niedziela, 8 maja 2011

Uczennica maga – Trudi Canavan


Są tacy pisarze, na których patrzę przez pryzmat miłości do nich, i cokolwiek by nie zrobili, ja przyjmę to z uśmiechem. Naukowcy twierdzą, że Słowianie kochają pisarzy, a nie książki, kochają globalnie cały dorobek pisarza, a nie wybiórczo jakieś jego książki. Gdy, na przykład, Amerykanie większą uwagę przywiązują do pojedynczych pozycji i potrafią za jedną książkę pisarza pochwalić, a za następną zmieszać z błotem. Nie wiem, na ile jest to prawda, ale dostrzegam coś podobnego u siebie. Tak, ja kocham pisarzy. Chwytam z nimi więź i nie puszczam jej, traktując ich niemal jak rodzinę.  

„Jeden raz to pomyłka, dwa razy: pech lub zbieg okoliczności, trzy: umyślne działanie lub złe przyzwyczajenie.”*

Uczennica maga” to prequel  do Trylogii Czarnego Maga i opowiada o czasach sprzed założenia Gildii Magów. Ba, magia lecznicza także nie została jeszcze odkryta. Istnieje natomiast Gildia Uzdrowicieli skupiająca osoby niemagiczne.
Tessia jest córką uzdrowiciela i zawód swojego ojca zna niemal od dziecka. Pomaga mu podczas wizyt u chorych, a widok krwi jest dla niej na porządku dziennym. Ona pragnie szkolić się na uzdrowicielkę, a jej matka marzy o wydaniu córki za mąż. Plany ulegają gwałtownej zmianie, gdy w niezbyt przyjemnych okolicznościach dziewczyna odkrywa w sobie talent magiczny.

 Podkreślę od razu, że książka ta nie dorównuje trylogii. Jest dobra, wciągająca, choć z kilkoma minusami, traktuje o rzeczach, dla których warto po nią sięgnąć. Możliwe, że jest nieco zbyt rozwlekła (Trudi zdecydowanie ma problem z niepohamowanym laniem wody) i bohaterzy nie chwytają za serce, jednak warto tu zwrócić uwagę na kilka innych aspektów.
Trudi w niesamowicie mocny sposób ukazuje rolę kobiety w społeczeństwie, jej moc i siłę. Opisując losy dwóch zupełnie różnych dziewczyn, losy których nie krzyżują się ze sobą, podkreśla jak wielkich rzeczy mogą dokonać kobiety  nawet wtedy, gdy mężczyźni podcinają im skrzydła. Brzmi nieco feministycznie, ale proszę mi wierzyć na słowo, kobiety u Canavan mogą zaimponować niejednemu panu.  
I jeszcze coś, na co warto zwrócić uwagę. A mianowicie, problem powołania. Każdy z nad ma jakiś talent, odkryty bądź nie, i jest powołany do rozwijania go. Polega to na tym, że poświęcając życie swojemu talentowi, my czerpiemy z tego przyjemność, a świat – korzyści.
Pięknie Trudi to ukazała na przykładzie Tessii. Dziewczyna kochała leczyć ludzi, uważała to za bardzo ważną czynność. Odkrycie talentu magicznego teoretycznie przekreślało jej medyczną karierę, a mimo to dziewczyna była pewna siebie, wiedziała, czego chce i do tego dążyła. Właśnie na tym polega powołanie, jest to między innymi walka o swój talent i swoje racje, pewność, że to my myślimy właściwie, a nie świat. Potrzeba wiele siły i upartości, by coś takiego osiągnąć. Tessia osiągnęła i myślę, że daje tym samym piękny przykład czytelnikom.

Niektórzy twierdzą, że „Uczennica maga” to jedna ze słabszych książek Trudi, a ja uważam, że tak nie jest. Cóż z tego, że akcja jest zbyt przewidywalna i niekiedy schematyczna, a postacie stereotypowe, kiedy poruszane są tak istotne sprawy?  I mam na myśli nie tylko te, opisane wyżej. Znajdziecie w tej książce także problem wojny, strategie, wymuszone małżeństwa i wiele innych ciekawych wątków. I niech was nie przeraża objętość książki, ponieważ „jeśli ludzie będą zwracać uwagę tylko na wygląd, nigdy nie nabiorą szacunku do umysłu”* ;)

__________________________________________________________
*Cytat pochodzi z „Uczennicy maga” Trudi Canavan, Galeria Książki, 2009

16 komentarzy:

  1. "Niektórzy twierdzą, że „Uczennica maga” to jedna ze słabszych książek Trudi, a ja uważam, że tak nie jest."
    Oczywiście że nie. Najsłabsza jest "Misja ambasadora"... Dlatego troche obawiam się czy w ogóle sięgać po "Łotra".
    Uczennicę przeczytałem z przyjemnością, po odstawieniu z chęcią wracałem żeby kontynuować, Misję męczyłem strasznie długo. Zakończenie Ery Pięciorga też było gorsze od Uczennicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze do czynienia z tą autorką ,czego bardzo żałuję i mam nadzieję to niedługo zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie mogłam przebrnąć przez Glidię Magów, więc chyba, mimo zachęcającej recenzji, nie sięgnę po tą pozycję...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak na nią trafię, to choćby z ciekawości zajrzę do środka:)). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Może to i racja z tymi Słowianami ^^. Chociaż ja potrafię zjechać nieudaną książkę autora, którego lubię, jednak muszę zaznaczyć, jakim smutkiem mnie to napawa ^^. Muszę w końcu wziąć się za Trudi. Mam "Misję Ambasadora" na stosiku. Hmmm. Znowu to robisz!
    Wybierasz się na spotkanie z nią?

    OdpowiedzUsuń
  6. Kamil, aż boję się sięgać po 'Misję...' :P Ale mam jeszcze przed sobą Erę Pięciorga :D Ale cóż... Najwidoczniej tacy, jak Akkarin są niepowtarzalni.

    PS Czy moja wiadomość na LC gdzieś się nie zgubiła? Bo taka cisza ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Dm, to polecam zacząć od Trylogii Czarnego Maga :)

    BookEater, bo Gildię i Nowicjuszkę czyta się tylko po to, by dotrzeć do Wielkiego mistrza, zachwycić się, rozpalić sobie psychę i bez pamięci zakochać się w Trudi :P

    Kasandro, koniecznie ^^ Mimo, ze ciekawość to pierwszy stopień wiadomo gdzie :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Alino, 'Misję' masz, tak? A Trylogię Czarnego czytałaś?;>
    Wybieram się na Trudi! Znaczy, takie mam plany, kto wie, co wpadnie mi po drodze :P

    :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam, bo nie miałam :D. A "Misję" wygrałam w Empiku w konkursie bestsellerowym xD.

    OdpowiedzUsuń
  10. Alino, Misja jest kontynuacją Trylogii Czarnego i radziłabym zacząć właśnie od niej ;) A jak jej nie masz, to wiesz... ciocia Aria ma :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale jak mi się nie spodoba, cioci Arii będzie smutno! Zresztą słyszałam, że to rozpoczyna nowy cykl i można czytać bez znajomości Trylogii. Ale to może w wakacje, dobrze, mamusiu? :D.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Naukowcy twierdzą, że Słowianie kochają pisarzy, a nie książki, kochają globalnie cały dorobek pisarza, a nie wybiórczo jakieś jego książki."
    ciekawa teoria :)
    Ja Trudi mam dość na najbliższą dekadę, nie wracam do niej za nic :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mądrze napisane... ;) Chociaż w ostateczności zdecydowała się na książkę z zupełnie innej bajki, to jednak kiedyś przeczytam tę właśnie. Mam ją zresztą w ebookach, więc nie zapomnę. W tej chwili czaję się jednak na Misję Ambasadora, za parę dni jakaś panna -- chyba panna, bo średnia wśród czytelników Trudi zawsze krąży wokół pań -- zwraca ją do biblioteki, więc pewnie ruszę swoje szacowne cztery litery i wypożyczę. Raz jeszcze, dobrze mi się czytało twoją opinię, mnie objętość na szczęście nigdy nie zraża, wręcz przeciwnie... :))) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mi się "Uczennicę maga" czytało bardzo dobrze, chociaż bez większych zachwytów. Lektura z kategorii lekkich i przyjemnych w odbiorze - są dni, że właśnie tego człowiek potrzebuje najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak to jest moja droga Ario, że kolejna książka, na którą się czaję i którą upolowałąm ostatnio w bibliotece automatycznie pojawia się na Twoim blogu ? ;>
    Mnie skusiła właśnie objętość. Kocham grube książki !
    To prawda, że Trudi ma problem z laniem wody, ale ja zawsze wolałam słowotok od suchych faktów. Niedługo będzie w Wawie na Targach Książki, więc się wybieram i mam nadzieję, że będzie czas na zamienienie z nią choć kilku słów ;) Mój chłopak już został zatrudniony do tachania książek do autografów, więc dobrze będzie :D

    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam Canavan! I jeśli chodzi o jej książki to już chyba nie jestem obiektywna. Każda pozycja jest wyśmienita. Teraz szykuję się na Trylogię Zdrajcy :)

    OdpowiedzUsuń