piątek, 25 marca 2011

Księga bez tytułu - Anonim


Nie ma autora, nie ma tytułu, a jak przeczytasz, to zginiesz. Mijałam tę książkę w każdej księgarni i tylko patrzyłam na nią pobłażliwie. No proszę was, nie takie chwyty reklamowe ze mną. Okładka kusiła, ale nie samą okładką żyje czytelnik. A potem natknęłam się na audiobooka czytanego przez Artura Barcisa i nie umiałam się oprzeć jego głosowi.




Opowiastka na dobranoc głosi, że „Księga bez tytułu” pojawiła się w Internecie umieszczona przez anonimowego autora i w ciągu kilku dni została wirtualną legendą. Minęło kilka miesięcy i pod drzwiami jednego z amerykańskich wydawnictw została znaleziona wielka paczka, która zawierała rękopis bez tytułu i nazwiska autora.
Od tamtego wydarzenia minęło parę lat, a „Księga bez tytułu” została wydana w większości krajów świata, tylko tajemniczy pisarz nadal nie chce się ujawnić. Wszyscy czekają aż to zrobi, bowiem jego honorarium wynosi już ponad 1 000 000 dolarów.

Intrygujące, prawda? Chwyt reklamowy jest niezły, ale czy za tym wszystkim nie chowa się zwykły bubel? No właśnie nie…
Nie będę zdradzać wam treści, by nie zepsuć przyjemności delektowania się książką. Powiem tylko, że jeżeli lubicie westernowe klimaty, spodoba wam się. Ja osobiście tego nie znoszę, ale tą książką byłam zachwycona. I moim zdaniem, kiedy czegoś strasznie się nie lubi, a ktoś potrafi to oblec w taką formę, że człowiek zaczyna szalenie się tym zachwycać, to już jest to mistrzostwo.
Małe miasteczko, wielkie okrucieństwo, kunsztowne wątki fantastyczne, intryga, tajemnica… Kiedy czytałam tę książkę, wydawało mi się, że jest tu cały świat, a mimo to nie było miszmaszu. Wszystko zostało kunsztownie poukładane i miało swoje miejsce i logikę, a końcówka zaskoczyła tak, że człowiek zastanawiał się, jak ma na imię.

Musze przyznać, że naprawdę nie spodziewałam, że ta książka jest tak dobra. Nie pusta, lecz dająca do myślenia. Nie nudząca, a wstrząsająca całym naszym światem, estetycznym i niekiedy moralnym. Nie powielająca stereotypowe schematy, a zaskakująca zupełnie innym spojrzeniem na sprawę. Nie powierzchowna, a zmuszająca niekiedy do myślenia. Pełna odniesień do współczesnych filmów i książek, nie pozbawiona kpin z nich. Nieco krwawa. Choć w tym wypadku słowo „nieco” brzmi komicznie. Książka jest krwawa, ale mordować można i w ciekawy sposób.

Polecam odważnym, bo przecież…  "Ci, którzy przeczytają tę książkę, mogą nigdy więcej nie ujrzeć światła dziennego" – ostrzega Anonim.

38 komentarzy:

  1. Kupuję. Najwyżej będę musiał sushi bez łososia zjeść :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też ją już tyle razy mijałam a nigdy jakoś nie byłam do końca przekonana.
    Teraz jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kenaz, ale dla mnie z łososiem poproszę! :D No żebym musiała jeść sushi z samego ryżu przez to, że recenzje walnęłam? xD Do czego to doszło! :P

    Viconia, bo z niektórymi książkami tak już jest. Mija się, mija i bum! Miałam podobnie z Canavan ^^

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Viconia, co za ładny baldurowy nick :)

    No właśnie też mijałem tą ksiażke "i tylko patrzyłam na nią pobłażliwie." błąd.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aria, ja właśnie często tak mam :) Ale to dlatego, że jak się wszyscy czymś zachwycają to mi się tego odechciewa ;] Dopiero potem się przekonuję jak już nikt o tym nie pamięta ;]
    A z tą książką to nawet nie, że patrzyłam tylko na nią, czasami siedziałam w pracy, brałam ją z półki, i tak sobie czytałam tu fragment, tam fragment. I nie wiem czemu nadal jej nie czytałam ;D

    Kenaz, hah jesteś pierwszą osobą, która wie skąd mój nick ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Aria.
    Ryżu daje mało. Nawrzucam warzyw. poza tym imbir marynowany w większej ilości i można zjeść! :D Uwielbiam ten imbir.

    Canavan Trylogia Czarnego Maga mi sie podobała, ale reszta wieje nudą (oprócz pierwszych dwóch tomów Ery Pięciorga). Do tej pory jak widzę w księgarni Misje Ambasadora to czuje niechęć do autorki, za to, że mnie tak zawiodła kontynuacją Czarnego Maga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kenaz! Imbir! Marynowany! Też kocham :D To ja podwójną porcję imbiru poproszę :P

    Gildia magów chodziła za mną wszędzie, wręcz mnie prześladowała, a kiedy już w końcu mnie dorwała, nie potrafiłam się oderwać. Szczególnie od trzeciego tomu.
    A "Uczennicę maga" czytałeś? Bo czeka na mnie :) Albo opowiadanka Canavan, które zostały niedawno wydane, są całkiem niezłe :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie ma pod wydziałem, cały duży słoik mam :) Częstuj się!

    Uczennicę maga czytałem, byłem wtedy pochłonięty przez ten świat i łyknąłem ją z przyjemnością w kilka dni, mimo objętości. Ale jest gorsza od Trylogii. Opowiadań nie czytałem niestety. Musze nadrobić, bo tylko tej pozycji Canavan nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Viconia, romansowało się z Viconią to się wie xD Jedna z najciekawszych postaci. Obok Edwina i Korgana (jak to jest, że najciekawsze postacie są złe?!).
    A Baldury wszystkie przechodziłem kilkanaście razy z uporem maniaka. I tylko żal, że teraz już się takich RPGów nie robi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja siostra się z Tobą w pełni zgadza :) Baldur to jej ulubiona gra

    OdpowiedzUsuń
  11. Kenaz, no tak, jak nie ma Akkarina, to już nic nie ma sensu. Epicka postać, przez którą miałam doła jakieś dwa tygodnie.
    A opowiadanka Canavan polecam, niektóre są zaskakujące, naprawdę :) Choć Trylogia Czarnego Maga i tak jest o wiele lepsza. Ale! Jest tam jedno opowiadanko ze światu trylogii :)

    To ja zabieram słoik i sobie idę, dzięki :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie też przyciągnął najbardziej Artur Barciś :) Słuchanie jeszcze przede mną. Jeśli ta książka jest rzeczywiście dobra, to mam wrażenie, że ta przesadnie udziwniona nachalna promocja ją skrzywdziła, bo wielu czytelników ominęło ją jako potencjalny bubel "dla mas".

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście tak dobra? Już druga osoba mi ją poleca. Tylko jakoś w mojej bibliotece brak... Ale jak kiedyś znajdę, sprawdzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lilybeth, niestety. Nieco im z tą reklamą nie wyszło. A może to wszystko prawda? Hm? ^^

    Basiu, jest dobra. W swojej oryginalności i poniekąd brutalności.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Aria, Sonea też już nie jest tą Soneą którą tak polubiłem. Jest za to jej syn - nudziarz. Ogólnie brak barwnych postaci jest największą wadą tej książki. Raczej nie sięgne po kolejne tomy (chyba że ktoś mi sprezentuje albo pożyczy).
    A co do Ery Pięciąrga jedyną zaletą są fajne postaci Dzikich i rasa Skilje (czy jak mi tam, takie mikrusy ze skrzdłami).
    No ale nie zniechęcam dłużej, bo może akurat Tobie się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  16. Też ją czesto mijam. Widzę przez szybę i odrzuca mnie właśnie chwyt marketingowy. Podziałało na ludzi na całym świecie, ale ja nie lubię być manipulowana ;)
    Mooooooooooooooże kiedyś. Nieważne ile tracę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie słyszałam o niej, ale po przeczytaniu tej recenzji czuje się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kenaz, ja Sonei nie trawiłam. Była dla mnie zbyt powierzchowna. Kochałam natomiast Rothena. Dannyla lubiłam tylko w połączeniu z wyżej wymienionym. Bo kiedy wyjechał i był już sam, wcale nie przedstawiał się tak interesująco, a i Rothen na tym rozstaniu ucierpiał. Ach, no i syna Rothena bardzo lubiłam. Świetna postać.
    Rzecz jasna Akkarin był na pierwszym miejscu przed wszystkimi :)

    Erę Pięciorga na pewno przeczytam, tylko nie wiem kiedy, za dużo stosów.

    Nie zniechęcasz, spokojnie ^^ Trudi kocham, więc tak czy inaczej po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Przyjemnostki, spokojnie, na wszystko swój czas. Do wszystkiego trzeba dojrzeć :)

    Vanilla, ciesze się, że usłyszałaś i zachęciła się :D

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Pamiętam, jak reklamowali tę książkę. Już wtedy chciałam ją przeczytać ^^. Ale nie znałam tej opowiastki. I teraz chcę jeszcze bardziej!

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozumiem, że dobrze spełniam obowiązki Twojego prywatnego kusiciela książkowego? :P

    OdpowiedzUsuń
  22. Niee, właśnie dzisiaj mi tylko przypomniałaś o czymś, co i tak chciałam przeczytać ;P.

    OdpowiedzUsuń
  23. I see :P Muszę się poprawić :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Też nienawidzę westernów ,ale skoro mówisz ,że też ich nie lubisz a książka ci się spodobała , bardzo chętnie po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dm, byłam strasznie zaskoczona, że mi się westernowe coś spodobało. Ale są tam wampiry i są świetnie opisani :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Aria,
    Rothen i Dannyl rzeczywiście świetne postacie. Ale ja tam Soneę lubiłem (i bardzo mi przypominała taką pewną fajną znajomą) w przeciwieństwie do głownej bohaterki Ery.
    Jak Trudi kochasz, to polubisz pewnie wszystko jak leci :) Mnie aż tak Trylogia Czarnego Magia nie zachwyciła, najmniej podobała mi się sama ta idea wyższej magii, która totalnie deklasowała wszystkich "normalnych". Ale dałem sie pochłonąć całkowicie i świetnie się bawiłem (kilka dni wyjętych z życia), chciałbym mieć Trylogię na półce, jakoś sprawia mi przyjemność sam fakt posiadania. I dla potomków byłoby :P

    Ale ja tu już offtopu może nie będę robił :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Za mną ta trylogia chodziła jak zombie parę lat, a gdy wreszcie uległam, ciężko było się oderwać. A potem ciężko było żyć ze świadomością, że już się Czarnego Maga przeczytało. Po Trudi musiałam niemal psychicznie odpoczywać, tak bardzo tęskniłam za jej światem ^^

    Jaki offtop? Gdzie? :P O książkach mówimy? O książkach. No! :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja tez miałam ochotę kupić tę książkę, no ale obawiałam się, że będzie kiepska, a to co interesujące to tylko reklama i chwyty promocyjne. Skoro jednak chwalisz to czas się za nią rozejrzeć :) Okładka jest naprawdę urzekająca :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Aria, to ja tak z Potterem miałem. Ale to też dużo sentymentu (miałem 12 lat jak zacząłem śledzić tą serie) pierwsze dwie części pochłoneły mnie bez reszty i czytałem kilka razy w oczekiwaniu na tom 3, a potem 4.. i tak zniecierpliwiony nawet na tom 7 czekałem i zakupiłem o północy, zarywając noc wchłonąłem do wieczora dnia następnego :) Teraz mi już tego brakuje, filmy są słabe (szczególnie reżyserii Yatesa czyli od 5 części), Rowling pewnie nigdy już nic nie napisze :(
    Canavan chociaż płodna jest, mimo że wg mnie z książki na książke jest coraz gorsza (czytałem w kolejności jak sie wszystko pojawiało, oprócz Szeptów).

    OdpowiedzUsuń
  30. Dosia, masz rację, okładka jest niesamowita. Dla samej okładki warto mieć takie cudo w domu. A jest i kolejna część "Oko księżyca" i też ma świetną okładkę ^^ Kusi :P

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kenaz, ja do Pottera podchodzę sceptycznie. Przeczytałam wszystkie siedem części i trochę nie rozumiem tego ogólnego szału. Szału na Meyer też nie rozumiem.
    W Potterze pierwsze trzy części były jeszcze całkiem, całkiem, dalej... Czytało się, bo się czytało. Ale to moje osobiste zdanie. Świat tak pokochał te książki, że teraz można czasem oberwać za ich krytykowanie :P

    Przy Trudi ciężko mi powiedzieć, czy jest gorsza czy lepsza. Ale muszę tu zaznaczyć, że w Trylogii Czarnego Maga każdy kolejny tom był lepszy. Tak naprawdę czyta się "Gildię..." i "Nowicjuszkę" po to, by przeczytać "Wielkiego Mistrza", bo część ostatnia jest niesamowita.
    A wiesz, że mam na blogu te wszystkie części zrecenzowane? ;>

    OdpowiedzUsuń
  32. Aria, jeszcze nie miałem okazji przejrzeć wszystkich Twoich recenzji. Zmierzch (i film Zaćmienie) zrecenzowałaś świetnie :D I zgadzam się w całej rozciągłości. Ale nie lubię jak w jednym akapicie jest i o Potterze i Zmierzchu, chyba że tak, jak to ujął (bardzo trafnie) Stephen King (tak nawiasem mówiąc, uwielbiam go za Mroczną Wieżę) :D

    Jak zaczynałem przygode z Potterem, to żadnego "szału na Pottera" nie było :) Jakoś rozkręciło się wraz z premierą 1 części filmu i po opinii kościoła na ten temat.
    Z Trylogią rację masz. Wielki Mistrz był najlepszy, tym bardziej boli fakt, że Misja Ambasadora jest tak słaba (ale możne znowu będzie z tomu na tom lepiej).

    OdpowiedzUsuń
  33. Kenaz, dziękuję ^^ Starałam się :D
    Potter i Zmierzch u mnie są w jednym akapicie, ponieważ są to książki czytane przez wszystkich, przez ogromne masy. Zwykle, kiedy pojawia się taki tytan na rynku księgarskim, sięgam po niego i próbuję zrozumieć jego fenomen. Niestety nie zawsze rozumiem 'czemu' to jest takie popularne.

    Kinga nie czytuję :) Kiedyś dorwałam "Rok wilkołaka", przeczytałam w jeden wieczór i jakoś tak... Nie ciągnie mnie do tego pisarza. Chyba, że polecisz mi coś z jego twórczości bardzo bardzo dobrego :)

    Misji Ambasadora jeszcze nie czytałam. Czytam, tak samo jak ty, chronologicznie, tak jak Trudi pisze. Tylko "Szepty..." się wybiły :)
    Ta pisarka pisze w taki sposób, że czytając ją wpadam w bardzo dziwny stan. Tak dziwny, że czuję niemal fizyczny ból, kiedy kończy się jej książka. I nie, jej książki nie są wielką literaturą, z pewnością nie. Jest dużo niedociągnięć, lania wody. Słowem są wady. Ale mam czasami wrażenie, że między mną i Trudi jest pewne pokrewieństwo dusz.
    Może kiedyś ją poznam, przetłumaczę moja książkę na angielski i jej wcisnę :P I zobaczymy, co ona na to xD

    OdpowiedzUsuń
  34. to ja odpisze już na priv :)

    OdpowiedzUsuń
  35. wstyd, wstyd, wstyd, wstyd! Ja o niej jeszcze nie słyszałam! Ale przeczytam, choćby z powodu tego chwytu reklamowego, bo jest on doprawdy bardzo ciekawy!

    OdpowiedzUsuń
  36. bardzo bardzo podobała mi się ta książka i cały czas szukam drugiego tomu "Oko jelenia" bodajże... No ale jak już wejdę do księgarni to tyle innych się uśmiecha.... No nic zacznę znowu się nią interesować ;]

    OdpowiedzUsuń
  37. polecam bardzo fajna ksiazka a drugi tom to 'Oko Ksiezyca' :-) ale pierwsza zdecydowanie lepsza

    OdpowiedzUsuń
  38. Anonimowy30 maja, 2012

    zaj***sta książka, polecam... ;)

    OdpowiedzUsuń