sobota, 1 października 2011

Czekolada [2000]



„Biochemia dowodzi, że nie ma różnicy pomiędzy miłością a dużą tabliczką czekolady.”
(Adwokat diabła [1997])

Istnieje muzyka, którą można dotknąć. Istnieją książki, które nie tylko czytamy, ale i słyszymy. Istnieją też filmy, które można zjeść…
Usiądźcie wygodniej, otulcie się ciepłym kocem i wyłączcie górne światło, zapalcie świecę kakaową i zamknijcie oczy. Czujecie? To zapach czekolady. Słyszycie? To zimny północny wiatr. Jak myślicie, co on zwiastuje?
Vianne i jej mała córeczka, opatulone w czerwone peleryny wkraczają do kolejnego miasta. Wynajmują cukiernię i…

„- Wielki Post to nie jest najlepszy czas na otwieranie cukierni.
- To nie będzie cukiernia.
- Więc co?
- Niespodzianka.”

Zdawało by się, że otworzenie czekoladziarni nie powinno nikomu sprawić kłopotu. Dziś kawiarnie, restauracje i herbaciarnie otwierają się i zamykają na każdym kroku, jedni to zauważają, inni nie. Ale wtedy u Vianne było inaczej. Uderzyła w mur Wielkiego Postu, przerysowanej pobożności i twardego myślenia, że słodycze są grzechem. Co zrobiła? Nie, nie odeszła. Posmarowała ów mur gorącą czekoladą…

„Nie tak dawno temu, było sobie ciche, francuskie miasteczko. Jego mieszkańcy wierzyli w tranquilite  - spokój. Dobrze wiedzieli, czego się od nich oczekuje. Każdy znał swoje miejsce. A jeśli się czasem zapomniał, inni wskazywali mu właściwą drogę.”

Film ten ma jedną, wielką, przeogromną i zasadniczą wadę! A co tam wadę, wielgachną skazę na całej linii! Otóż, można przy nim zjeść całą tabliczkę czekolady i to nie jedną! A zatem dobra rada, nie wstawajcie na wagę po obejrzeniu go ;)

Przede wszystkim „Czekolada” tworzy niesamowicie ciepłą atmosferę, powietrze wokół ekranu wypełnia się zapachem słodkiego kakao, a zimno ucieka przez szczelinę w drzwiach. Dzięki takim filmom czuję się przytulniej na tym świecie, dzięki nim zdobywam to kruche ciepło, które tak długo potrafi gościć w naszej duszy.
Film ten nie tylko ociepla wieczory i robi nam smaka, on także porusza całą masę codziennych problemów. Hiperbolizuje wiarę w kościół (a nie w Boga) oraz małomiasteczkowość, prezentuje niezgody pokoleniowe, kłótnie małżeńskie, brak pewności siebie, podkreśla wartość kobiet, ukazuje zaślepienie itp. Co więcej, nie tylko te problemy pokazuje, ale daje także przykład, że je wszystkie da się rozwiązać, i nie potrzeba przy tym żadnej magii, wystarczy tylko chęć i przyjazny drugi człowiek.


Grzechem będzie, jeżeli nie wspomnę o aktorach filmu, którzy włożyli nie mało w tę niezwykłą, czekoladową atmosferę. Zacznę od Judi Dench (Armande), która stworzyła postać tak charyzmatyczną, a przy tym twardą i nieustępliwą, że z całego filmu z pewnością ona najbardziej zapada nam w pamięć. Jaka jest Armande? Ci, co oglądają anime, z pewnością określą ją mianem tsundere. Dodajmy do tego choleryka i myślę, że będziecie wiedzieć, o co mi chodzi. Twarda staruszka, która wie czego chce i umie zawsze sama sobie poradzić. Zawsze? Cóż… są sprawy, gdzie pomóc może tylko czekolada.


Juliette Binoche (Vianne Rocher), główna bohaterka czekoladowego zamieszania, zagrała tak, że już sam jej uśmiech przypominał czekoladę. Nie widzę żadnej innej aktorki w tej roli. Jeżeli chcecie wiedzieć, co to znaczy, zagrać smakowicie, spójrzcie po prostu na Vianne.
I jest jeszcze ktoś, o kim nie można nie wspomnieć. Ciekawe, czy wiecie o kim mówię? Tak… Johnny (Roux!) Johnny Depp! Zastanawiam się, czy ten człowiek zawsze wszystko robi tak mistrzowsko jak gra? Aż boję się odpowiedzi. Powiem jedynie, że już wiem, skąd Depp czerpał natchnienie do roli Jacka Sparrowa oraz wiem także, że jego uśmiech z pewnością ma smak mlecznej czekolady z lekką nutką dżdżownicy.


Czekoladę” ogląda się przyjemnie, jest to piękny film. To najbardziej odpowiedni film na ciche zimowe wieczory, wieczory samotne lub z przyjaciółmi, w łóżeczku lub w fotelu, z kocykiem lub ciepłym swetrem – wariantów jest cała masa, ale jest coś, co musicie mieć przy sobie koniecznie – czekolada! Bo gdy Vianne zacznie czarować w swojej kuchni i każdemu podawać jego ulubiony przysmak, nie będziecie mieli szans. Czekoladowa chęć opanuje was bezlitośnie. Jedynym ratunkiem będzie… ulec bez walki. I wtedy może dowiecie się, jaka jest wasza ulubiona czekolada?


9 komentarzy:

  1. Oglądałem jakiś czas temu i potwierdzam: film świetny! Bardzo mi się podobał, a nawet jest jednym z moich ulubionych :)

    Pozdrawiam,

    dp

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekolada pomarańcza+chili - mniam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanim obejrzę film muszę przeczytać książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham ten film, to jeden z moich najukochańszych :) Pierwszy raz obejrzałam go z 7 lat temu i od tamtej pory co jakiś czas oglądam go jeszcze raz. Nie znam drugiego takiego filmu, który by miał taką specyficzną, ciepłą atmosferę. Cudeńko!

    Aha... to Johny Depp jest słodszy od czekolady! I na pewno smaczniejszy :D Jak ja zazdroszczę tej jego Vanessie ;)

    Idealny dobór aktorów, świetny scenariusz i wyjątkowo dobry reżyser. Piszesz, że to Judi Dench według Ciebie najlepiej spisała się aktorsko. To fakt - była wspaniała, ale według mnie (mimo całej miłości do Deppa) najlepiej zagrał i stworzył postać Alfred Molina. Mistrzowsko odegrane uleganie pokusom i walka z nimi ;)

    Pozdrawiam cieplutko :) Bardzo się cieszę, że obejrzałaś "Czekoladę" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chcę ten film obejrzeć od kilku dobrych lat, ale coś mi nie wychodzi. Mam nawet książkę, ale z czytaniem też nie idzie lepiej ;) Smaka na czekoladę mam za to zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, uwielbiam ten film ... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię oglądać ten film w jesienne wieczory, z kubkiem herbaty i opakowaniem pralinek. Zauważyłam, że czekoladki lepiej pasują niż "zwykła" tabliczka czekolady.

    OdpowiedzUsuń