czwartek, 19 maja 2011

Trudi Canavan w Warszawie (czyli ochy i achy Arii)


Na początku pragnę zaznaczyć, że jeszcze nigdy przenigdy nie byłam na żadnym spotkaniu z pisarzem. Nie widziałam też żadnego z ubóstwianych przeze mnie twórców na żywo. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta – albo nie żyją, albo mieszkają strasznie daleko w jakiejś Japonii albo Brytanii.
Słowem, kiedy dowiedziałam się, że Trudi przyjeżdża do Polski, dostałam zawału serca, umarłam i zmartwychwstałam na nowo, a potem pobiegłam na kolanach do Warszawy (w rzeczywistości wyglądało to mniej dramatycznie, nie było samobiczowania, krwi i rozbitych kolan).
Tu należałoby złożyć szczere kondolencje dla Abi i Mirandy, które towarzyszyły mi podczas tego trudiowego pobytu w stolicy. Dziewczyny były dzielne, znosiły moje ody do Canavan śpiewane na ulicy i nawet nie robiły zdjęć temu głupawo-rozmarzonemu uśmiechu na ariowym ryjku, kiedy wypowiadałam magiczne literki: 
T– R– U–D–I<3.

Pominę zatem  odę do Canavan, hymny pochwalne na jej cześć, rymowanki, wierszyki, fraszki, sonety i wiersze białe. Wszystko zostanie wydane na płycie pt „O Trudi!” xD

Pałac kultury! Targi! Masa ludzi! I wreszcie, po tylu poszukiwaniach, obijaniu się o ludzi, zatrzymywania się ze ślinotokiem przy kolejnych stoiskach książkowych, walce z pokusą pogrzebania w ofercie antykwariatów, pogłaskania jeżdżącego tu i tam R2-D2, klapnięcia na ziemi i zaśpiewania ody do wszystkich książek, dotarłam! Zobaczyłam bijący blask autorki i stanęłam jak wryta. Na szczęście nie stałam i nie zachwycałam się sama, ale osoba mi towarzysząca zapewne chce zachować swoją anonimowość ^^

Powiem wam, że żadne zdjęcie nie odzwierciedla Trudi, co więcej, bardzo ją przeinacza. W rzeczywistości to cichy i spokojny, uśmiechający się flegmatyczek, mający  masę charyzmy i uroku osobistego. Jest tak urocza i śliczna, że ciężko od niej oderwać oczu. A jak się jeszcze pomyślało, że w tej ślicznej główce narodził się Akkarin i reszta światów, to można już tylko stać i adorować.

I w sumie bym tak stała. Ale patrzenie, jak Trudi daje innym autografy, wzbudziło w mojej czarnej duszy pokłady zazdrości, dziecięce tupnięcie nóżką i pomruk „ja też chcę!”. A potem już tylko należało pilnować, by oczy nie wypadły z oczodołów ze zdziwienia, bo kolejka po autograf miała chyba z kilometr. A przedział wiekowy był fenomenalnie szeroki! Wyznam, że miałam ochotę zatrzymać się i wrzasnąć: „Wy też ją kochacie?! Aaa! Jesteście cudowni!” Na szczęście były przy mnie osoby, którym nie chciałam zszargać szlachetnego imienia i próbowałam zachować resztki godności.

A zatem kolejka była długa, książek na targach cała masa, pokusa niezmierzona, logika żelazna, więc… Postanowiłyśmy spróbować upolować Trudi parę godzin później na spotkaniu z nią w Paradox Cafe. Jak postanowiły, tak zrobiły. Zwiedziłam sobie Targi książki (a byłam na nich pierwszy raz w życiu, toteż buzia nie zamykała mi się z zachwytu). Zobaczyłam na własne oczy Marlenę de Blasi (do której kolejki w ogóle nie było) i Krzysztofa Ibisza z wianuszkiem dziennikarzy. Poprzytulałam się z książkami, pozachwycałam się ich ilością, zgłodniałam i… ruszyłyśmy na dalsze polowanie na Trudi.

Zjawiwszy się godzinę wcześniej w Paradox Cafe, zajęłyśmy najlepsze miejscówki i zaczęłyśmy czekać. I czekać… I czeeeekaaaać!
I przyszła! Zjawiła się! Skromna, urocza, cudowna, wspaniała (tu następuje ścieżka dźwiękowa z drugiego albumu „O Trudi! 2”).
Pytania padały przeróżne, a Trudi odpowiadała na nie z niezrównanym urokiem. Z ciekawostek powiem wam, że zdradziła, iż niedługo powstanie kolejny cykl w zupełnie innym świecie o podróżach między światami i magii. Z kolejnych ciekawostek dodam, że Aria dzielnie odważyła się zabrać głos i zadać Trudi pytanie. Zapewne jesteście ciekawi jakie ^^
Nie, nie wlazłam na stół i nie zaczęłam śpiewać jej hymnów pochwalnych, choć owszem, korciło mnie ;) Zapytałam grzecznie o imiona jej postaci, o to w jaki sposób powstają i czy mają w sobie głębsze znaczenie.
I oto jaką informacje uzyskałam (Trudi mówiąca i patrząca na mnie! Aaa! Zeszłam!): Otóż Trudi ma trzy sposoby na nadawanie imion swoim bohaterom. Pierwszy, to kiedy imię przychodzi jej do głowy samo. Drugi, to zniekształcenie imion znajomych, na przykład za pomocą dodania jednej litery. Trzeci to… walenie w klawiaturę i zobaczenie, co wyszło.

I oto przyszła wiekopomna chwila otrzymania od Trudi autografu! Z wielkim bananem na ariowym ryjku poniosłam do niej moją kochaną „Gildię magów”. Co powiedziałam Trudi, gdy stanęłam z nią twarzą w twarz? Nie powiem ^^ Inaczej, powiem prywatnie tym, którzy przeczytali całą Trylogię Czarnego Maga (zapraszam na maila albo LC). W każdym razie pokochałam ją jeszcze bardziej za to, co mi odpowiedziała.

Teraz uśmiecham się za każdym razem, kiedy o Trudi myślę. Z pewnością czytanie jej książek nabierze dla mnie jeszcze większego uroku. I już za nią tęsknię. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję spotkać się z nią jeszcze raz, bowiem jest to jedna z najbardziej wyjątkowych osób, jakie widziałam na własne oczy. 


15 komentarzy:

  1. Już się obawiałam, że nikt na blogach książkowych o tej wspaniałej wizycie nie napisze, ale jednak ! Przyznaję, że zazdroszczę Ci autografu, ale i gratuluję wytrwałości w oczekiwaniu na ten okaz ! Super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow gratuluję, też chciałabym spotkać któregoś z moich ulubionych autorów :) Ekscytacja byłaby pewnie nie mniejsza :)
    Ciekawa jestem bardzo tego pytania i mimo, że nie czytałam całej Trylogii, to jednak ładnie proszę o zdradzenie tajemnicy :D
    schinzel@buziaczek.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh zazdroszczę, zazdroszczę, chociaż za jej twórczością nie przepadam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że przytulałaś się do książek , a nie do Krzysia Ibisza. Strach pomyśleć, co by było gdyby tam się pojawili się np. Zafon, Marquez.............Murakami . :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jeszcze nic Trudi nie czytałam, ale z Twojego opisu jej skromnej osoby wynika, że jest bardzo wartościową kobietą. I zapewne pisze dobre książki. Zazdroszczę spotkania z jednym z ukochanych pisarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże jak ja Ci zazdroszczę!
    I cieszę się, że Trudi jest nie tylko wspaniałą autorką, ale i osobą :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jabłuszko19 maja, 2011

    Fajnie się czyta o tak wielkiej admiracji dla autora :) Gratuluję sympatycznego spotkania, które okazało się być spełnieniem czyichś marzeń :)Życzę kolejnych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha, pojęcia bladego nie mam o tej pisarce, ale wiem jedno, napisałaś świetną relację :D Baaardzo ekspresywną i dynamiczną, podoba mi się! :) Super,że udało Ci się spotkać pisarza, którego uwielbiasz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fakt, Szmimi ma szczęście :) Cieszmy się nim :) Szkoda, że ja nie mam szans poznać Waltera Moersa czy C.P.Estes - to moje dwa osobiste Mount Everesty. Niestety Walter żyje incognito, ukrywa swą prawdziwą tożsamość... Sam o sobie pisuje, że jest właśnie tym Królem Cieni ;) a Clarissa tak daleko, aż w Californii, no cóż :( Cieszę się twoim szczęściem, Wi - kiedy ma się takową pasję. Wiesz, odkryłam ostatnio kolejną oszałamiającą pisarkę, znaczy się oszałamiający umysł przed którym klękajcie narody X']
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaaa, Ty to robisz specjalnie, żebym przeczytała Trylogię jak najszybciej! A ja nie mogę na razie. W wakacje, dopiero w wakacje! Niech diabli wezmą moje studia! I mnie obudziłaś w tym środku nocy, a ja się słaniam na nogach od piątej rano! Ale uwielbiam Cię, wiesz? :D. Dzisiaj przed południem Murakiś ruszył w podróż powrotną do Ciebie :)) :*.

    OdpowiedzUsuń
  11. ale piękna relacja! :) tyle radości i szczęścia w niej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem AŻ TAKĄ ( ! :D ) wielbicielką twórczości pani Canavan jak Ty, ale też chciałam się z nią spotkać. Niestety tego dnia mieliśmy z moim chłopakiem mały wypadek i samochód do naprawy, w ogóle to był zły dzień.

    Ale na przykład gdyby przyjechał Murakami... koczowałabym pod danym miejsce od 6 rano :D i nie spałabym chyba tydzień z ogólnej podniety :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakże ja Ci ogromnie zazdroszczę! Kobieto, ja bym się mogła czołgać na kolanach do tej Warszawy (z Krakowa jestem), ale mi obowiązki wypadły i kurde nie dałam rady :(.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wi, niesamowita relacja ;D Jako świadek tamtego wydarzenia dodam, iż uzbierałyśmy z Mirandą osiem pełnych wiader śliny z buzi Wi, a Trudi miała czerwone rajstopy! Poza tym wypisz wymaluj - Sonea. Ach...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach, spotkać Urslę K. Le Guin albo Michelle Harrison (13 skarbów i zaklęć)! Albo Tolkiena (dlaczego on nie żyje, no jakim prawem?)

    OdpowiedzUsuń