszą zemstą jest zjedzenie Pesto.

Przede mną kolejne miesiące oczekiwania na ciąg dalszy parasolkowatej książki. Zapowiadają, iż „Bezwzględna” będzie o imbryczkach. Chętnie o nich poczytam, no chyba że znów pokłócę się z książką i trochę nam zajmie przełamanie pierwszych lodów. Ale nie ma strachu, mam Pesto i nie zawaham się go użyć.


Sponsorem tej recenzji była Miranda, wielbicielka mechanicznych biedronek!

11 komentarzy:

  1. Zdecydowanie najlepszy z trzech dotychczasowych tomów. Już dawno mam go za sobą i tylko czekałem, aż skończysz i podzielisz się z nami swoimi wrażeniami : )

    Do zalet doliczyć również należy zmiany scenerii. I nie są to ponure zamczyska z drugiej części, ale dużo ciekawsze i bardziej malownicze miejsca : )
    Dzikie wytwory myśli technicznej też są fajne, i to nie tylko biedronki : )

    No i Maccon spojrzał z nowej perspektywy na stwierdzenie swojej bety: "Płaszczyć, milordzie." xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, świetnie napisana recenzja. Taka odbiegająca od schematów i przez to jeszcze bardziej (zabiję Cię, jak Cię dorwę, wiesz? ;) ) zachęcająca do sięgnięcia. Mnie już bardziej zachęcać nie trzeba, gdyż ta seria zawiera w sobie wszystko to, co kocham w powieściach. Spytasz pewnie, czemu zamiast już dawno ją przeczytać jęczę pod każdą kolejną recenzją książki Carriger... Ja po prostu nadal nie mam za co sobie sprawić tych książeczek i czekam na napływ gotówki, który szybko nie nastąpi ;) Na Boże Narodzenie dostałam kawał elektronicznego cacka, które mi jest potrzebne do studiów, więc też o książki poprosić nie mogłam. A do serii mnie ciągnie niemiłosiernie - pijany wilkołak? Mniam.

    A herbata to rzeczywiście w niektórych kawiarniach jest tandetna. Na szczęście w końcu w moim mieście znalazłam dwie cudowne kawiarenki, w których spędzenie czasu jest przyjemne, a jedzenie i picie przepyszne.

    Idę sprawdzić ceny książek Carriger na allegro, najwyżej zostanę bankrutem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahaha! Twoja recenzja jest zabawniejsza niż ta książka! Wiesz, zua Ario, że Cię uwielbiam? Na szczęście nie mogłaś mnie do niej zachęcić, bo już za mną, ale mogę Ci polecić dwie cudowne herbaciarnie w Krakowie, skoro już jesteśmy przy herbacie (sama się do jednej za trzy dni wybieram, o ile kot mnie z domu wypuści) - Czarka na Floriańskiej i Czajownia na Józefa. Wspaniałe miejsca i porządna herbata, ba!, pyszna herbata.

    :*.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przyznam, że recenzji czytala nie będę (no, chyba żeby;)) bo cały cykl mam już od dawna na oku i zgadnij, kogo wytypowalam jako potencjalne zrodelko?;) Właściwie to chcialam wyrazić radość z powodu naglego wzrostu Twojej aktywnosci blogowej i zapytać, czy to tak na stale.;)

    OdpowiedzUsuń
  5. P.s. Ja chcę mechaniczną biedronkę!^^ Ale chyba będzie musial mi wystarczyć moj wlasny rysunek...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem świeżo po przeczytaniu "Bezdusznej", więc odpuściłam sobie Twoją recenzję, ale sam fakt, że konsekwentnie czytasz całą serię pokazuje, że książka może się podobać :D
    Małe pytanie: czy w "Bezgrzesznej" też jest tak bezsensownie dużo opisów wyglądu/ubioru poszczególnych bohaterów? Czy też (na szczęście) Carriger pozbyła się tej maniery?

    OdpowiedzUsuń
  7. Radosny i ciekawy wpis na temat książki, na którą wcale nie mam ochoty...
    ... ale tak to już jest z Twoim pisaniem ;) Nie ważne o czym, nie ważne kiedy i jak - i tak zawsze porwiesz przypadkowego czytelnika ;)
    Może zastanów się nad napisaniem własnej książki, bo Twoje słowo pisane mi się bardzo podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie recenzje, żartobliwe i ironiczne. Z tej okazji pokuszę się o przeczytanie całego cyklu. (mimo, że mam wampirowy przesyt)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Wilczku, tak! To była zdecydowanie część najlepsza. Ale możliwe, że sądzę tak, ponieważ przyzwyczaiłam się już na dobre do stylu Carriger i wiedziałąm, co mnie czeka.
    A co do miejsc, już sama okładka wprawiła mnie w dziki zachwyt, bo... Paryż! Notre Dame! Gargulec! Aaaa! BYłam! Sama widziałam! Zmacałam! Zdjęcia robiłam!
    No, czyli sam rozumiesz ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Nyx, nie zabijaj, kto Cię będzie do złego namawiał, jak nie ja, hm? :* A książki mogę Ci pożyczyć :) Poczta Polska wciaż działa, wystarczy napisać do mnie maila :)

    Alino, miła ma, ja również darzę Cię przeogromniastym uwielbieniem ;] Do Krakowa mam na herbatkę daleko, ale zapraszma do Olsztyna (serio, serio! Cho! Ugoszczę chlebem i solą, i herbatą, i winem ;]). U nas też są przepyszne kawiarnie ;]

    Moreni, moja droga, mam nadzieję, że tak, to na stałe. Choć wiesz jak to bywa z moim życiem... :P Ale! Mam dobre chęci, proszę docenić ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Silaqui, hm... czy dużo bezsensownych... Mi jakoś nie wydawały się bezsensowne ^^ Ale w trzeciej części chyba nie ma tego aż tak dużo :)

    Przyjemnostki, ja nie muszę się zastanawiać :) Jedną już napisałam, drugą właśnie kończę. Tak jakoś wyszło :) Ale ciii, narazie do szuflady ;)

    Piegusko, nie bój się wampirów, tu są cudowne. A za dobre słówko dziękuę :*

    OdpowiedzUsuń