czwartek, 17 listopada 2011

Podwójna cisza – Mari Jungstedt

Zwykle kryminale czyta się z zapartym tchem. Jedna - dwie strony, morderstwo i już potem ciężko się oderwać, a umysł głowi się nad tym, kto jest sprawcą. Tak bywa zazwyczaj, jednak u Pani Jungstedt jest zupełnie inaczej.

Zaczynając czytać tę książkę, miałam wrażenie, że jest to spokojna powieść obyczajowa. Ciche osiedle, kilka domów, a w nich mieszka grupa przyjaciół. Bardzo zżyta grupa przyjaciół – kilka małżeństw, mają dzieci w tym samym wieku, razem imprezują, razem jeżdżą na wakacje. Wszystko robią razem. Brzmi utopijnie, albo przerażająco sekciarsko. Ale spokojnie, sekty tam nie ma.
Dopiero po setnej stronie na horyzoncie zamajaczyło morderstwo. Przy czym nie mogę powiedzieć, że tożsamość sprawcy bardzo mnie zaskoczyła. Końcówka również była spokojna, bez fajerwerków. Tak jakby naprawdę w powieść obyczajową na siłę wciśnięto morderstwo, które było gdzieś tam w tle. Nic więcej.

Zdecydowaną wadą książki jest to, że kompletnie nie trzyma w napięciu. Mogłabym ją odłożyć będąc w połowie i nie powróciłabym do niej myślami. Jednak jest w niej coś, co zmusza nas do zastanowienia. Bo jak to jest z paczkami przyjaciół? Jak to jest z przyjaźniącymi się małżeństwami – czy to jest dobre czy nie? Dzieci mają swoich rówieśników pobliżu, rodzice mają na oku dzieci. I niby nic w tym złego. Jednak gdy spotkania stają się notoryczne, gdy każdy urlop jest spędzany w większej grupie… Małżeństwo jest przede wszystkim samo dla siebie, rodzina powinna umieć spędzać czas tylko w swoim towarzystwie – teoretycznie. Praktycznie bywa różnie.

Czy polecam „Podwójną ciszę”? Fani pani Mari sami po nią sięgną, koneserzy kryminałów niech się zastanowią, nim zajrzą do tej książki, a samej sobie po raz drugi tej autorki bym już nie poleciła. Nie moja bajka.

2 komentarze:

  1. A ja i tak wolę Moersa.... :]-

    Ps: tak na serio, ostatnio też zawiodłam się na pewnej książce, która miała być skrzyżowaniem kryminału z przygodówką, podszytą sensacyjnym clue', tymczasem... jak stare, odgrzewane kotlety. Jadę po Moersa, porwę go, zamknę w piwnicy i będzie mi tworzył kolejne cudne książki na miarę "Miasta...". X,D

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały czas cierpię na brak zainteresowania kryminałami. Kilka lat temu się nimi zaczytywałam i oczywiście nastąpił przesyt. Każda kolejna książka wydawała mi się schematyczna i przewidywalna. Może kiedyś mi przejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń