wtorek, 22 lutego 2011

Jak zostać królem [2011]



Zacznijmy od tego, że kocham dworską etykietę, opanowanie i ludzi, którzy umieją się godnie zachować w każdej sytuacji. Dodajcie do tego Anglię i zrozumiecie, że na ten film szlam z wielce ucieszoną minką. I z takową wyszłam. Co nie znaczy, że nie ma się do czego przyczepić. Jest do czego, ale to później.
„To diabelskie urządzenie wszystko zmieni. Dawniej król musiał jedynie wyglądać dobrze w mundurze i trzymać się prosto w siodle. Dziś wchodzimy ludziom do domów i spoufalamy się z nimi. Nasza rodzina została sprowadzona do najpodlejszej profesji świata. Zostaliśmy aktorami!”
(Słowa króla Jerzego V z filmu „Jak zostać królem”)

Film „Jak zostać królem” (‘King’s Speech’) opowiada, jak sama nazwa wskazuje, o zawodzie króla. A kto by nie chciał być królem? Luksusy, zaszczyty, sława, ach! Niestety, bycie królem to także masa obowiązków, reguł, granic, których nie wolno przekraczać, oraz multum występów publicznych… A film pokazuje czasy, gdy radio powoli wkracza w życie codzienne Brytyjczyków. I, zdawałoby się, nic w tym przerażającego. Ot, mikrofony… Czy to takie trudne przeczytać tekst z kartki do tego nowoczesnego urządzenia?
Owszem, trudne. Trudne, kiedy się ma problemy z mówieniem. Książę Albert ma takowe, jąka się od piątego roku życia. I owa przypadłość nasila się, gdy sytuacja staje się stresująca. A jak wiemy, występy publiczne do takich należą.
Jak ma rządzić krajem prawie niemy król? Nie musi, przecież Albert jest księciem, do tego to jego starszy brat jest pierwszy w kolejce na tron. Jednak nie zawsze w życiu wszystko dzieje się tak, jakbyśmy tego chcieli. A kiedy książę Albert zostaje królem Jerzym VI, kraj potrzebuje jego głosu. Silnego i podtrzymującego na duchu, ponieważ nadchodzi wojna i Hitler. Nie ma miejsca na jąkanie się.


Gra aktorska! Cudowna! Przewyśmienita! Jąkający się Colin Firth. Wstydzący się swojego jąkania Colin Firth. Zachowujący się jak niedojrzały chłopak, Colin Firth. Bo książę wydaje się wciąż być dzieckiem, choć ma ponad 40stkę. Boi się swoich królewskich obowiązków, koncentruje swoje istnienie wokół jąkania się i drży jak osika na wietrze. Książę Albercie, czy jesteś aby całkowicie pewny, że jąkanie się jest tu największym problemem?
Pan Geoffrey Rush, grający Lionela Logue’a, logopedę księcia, porywa. Naprawdę. Jego gra i niekonwencjonalne metody logopedyczne sprawiają, że ma się ochotę zacząć jąkać tylko po to, by przyjść do niego na terapię. Piękne jest to, że aktorzy nie zniewalają urodą, rozchełstaną koszulą czy białośnieżnym uśmiechem. Zjednują do siebie kunsztowną grą aktorską i charakterami przestawianych postaci.
Helena Carter, młoda królowa Elżbieta, pięknie pokazała miłość do męża. Niezwykle wierna żona, stojąca zawsze w cieniu swojego męża, oddychająca miłością do niego, jego życiem, jego każdym krokiem. Bo ile w tej historii było samej żony? Nic, a nic. Czy wiedzieliśmy, co czuje? Wiedzieliśmy na pewno, że szuka logopedy dla męża, że zgadza się z każdym słowem swojego kochanego Alberta, że martwi się o niego i wspiera go. Że płaczę z przejęcia, gdy król Jerzy VI czyta swoje przemówienie. Niesamowita postać.  


Film jest piękny. Dokładnie tak. Ciężko oderwać spojrzenie od ujęć, szczególnie od scen w gabinecie logopedy. Na tle ciekawie pomalowanej ściany aktorzy wyglądają tak kunsztownie, że miałam ochotę wyjąć aparat i zacząć robić im zdjęcia.
Wszystko na ekranie sprawie wrażenie ciepła i przytulności. Mimo, że idzie wojna, a my wiemy, co wojna przyniesie Anglii, film nie zmusza widza do refleksji nad tym, odwraca uwagę na coś zupełnie innego. I tu muszę się czepnąć.
Przez cały film skupiamy się na jąkającym Albercie, na powodach jego jąkania i na sposobach wyleczenia go z tego. Kij z tym, że idzie wojna i zginą ludzi. Przecież trzeba będzie czytać więcej przemówień przez tę wojnę, o zgrozo! Kij z tym, że Albertowi umiera ojciec. Przecież umarł król, a brat jest nieodpowiedzialny, więc to książę będzie musiał częściej występować publicznie! I ostatnie… Kij z tym, że król właśnie czyta pierwsze przemówienie wojenne… Ogłasza wojnę! Wojnę! A wojna to śmierć, to mord, to cierpienie, zniszczenie, koniec! Kij z tym. Bo my tu się martwimy, że się zająkniemy. I jak się dziko król cieszy, kiedy udaje mu się wszystko ładnie wygłosić… Nie chce mi się wierzyć, że prawdziwy Jerzy VI cieszył się i radował zaraz po tym, jak ogłosił wojnę. Żaden król nie może się cieszyć po czymś takim, bo ma świadomość, że jego naród jest zagrożony. A my, ludzie współcześni, wiemy doskonale, co spotkało Anglię podczas wojny.


Poza tym „małym” szczegółem film jest naprawdę znakomity. Porywa i pokazuje walkę człowieka z samym sobą. Kiedy na pierwszym miejscu jest „muszę”, a nie „chcę”. Bo są takie sytuacje w naszym życiu, kiedy nie możemy uciec od przeznaczenia. Kiedy los jest od nas silniejszy. I jakże wielką satysfakcję odczuwa ten, kto wygrywa z owym losem.


19 komentarzy:

  1. Podoba mi się ta recenzja :) Łatwo się ją czyta, jest miła wizualnie że tak powiem, a film jest do obejrzenia i to konieczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękować ^^ A film koniecznie, wręcz obowiązkowo. Jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam jakiś czas temu i urzekł mnie jego klimat oraz gra aktorska :)
    Recenzja bardzo zachęcająca, więc pewnie zachęcisz, tych co jeszcze nie widzieli tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki mam właśnie zamiar :D Bo film naprawdę warto zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, już się nie mogę doczekać tego filmu, bo KOCHAM Firtha! (to chyba jeszcze miłość z czasów Darcy'ego ;p).

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam :) i podpisuję się pod każdym Twoim słowem. Świetny film, wyśmienita gra aktorska. Najbardziej urzekł mnie Geoffrey Rush. Ostatnio widziałam go także w "Piratach z Karaibów" i muszę przyznać, że jest genialny.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli obstajesz za tym, że film zasłużył na wszystkie nominacje do Oscara? Obejrzę go, gdy już wyjdzie na DVD. Zachęcasz, moja droga, zachęcasz. Na szczęście filmy zajmują mniej czasu niż książki :D. Teraz całe popołudnie będę myśleć o jąkaniu... Myślisz, że to można podciągnąć pod fonetykę?

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam aż BUM na ten film trochę przeminie, ale obejrzę na pewno, bo zawsze przed Oscarami uzupełniam filmowe braki ;)
    Jak zawsze piękny tekst Ario, w tym nas rozpieszczasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Będąc również miłośniczką angielskich tradycji, monarchii, etykiety film trafił w głąb mego serca. Wspomniałabym jeszcze o kolejnym mankamencie (bynajmniej mnie rażącym) czyli nietrafnie przetłumaczony tytuł. "Mowa Króla" podobalaby mi się znacznie bardziej, anizeli "Jak zostać królem", ale to się często zdarza tłumaczom zagranicznych produkcji...

    OdpowiedzUsuń
  10. Niedawno zdobyłam ten film i już czeka na obejrzenie po twojej świetnej recenzji widzę ,że warto ;)

    PS. dodaje cie do linkow u siebie ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Film jest niesamowity, a Twoja recenzja bardzo ciekawa:) A mnie najbardziej wkurza, polska zajawka, która ukazuje ten film jako przygłupawą komedię. A przeciez nie ma nic bardziej mylnego,bo pomimo tego, że jest parę zabawnych momentów to jednak jest to bardziej dramat niż komedia. No i do tego jeszcze tytu który się kojarzy z tymi wszystkimi innym komediami typu: "Jak ugryźć 10 milionów" itd. Na temat idiotycznego tłumaczenia tytułów przez dystrybutorów można by napisać pracę doktorską:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Film, który na pewno obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten "szczegół" też mnie wytrącił z odbioru filmu, no ale takie prawo twórców...
    Świetna obsada - dzięki tym aktorom film ogląda się wspaniale. Tak, jest piękny, zgadzam się z Tobą xD

    OdpowiedzUsuń
  14. Ed, Firth wymiata, bez dwóch zdań :D

    Agatoris, Rush urzekł również i mnie. Wszyscy mnie urzekli. I strasznie się cieszę, że ten film otrzymał Oscara :D

    Alino, taaak! Obstaję :D Jąkanie = fonetyka - tako rzecze Aria :P

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyjemnostki, i jak? Objerzane? Spodobało się? ;> :D

    Kasiu,ja również uważam, że tytułu nie powinni zmienić. Ale może w ten sposób chcieli więcej ludzi przyciągnąć?

    Dm1994, i jak? Spodobał się film? :)

    Pozdrowionka ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Tusieńko, właśnie! Zrobili z tego komedię, a przecież to bardzo poważny i głęboki film! Aż mi jadu brakuje! Apfff!

    Skarletko, koniecznie :)

    Owarinai, powiem Ci, że posłuchałam zdania innych ludzi na temat tego szczegółu, o tym, że władza zawsze przejmowała się tylko sobą. Coś w tym jest...

    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cieszę się, że napisałaś o przemówieniu końcowym, bo jakoś nikt nie zwraca na to uwagi, a przecież to co najmniej dziwne, że król i poddani wiwatują po słowach o wojnie.
    Mimo to warto obejrzeć "Jak zostać królem?" (Kolejne strasznie dziwne tłumaczenie tytułu z angielskiego na polski). Uwielbiam Colina :)
    Moim ulubionym momentem filmu jest ten, na który mało kto zwraca uwagę - kilka sekund, w trakcie których król poznaje żonę Lionela - gra ją aktorka (Ehle), która grała z Colinem w adaptacji Dumy i uprzedzenia z 1995 roku ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Giffins, moment, kiedy żony się poznają, jest świetny. Doskonale wyważony. Mi też bardzo się podobał :)
    A przemówienie końcowe i reakcja na nie zdziwiła mnie strasznie, mam nadzieję, że w rzeczywistości tak to nie wyglądało.

    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń