wtorek, 11 października 2011

Królestwo czarnego łabędzia - Lee Carroll

Niekiedy zastanawiam się, czemu pisarzami tak bardzo rządzą schematy. Skąd to przeświadczenie, że skoro jeden zasłynął z zastosowania pewnego motywu, to wystarczy go skopiować, a również osiągnie się chwalę i sławę? A najbardziej bywa mi przykro, gdy coś, co zapowiadało się ciekawie, rozbija się o mur przewidywalności.

Garet jest młodą dziewczyną, która znalazła świetny sposób na zarabianie pieniędzy. Otóż kupuje stare sygnety i za ich pomocą wykonuje biżuterię. Medaliony sprzedają się świetnie, ale czy aż tak świetnie, by spłacić wszystkie długi ojca? Wychowana przez kochających rodziców w środowisku pełnym artystów i sztuki, Garet jest ponad swój wiek dojrzała i opanowana. 
Życie mija dzień za dniem i zmienia się, gdy dziewczyna u pewnego jubilera znajduje szkatułkę z symbolem łabędzia - identycznym, jak na sygnecie, który dostała od matki na szesnaste urodziny. Cóż za zbieg okoliczności!

Wydaje mi się, że nową falą w literaturze stają się przeciętne główne bohaterki. Dziewczyna nie może być idealna i piękna, bo zapewne czytelniczki nie mogłyby się z nią identyfikować. Chwyt nie nowy, aczkolwiek całkiem dobry. Co nam po idealnych czarnych lub białych bohaterach, skoro w prawdziwym życiu tacy nie istnieją. 

Co warto pochwalić? Jak już mówiłam, dynamiczność postaci - nikt tu nie jest całkowicie dobry, albo całkowicie zły. Bardzo spodobał mi się opis ludzkich aur - ich kolory i sposób, w jaki ludzie wymieniali się nastrojami. Scenę w wagonie metra uważam za najlepszą z tej książki i jakże prawdziwą. Pomysł z wyrabianiem biżuterii z sygnetów kupił mnie momentalnie, natomiast idea posiadania pracowni pełnej metalu, złota, srebra, palników itp tuż obok sypialni zachwycił mnie jeszcze bardziej. Książka zapowiadała się ciekawie i pomysłowo, choć czuło się schemat (zwykła dziewczyna - ratuje świat - hura!). Jednak, gdy pojawił się wampir, w którym zakochała się główna bohaterka, jedynie westchnęłam (zwykła dziewczyna - kocha wampira - ratuje świat - hura! [nawet Bella nie miała tak dobrze]). Tyle jest stworzeń magicznych (fauny, wodne duchy itp), że przesyt wampirzego tematu na rynku staje się już męczący. Nie wystarczy dać wampira i nawiązać do Shakespeare, by uczynić książkę głęboką i mądrą. Ale to tylko moje osobiste zdanie. 

"Królestwo czarnego łabędzia" jest lekturą przede wszystkim dla fanów sagi Zmierzch, dla wielbicieli wampirów i wróżek latających między budynkami. Skusiło mnie urban fantasy, które dzięki Łukjanienko lubię i cenię, skusiła mnie piękna okładka (Prószyński przepięknie wydaje swoje książki). Niestety, okazało się, że nie jest to książka dla mnie, ale może jest właśnie dla was? Osądźcie to sami.


Wydawnictwu Prószyński i S-ka dziękuję za możliwość napisania recenzji :)

11 komentarzy:

  1. Również nie pałałam zachwytem, ale było kilka rzeczy, które mi się w tej książce podobały ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytam, gdyż dziwnie ciągnie mnie do tej ksiązki ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym mimo wszystko chciała przeczytać, chociaż fanką wampirów (w szczególności pani Meyer) nie jestem.;) Może to środowisko artystów tak kusi?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moreni, jeżeli chcesz, mam tę książeczkę, więc mogę Ci ją podrzucić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak już napisałam u kogoś na blogu, kto też pisał o tej książce - piękna okłądka, intrygujący tytuł i nijaka zawartość. Któregoś dnia w przerwie między zajęciami wpadłam do empiku, żeby się porozglądać po nowościach i kiedy zobaczyłam tę książkę chciałam ją natychmiast kupić. Jednak nauczona moimi wcześniejszymi doświadczeniami dotyczącymi pięknych okładek i brzydkich wnętrz postanowiłam ją sobie najpierw troszkę podczytać. Książka na pewno nie dla mnie - schematyczność, przewidywalność i nuda. Nic specjalnego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Scena w metrze naprawdę była najlepsza :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ario moja droga, skoro oferujesz, to przecież nie mogę Ci odmówić.;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A zatem, Moreni, Poliszynel - herbata - i wymiana książkami ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Ajjj mam straszną ochotę na tą książkę! Tym bardziej, że mam dziwne zaufanie do Prószyńskiego i kupuję większość pozycji, które wydają :D Mam nadzieję zakupić ją w najbliższym czasie ;) Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń