sobota, 31 grudnia 2011

1Q84 (tom 3) – Haruki Murakami

Recenzje poprzednich części:
Życie jest jedynie rezultatem serii irracjonalnych, a czasami całkowicie przypadkowych wydarzeń.”*

Zapraszam do 508 stron, gdzie panują dwa księżyce, japońskie powietrze, pytania i Haruki Murakami. To już ostatni tom trylogii „1Q84” i w tym momencie powstaje pytanie – dlaczego zawsze to, co dobre, musi się kiedyś skończyć? Uważam tę trylogię za najlepsze książki Murakamiego i gdy ktoś, kto tego autora jeszcze nie czytał, pyta mnie o radę od czego zacząć, z ręką na sercu polecam „1Q84”.

1Q84”, tytuł nawiązujący do dzieła Orwella „Rok 1984”, sam w sobie daje nam do myślenia, gdy patrzymy na tę pozycję na półce księgarni. Wystarczy wyciągnąć po nią rękę, zadając pytanie, co kryje w sobie ten tajemniczy tytuł. Będzie to pierwsze pytanie, a tuż za nim posypią się kolejne, a wraz z każdą przeczytaną stroną powstaną nowe.
Zdawałoby się, że w trzecim tomie Murakami odpowie nam na wszystkie te pytania. Zdawałoby się. Szanowny Pan Haruki nie należy do pisarzy, którzy podają czytelnikowi wszystko na talerzu. On mówi symbolami, metaforami, niedopowiedzeniami i tytułami innych dzieł sztuki. Taki jest właśnie Murakami – pisze dla naszej podświadomości.

niedziela, 25 grudnia 2011

Bezgrzeszna – Gail Carriger



Po kilku miesiącach oczekiwania (pełnego niecierpliwości i wiązanek niecenzuralnych pod adresem hrabi Maccona związanych z zakończeniem „Bezzmiennej”) „Bezgrzeszna” w końcu dotarła do moich czcigodnych rąk i… momentalnie wylądowała przy książkach oczekujących na mnie, czemu towarzyszyło moje fochnięte tupnięcie nóżką, zadarty nosek i myśl: „teraz to ty na mnie poczekasz”.

A skoro obie poczekałyśmy wystarczająco jedna na drugą, gniewy i fochy zatarły się przez czas, postanowiłyśmy wraz z „Bezgrzeszną” zawiesić wojennie szpikulce parasolek i wypić razem herbatkę w atmosferze tandetnie błyszczącej w sklepach handlowych miłości oraz radości świątecznej zawartej w waniliowo-mdłych śnieżynkach oraz do bólu optymistycznych wyć kolędowych. I cóż z tego wynikło? Rzecz jasna, recenzja w samo Boże Narodzenie. Wesołych i biedronkowych, Kochani!

Maccon jak to Maccon, jest wilkołakiem porywistym i rozwrzeszczanym, jednak czasami potrafi ruszyć głową i w pewnych okolicznościach (pozbawionych formaliny i innych środków wprawiających w stan alkoholowego odurzenia - wyobrażacie sobie pijanego wilkołaka?) dojść do dość oczywistych wniosków.

środa, 21 grudnia 2011

Juniper Berry i tajemnicze drzewo – M. P. Kozlowsky


Kocham drzewa. Stawiam je na równym poziomie wraz ze zwierzętami, a może i ciut wyżej. Tuż za ludźmi. Bo w drzewach jest więcej ludzkich cech niż w psie merdającym ogonem. Dla ludzi są przykładem. Można by od ich uczyć się stałości. Są żywe. Nie wierzycie? Idźcie do lasu i przytulcie drzewo. Poczujecie jak bije jego serce.

Juniper Berry nie wyczuła w tajemniczym drzewie żadnego bicia serca. Było ono najbrzydszym drzewem z całego lasu i tylko prosiło się o ścięcie. Dimitri, pracujący u rodziców dziewczynki, pewnego razu chciał je ściąć, ale niestety ojciec Juniper surowo mu tego zabronił. Czemu? Co jest takiego niezwykłego w starym, brzydkim drzewie? Zapytajcie kruka, który przesiaduje na jego gałęziach…

I znów mam zamiar śpiewać hymny pochwalne na cześć Espritu. Kochane wydawnictwo! Cenię je za to, co wydają. A wydają prawdziwe wartości. Ich książki można brać w ciemno, nieważne, o czym są, wystarczy, że jest na nich znaczek wydawnictwa Esprit – to stuprocentowa gwarancja tego, iż jest to dobra literatura. Przekonałam się o tym nie raz i jeszcze nigdy się nie zawiodłam.

sobota, 17 grudnia 2011

Lodowy smok – George R. R. Martin


Kiedy byłam mała, często czytano mi „Królową Śniegu”. Mimo zimy tam opisywanej, ta bajka niosła ze sobą niezwykłe ciepło, śnieg i mróz były tylko pretekstem, by podkreślić domowe ciepło i ciepło ludzkich serc.
Dorosłam. I mimo iż nie znoszę zimy, ciągnie mnie do takich lodowych opowieści. Paradoksalnie szukam w nich ciepła. W „Lodowym smoku” go nie znalazłam.

„Lodowy smok” to opowiadanie G. G. Martina, które doczekało się oddzielnego wydania, wzbogaconego przepięknymi ilustracjami. Strzał w dziesiątkę na półce dla dzieci i młodzieży.

Cieniutka książka, opowiadająca o dziewczynce, która urodziła się w ogromne mrozy, tak ogromne, iż powiadano, że Adara jest dzieckiem zimy. I naprawdę ona nim jest. Jej skóra jest niezwykle chłodna, a sama dziewczynka przez cały rok z wytęsknieniem czeka na zimę i nie boi się mrozu oraz… lodowego smoka, który w pozostałych mieszkańcach wioski wzbudza przeraźliwy lęk.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Saga o Ludziach Lodu – Polowanie na czarownice (tom 2) – Margit Sandemo


Dzień dobry! Nazywam się Aria i jestem ofiarą Sagi Ludzi Lodu. Taaaak, dobrze się czyta te książeczki, dobrze, szybko i łatwo.

Gdy czytelnik już zna bohaterów z pierwszego tomu, książka porywa od razu. I nie pozostaje nam nic innego jak tylko obserwować, jak dorastają cudze dzieci.

I cóż tam u nich się dzieje? A dzieje się, moi Drodzy, dużo, bo inaczej nikt by nie czytał tych książek z zapartym tchem. Raz na wozie, raz pod wozem Silje i Tengel wciąż są w sobie zakochani (doprawdy, aż czasami za słodko), ich dzieci rosną i zadają coraz więcej pytań. A Hanna ma coraz więcej odpowiedzi, tylko czy ktoś chce ją wysłuchać? A chce. Kto? Nie powiem!

Najbardziej oczywiście intryguje Sol – niezłe z niej ziółko. Ciekawie mi się czytało o moim całkowitym przeciwieństwie. Tak, dokładnie tak. Zwykle czytając książki, szukałam podobieństw między mną a literackimi bohaterami. A przy „Polowaniu na czarownice” po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że czytam o swoim skrajnym przeciwieństwie. Każda decyzja podejmowana przez Sol, u mnie wyglądała by zupełnie na opak. Ot takie ciekawe spostrzeżenie psychologiczne.

niedziela, 27 listopada 2011

Rok 1984 – George Orwell

...historia moich myśli, nie poglądów.


O czym opowiada ten tytuł mówić nie muszę, bo o tym wie każdy. „Rok 1984” to książka, którą po prostu wypada znać. Ciężka książka, trudna i poruszająca.
Dla mnie przeczytanie tej książki nie było zwykłym wieczorem z lekturą, to był kawałek życia, kiedy żyłam intensywniej, z większym bólem, z rozsypującymi się myślami, ze strachem i brakiem nadziei, z przerażeniem, z próbą zrozumienia i z brakiem marzeń. Nie przeczytałam „Roku 1984”, ja go przeżyłam, każdą jego stronę. Dlatego ta recenzja będzie inna, nie będzie recenzją. Ona będzie opowieścią o tym, jak szybko bije ludzkie serce, gdy umysł czyta opowieść Orwella. I czy w ogóle jest ono zdolne bić.

piątek, 25 listopada 2011

Sherlockista – Graham Moore

"To robią pisarze, prawda? Nazywają to, co wymaga nazwania, przywołują to, co było niedopowiedziane.”


Kto nie zna Sherlocka Holmesa? Przecież to już nie tylko postać literacka, to bohater, który majaczy na granicy fikcji i realności, bo dla wielu czytelników i pasjonatów Sherlock był postacią prawdziwą.
Graham Moore, młody, 28letni amerykański pisarz, zadebiutował powieścią „Sherlockista”, gdzie opowiedział czytelnikowi dwie historie, łączącym punktem których był Sherl… och, nie. Conan Doyle!

niedziela, 13 listopada 2011

Pismo Leonarda – Dina Rubina


Pismo Leonarda to inaczej pismo lustrzane, litery pisane od tyłu, od prawej do lewej. Odczytać je można tylko za pomocą lustra. Swoją nazwę owe pismo zdobyło dzięki Leonardo da Vinci, który w taki sposób zaszyfrował część swoich prac.
Jednak to nie jego geniusz pomógł mu opanować lustrzane pismo. Otóż Da Vinci był leworęczny, a owa sztuka jest często konsekwencją tej przypadłości.

Wyobraźcie sobie, że jesteście po trzydziestce, tworzycie szczęśliwą parę ze swoim mężem, jednak dzieci nie macie. Pewnego dnia zadzwoni do was jakaś daleka mężowa krewna i powie, że w jego rodzinie ktoś zmarł i zostawił po sobie małą dziewczynkę. Weźmiecie dziecko do siebie?
Masza odmówiła. Jednak po kilku niespokojnych dniach, w ciągu których wciąż myślała o dziewczynce, zadzwoniła do krewnej. Na jej chęć zaopiekowania się dzieckiem, usłyszała: „Nie weźmiesz jej. Wystraszysz się”.

O czym jest ta książka? Wydaje mi się barbarzyństwem jakiekolwiek wspomnienie o jej treści, gdyż sama odkrywałam ją nie wiedząc o fabule absolutnie nic. Pismo Leonarda, a zatem leworęczność – ot wszystko, co przyszło mi do głowy.
Zabrałam się za tę książkę, bo chciałam poznać Dinę Rubinę, jedną z najbardziej znanych pisarek współczesnej literatury rosyjskiej. Sięgałam po autora, nie po książkę, a znalazłam głębię, magię i masę pytań. Tylko gdzie są odpowiedzi?

niedziela, 16 października 2011

Jak zostać pisarzem – Urszula Glensk, Marcin Hamkało, Karol Maliszewski, Leszek Pułka, Paweł Urbaniak, Andrzej Zawada

Każdy z nas z pewnością choć raz zastanawiał się jak zostać pisarzem, albo kim są ci tajemniczy ludzie, którzy tworzą książki. Niejeden będąc nastolatkiem pisał pamiętniki lub wiersze, czasem do szuflady, a czasem dla kolegów. Ja zaczęłam od wierszy, gdy miałam dziesięć lat, potem były pamiętniki, a teraz są opowiadania i książki, póki co dla znajomych i bliskich. Czas pokaże, czy będzie z tego coś więcej.
Właśnie dlatego, że sama piszę i podchodzę to tego bardzo poważnie, pozycja „Jak zostać pisarzem” wydana przez Bukowy Las wydała mi się niezwykle ciekawa i kusząca. Bo czy jedna książka może uczynić z kogoś pisarza? Z tym pytaniem zasiadłam do lektury.

Zacznijmy od powierzchni. Po raz kolejny przekonałam się, że Bukowy Las pięknie wydaje książki. Projekt i sposób wykonania okładki, trwałość książki, papier – wszystko to składa się na całość, którą przyjemnie trzyma się w dłoniach, chłonie się jej zapach, a to sprawia, że czytania jest jeszcze większą ucztą.

sobota, 15 października 2011

Wilken. Cyrk Półmroku - Di Toft

„Wilken. Cyrk Półmroku”  pod tą tajemniczą nazwą skrywa się druga część cyklu Wilken (pierwsza część - Bracia Krwi), opowiadającym nie o wilkołaku, a o wilku, który zmienia się w człowieka, i o wielu innych ciekawych postaciach.
W tej części Nat wraca wraz ze swoją matką do Francji, by przyłączyć się do ojca i dziadka, którzy… prowadzą wędrowny cyrk. Cyrk niezwykły i jedyny w swoim rodzaju, bowiem nie pracuje tu żadne zwierze, ale i ludzie trafiają się tu nader rzadko…

Nie ocenia się książki po okładce, ale ja pozwolę sobie zacząć właśnie od tego. Gdyby każde wydawnictwo wkładało tyle pracy w wydanie książki, co Bukowy Las, mielibyśmy w księgarni nie tylko pożywienie dla duszy, ale i dzieła sztuki. Wilkena przyjemnie bierze się do ręki, gdyż trójwymiarowa okładka sprawia niezłą radochę każdemu czytelnikowi.

„Wilken. Cyrk Półmroku" według mnie to kolejna świetna pozycja dla młodzieży. Wartości takie, jak przyjaźń, lojalność wobec bliskich i samego siebie, spotyka się niemal na każdej stronie. Di Toft delikatnie porusza problemy inności i dyskryminacji, pokazując, jak wielki skarb kryje się w każdym, kto różni się od reszty, oraz to, jak łatwo złamać kogoś, kto sprawia wrażenie dziarskiego i silnego. Do tego książka wciąż zaskakuje, prowadząc akcję szybko i wartko. 

poniedziałek, 10 października 2011

Księga cmentarna – Neil Gaiman

„Dusze naszych poległych chronią nas cały czas,
 Roztaczają opiekę w potrzebie.”
(Włodzimierz Wysocki)

Kto z was nie zna „Księgi dżungli” Kiplinga? Historia o chłopcu wychowanym przez wilki już dawno stała się częścią kultury i udowodniła, że wystarczy kochać, by odnaleźć rodzinę nawet w samym sercu tropikalnego lasu. Czy tylko tam?

Otóż Gaiman postanowił udowodnić, że dom można odnaleźć w miejscu, które zwykle przeraża żywych ludzi, i opowiedział historię chłopca, który wychował się na cmentarzu. Podobno pomysł na napisanie tej książki powstał w głowie Neila, gdy obserwował on jak jego mały synek jeździ na trójkołowym rowerku wokół starych nagrobków cmentarza.

Główny bohater książki nosi wiele mówiące (a może nie mówiące nic) imię – Nik, zdrobnienie od Nikt. Swego czasu Odyseusz posługiwał się tym imieniem i wyszło mu to na dobre. Jak to będzie u Nika? Przekonacie się po przeczytaniu książki.

Dzieciak rósł wśród starych i nowszych nagrobków, otoczony opieką i miłością swoich przybranych rodziców – duchów, którzy opiekowali się dzieckiem lepiej niż niejeden żyjący. Brzmi przerażająco, prawda? Ale uwierzcie mi, Gaiman w tej książce poprzestawiał pionki - tu świat poza cmentarzem przeraża bardziej niż sam cmentarz.

poniedziałek, 3 października 2011

Saga o Ludziach Lodu – Zauroczenie (tom 1) – Margit Sandemo

Kiedy za oknem odlatujące ptaki zapowiadają zimę, a kalendarz otwarty na październiku jedynie to potwierdza, ma się ochotę na coś ciepłego. Choć niekoniecznie. Chowając się bezpiecznie w ciepły kocyk z gorącą czekoladą w ręku można odważyć się na zimną książkę.

Bo zdaje się, że „Saga o Ludziach Lodu” właśnie takową książką jest. Niekoniecznie. Ciepło także od niej bije, ukrywa się w rozmowach bohaterów, ich uczuciach, śmiechu i walce. A zatem, czy mogłam wybrać lepszą lekturę na nadchodzącą zimę? A lektura ta jest długa, liczy sobie aż 47 tomów, a ja przeczytałam dopiero pierwszy. Zwykle nie daję się porwać tak wielkim cyklom, jednak skusiła mnie cena pierwszego tomu. Dorwałam „Zauroczenie” za jedyne 2,99 zł i…

Z pewnością nie jest to literatura wysokich lotów, nie znajdziecie tu poruszających do głębi odkryć duchowych, głębi postaci czy też światowych tez filozoficznych. Ale nie oszukujmy się, nikt z nas nie czyta w 100% tylko książki mądre i głębokie, niekiedy pragniemy po prostu odpocząć od całego świata z czymś lekkim w ręku. A na to „Saga…” jest idealna.

niedziela, 25 września 2011

Grób Oscara Wilde'a


Moje walizki wciąż pachną Paryżem, a z kieszeni wysypują się zużyte bilety paryskiego metra. Tylko jeden pozostał nieskasowany. Leży w portfelu i czeka, aż wrócę do miasta świateł, które zauroczyło, rozkochało w sobie i teraz wydaje mi się jednym pięknym snem.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dzienny Patrol - Siergiej Łukjanienko, Władimir Wasiliew


Zabrania się rozpowszechniania niniejszego tekstu
jako szkalującego sprawę Światła.
Nocny Patrol
Zabrania się rozpowszechniania niniejszego tekstu
 jako szkalującego sprawę Ciemności.
Dzienny Patrol”*

Gdy przeczyta się „Nocny Patrol” Łukjanienki, nie ma szans, by nie sięgnąć po następną część. Obrazowe, mocne, przemawiające każdym zdaniem Urban fantasy zaczarowuje i nie chce wypuścić umysł czytelnika ze swoich macek.

Co ciekawe, „Dzienny Patrol” Łukjanienko nie napisał sam, a ze swoim przyjacielem – Władimirem Wasiliewym. Mimo to, nie czuje się w książce rwanego stylu, jest on zgrany, harmonijny i gdyby na okładce nie było dwóch nazwisk, byłabym pewna, że całość wyszła spod pióra Łukjanienki. Zapewne wynika to z tego, iż panowie są wieloletnimi przyjaciółmi i znają się na wylot. Istnieje nawet legenda, że Łukjanienko był po stronie Jasnych, a Wasiliew – Ciemnych, i pisząc każdy dbał o swoją stronę i robił drugiemu psikusy  oraz knuł spiski. Zapewne jest to prawda, bo dzięki temu książka wyszła bezlitosna i okrutna, a główna  myśl powieści wypływa niemal na każdej stronie i jest wyraźnie podkreślona – nie ma ani dobra, ani zła w czystej postaci, wszystko zależy od punktu widzenia. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje – Robert Rankin


Specyficzne poczucie humoru, błyskotliwa kpina z historii i kosmici - to jest właśnie „Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” Roberta Rankina. Znajdziecie tu wiele znanych nam wszystkim nazwisk, takich jak Churchill, Wilde, Hitler, Darwin... A to, co zrobił z tymi nazwiskami i ludźmi pod nimi żyjącymi Rankin, niekiedy rozkłada czytelników na łopatki. Taka jest prawda, że tę książkę ciężko czytać bez uśmiechu na twarzy i sporadycznych wybuchów śmiechu, odbicia absurdu w oczach czy też uniesionych w górę brwi - dwóch bądź jednej, wedle uznania.

O czym opowiada ta książka? O George'u Foxie, cyrkowym błaźnie lub asystencie (zależnie od mówcy) profesora Coffina. Jego praca polega na wystawianiu nieżyjącego już i zakonserwowanego Marsjanina ku uciesze tłumów i kieszeni jego pracodawcy. George jest nieco nieposłuszny i roztrzepany, acz z pewnością z sercem po brzegi wypełnionym dobrocią. Otrzymuje on przepowiednię, według której to na jego barkach spoczną losy wszystkich światów. I niech Was nie zrazi schematyczność powyższego zdania. Możecie mi wierzyć na słowo, u Rankina niektóre rozwiązania bardzo od schematu odbiegają.

piątek, 22 lipca 2011

Bezzmienna – Gail Carriger


Jak dobrze, że są tacy pisarze jak Carriger! Bowiem gdy mamy dość idealnie wypucowanych głównych bohaterek o nieskazitelnych cechach i jakże melancholijnej i pacyfistycznej osobowości oraz błyszczących i przystojnych głównych bohaterów o iście rycerskich czynach i duszy głębokiej jak trzy studnie postawione jedna na drugiej, sięgamy po „Bezduszną”, a potem po „Bezzmienną” i…

I mamy Alexie! Kobietkę pozbawioną duszy, lecz nie inteligencji, z brakiem stereotypowej urody modelki, lecz z nadmiarem ostrego języka i pragmatycznego podejścia do życia. I niech was nie zrazi jej brak duszy. Jeżeli czytaliście „Bezduszną”, to z pewnością wiecie, że w wiktoriańskim Londynie śmiertelni i nieśmiertelni żyją w jednym cywilizowanym społeczeństwie, wilkołaki noszą krawaty, wampiry noszą wysokie kołnierze, a ludzie… ludzie cierpliwie to znoszą.

Bezzmienna” jest drugim tomem z serii „Protektorat Parasola” i jeżeli w pierwszym tomie Carriger zachwycała ironicznym i łobuzerskim stylem i przezabawnymi opisami figli głównych bohaterów, to w następnym jest już o wiele odważniejsza, rzuca niedwuznaczne metafory, spycha piękną nóżką wątek miłosny na drugi plan i wyciąga na wierzch pomysłową akcję, zakręconą intrygę, tajemnicę i… sterowiec!

czwartek, 30 czerwca 2011

Hyperversum – Cecilia Randall

„Czyż czyny człowieka nie są ważniejsze od jego pochodzenia?”
(Hyperversum)

Na początku, chciałabym wyrazić moją ogromną wdzięczność dla wydawnictwa Esprit za to, że wydają tak wartościowe książki. Książki, które mają moc poruszyć czytelnika i pełne są niezwykłych wartości i przesłania.

Gdy sięgałam po „Hyperversum”, wydawało mi się, że to zwykła książka dla młodzieży. Może nieco za długa jak na cierpliwość młodych czytelników, a i wiek bohaterów historii zdawał się być nieco zawyżony. Szybko jednak zrozumiałam, że jest to coś więcej, niż zwykła literatura młodzieżowa. Jest to historia łącząca współczesność i średniowiecze, historia o tym, że wartości zamierzchłej epoki wciąż są obecne w ludzkich sercach, należy je tylko umieć obudzić.

Grupka przyjaciół fascynuje się grą komputerową RPG, stworzoną na kanwie średniowiecza. Ubierają okulary, specjalne rękawiczki i już są w świecie, który istniał osiemset lat temu. Zabawa jednak przestaje być fikcją. Z niezrozumiałych powodów znikają okulary i rękawiczki, znika cały rzeczywisty świat, a raczej zmienia się, bowiem stopy młodych osób twardo stoją na średniowiecznej ziemi. A wtedy, jak wiemy z lekcji historii, ludzkie życie nie wiele było warte.

czwartek, 23 czerwca 2011

Miasto Śniących Książek – Walter Moers




„W głębokich, zimnych jaskiniach,
Gdzie cienie łączą się z cieniami,
Stare księgi stłoczone w marzeniach
Śnią o czasach, gdy były drzewami.
Tam, gdzie węgiel rodzi diament,
Światło ni litość nie są znane,
Panuje na owej ziemi
Duch zwany Królem Cieni.”

Są książki i książki. A są książki o książkach. A jeszcze są książki o całym królestwie książek i właśnie takim dziełem jest „Miasto Śniących Książek” Moersa. Po prostu wyobraźcie sobie miasto, gdzie na każdym kroku jest antykwariat, gdzie główny biznes dotyczy książek, gdzie wszyscy czytają albo piszą, gdzie możecie usiąść w kawiarni (tuż w antykwariacie), zamówić grzaniec kawowy, chleb pszczeli albo cynamonowe ciasteczko w kształcie książki i czytać…

Gdzie pod miastem są niezliczone i tajemnicze katakumby, pełne… czego? Książek! Gdzie grasują straszni łowcy… czego? Książek! Gdzie… A cóż ja będę Wam opowiadać? Sami przeczytajcie.

„Jeśli kropka jest murem, to dwukropek jest drzwiami.”

sobota, 28 maja 2011

Pałac Północy – Carlos Ruiz Zafón


Nie znam nikogo, kto pisze tak, jak Zafón, kto tworzy tak niesamowite obrazy i buduje akcję w tak żywy sposób. Czytając „Pałac Północy” miałam wrażenie, że oglądam film, tylko tym razem jego akcja nie jest osadzona w Barcelonie. Zafón przenosi nas do Indii, do Kalkuty i snuje swoją opowieść wśród tej gorącej kultury, ubierając kobiety w sari i szepcząc cicho opowieści o bogini Kali.

„Diabeł stworzył po to młodość, byśmy popełniali błędy, a Bóg wymyślił dojrzałość i starość, byśmy mogli za te błędy zapłacić.”

Morderca, niebezpieczeństwo, dwa niemowlaki, rozdzielone bliźnięta, mija szesnaście lat i.... Brzmi schematycznie i szablonowo, ale nie dajcie się zwieść. Zafón zaskoczy was i to nie raz zwrotami akcji, niezwykłymi obrazami, postaciami i ich uczuciami. A na szczególne wyróżnienie zasługuje tu Jahawal, postać negatywna, którą pisarz stworzył w sposób bardzo złożony i nie jednoznaczny, nie usprawiedliwia go, ale i nie potępia. Poza tym nietrudno zauważyć, że postacie negatywne w twórczości hiszpańskiego pisarza bardzo często zapadają w pamięć i wyróżniają się spośród innych bohaterów.

środa, 25 maja 2011

Mała syrenka – Hans Christian Andersen

Dziś nagle, w ciągu jednej chwili, odkryłam dla siebie na nowo „Małą syrenkę” Andersena i chciałabym się z wami tym podzielić.
Jako zjadacze disneyowego chleba przyzwyczailiśmy się do czerwono włosej Arielki i gadającego kraba, Eryka o uroczym uśmiechu i strasznej wiedźmy z mackami ośmiornicy. Ale czy pamiętacie jeszcze prawdziwą wersję tej bajki? Tę z bólem, rozpaczą, prawdziwą miłością i śmiercią? Tę ze strasznym zakończeniem, po którym morska piana nagle nabiera zupełnie innego znaczenia?

Kiedy teraz myślę o tej bajce, wydaje mi się arcydziełem. Mała syrenka ratująca nieznajomego w otchłani morza. Ratująca kogoś, kto jest dla niej obcy, inny, nie z jej gatunku. I zakochująca się w nim. To tak, jakby zakochać się w kosmicie. Przecież ona całe swoje życie mieszka w wodze, ma ogon, nie zna prawdziwego wiatru i słońca. I nagle zakochuje się w kimś, kto jest zupełnie inny, ma nogi, myśli inaczej i dzieli ich cały ogromny świat. Granica wody i powietrza.

poniedziałek, 16 maja 2011

Nocny Patrol - Siergiej Łukjanienko


Wydanie rosyjskie
„Niniejszy tekst dopuszczono do rozpowszechniania, jako sprzyjający interesom Światła.
Nocny Patrol
Niniejszy tekst dopuszczono do rozpowszechniania, jako sprzyjający interesom Ciemności.
Dzienny Patrol”*

„Nocny patrol” to jedna z najpopularniejszych pozycji rosyjskiej fantastyki współczesnej, a dokładnie Urban fantasy (городское фэнтези). I naprawdę zasługuje na to, by ją przeczytać. Napisana w bardzo rzeczywisty i przyjemny sposób, przedstawia świat współczesnej Rosji (lata dziewięćdziesiąte), gdzie magia zlewa się z rzeczywistością, gdzie słowa mają ogromną moc, gdzie w każdej chwili możesz się dowiedzieć, że jesteś Inny i musisz podjąć decyzję: Światło czy Ciemność.


niedziela, 8 maja 2011

Uczennica maga – Trudi Canavan


Są tacy pisarze, na których patrzę przez pryzmat miłości do nich, i cokolwiek by nie zrobili, ja przyjmę to z uśmiechem. Naukowcy twierdzą, że Słowianie kochają pisarzy, a nie książki, kochają globalnie cały dorobek pisarza, a nie wybiórczo jakieś jego książki. Gdy, na przykład, Amerykanie większą uwagę przywiązują do pojedynczych pozycji i potrafią za jedną książkę pisarza pochwalić, a za następną zmieszać z błotem. Nie wiem, na ile jest to prawda, ale dostrzegam coś podobnego u siebie. Tak, ja kocham pisarzy. Chwytam z nimi więź i nie puszczam jej, traktując ich niemal jak rodzinę.  

„Jeden raz to pomyłka, dwa razy: pech lub zbieg okoliczności, trzy: umyślne działanie lub złe przyzwyczajenie.”*

Uczennica maga” to prequel  do Trylogii Czarnego Maga i opowiada o czasach sprzed założenia Gildii Magów. Ba, magia lecznicza także nie została jeszcze odkryta. Istnieje natomiast Gildia Uzdrowicieli skupiająca osoby niemagiczne.

Tessia jest córką uzdrowiciela i zawód swojego ojca zna niemal od dziecka. Pomaga mu podczas wizyt u chorych, a widok krwi jest dla niej na porządku dziennym. Ona pragnie szkolić się na uzdrowicielkę, a jej matka marzy o wydaniu córki za mąż. Plany ulegają gwałtownej zmianie, gdy w niezbyt przyjemnych okolicznościach dziewczyna odkrywa w sobie talent magiczny.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Bieguni – Olga Tokarczuk


„…właściwie każda podróż może być traktowana jak wyprawa na biegun, nawet niewielka wycieczka, nawet przejażdżka miejską dorożką.
Dziś – z pewnością nawet podróż metrem.”

Bieguni to odłam rosyjskich prawosławnych staroobrzędowców, wierzący, że zło tego świata ma do człowieka łatwiejszy dostęp, gdy pozostaje on w bezruchu, gdy jest bierny. Dlatego też nie wolno być statycznym, należy być w ciągłym ruchu, nie zatrzymywać się. Iść wciąż na przód.

„- Nie mogę wrócić do domu. (…)
- Masz adres?
- Mam – mówi i recytuje: - Kuzniecka 46 przez 78.
- To go po prostu zapomnij.”

Tokarczuk pisze zgodnie z wiarą biegunów. Ta książka, to zbiór mniejszych i większych ludzkich historii, przemyśleń narratorki i wzmianki o jej własnej podróży. To skrawki myśli i spostrzeżeń, zapisane zdawałoby się bez ładu i składu. Bo książka nie stoi w miejscu, wciąż pędzi naprzód, sama w sobie będąc swoistą podróżą. Przeskakuje od jednej myśli do drugiej, urywa historie, by wrócić do niej po kilkudziesięciu stronach. Jest jak pudełko puzzli, gdzie niby kawałki pasują do siebie, ale nie chodzi o to, by je ułożyć w idealną całość. Trzeba iść, iść wciąż na przód.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Bezduszna – Gail Carriger


O autorce tej książki czytamy krótką informację z tyłu okładki: „Gail Carriger  pisze, by odreagować smutne dzieciństwo. Wyrwała się z prowincji i wyruszyła w podróż po Europie, mimochodem uczęszczając po drodze do paru szkół. Obecnie rezyduje w Koloniach wraz z haremem ormiańskich kochanków i pokaźnym zapasem londyńskiej herbaty.”

Po takich słowach brwi idą w górę, a na twarzy pojawia się uśmiech. Co może napisać osoba o takim temperamencie jak Carriger? Coś, z czego ów temperament wypływa w ogromnych ilościach.

XIX wiek. Anglia. Wilkołaki, wampiry i ludzie mają niemal te same prawa. Nadprzyrodzoność w nikim nie budzi zdziwienia. Wszyscy żyją w tym samym społeczeństwie, spotykają się na balach, plotkują, niekiedy podziwiają się nawzajem. Wampiry śpią cały dzień i nikt nie zakłóca im spokoju, wilkołaki pozwalają zamykać się w celach na czas pełni. Wszyscy mają swój protokołów, nikt nikogo nie atakuje bez uprzedzenia. Oczywiście czysto teoretycznie, ponieważ gdyby w praktyce nikt tych zasad nie naginał, nie byłoby owej książki.
Prócz wilkołaków i wampirów mamy jeszcze kogoś, kto nie do końca jest człowiekiem, a mianowicie istotę ludzką pozbawioną duszy. Alexii brak duszy nie przeszkadza w prowadzeniu szalonego życia. Ma dwadzieścia sześć lat, oficjalnie jest starą panną, kocha czytać książki, zna się niemal na wszystkim i… kocha pakować się w kłopoty. O tak, kłopoty to specjalność panny Alexii, szczególnie, gdy u jej boku kręci się głowa wilkołaków, hrabia Maccon.

poniedziałek, 28 marca 2011

InterŚwiat – Neil Gaiman i Michael Reaves


Z Gaimanem obecnie mam takie układy, że on wlepia swoje nazwisko na okładkę książki tuż nad tytułem, a ja nie zastanawiając się biorę tę książkę. Taką mamy umowę i póki co każde z nas jest zadowolone.

Tak właśnie zaczęłam czytać „InterŚwiat” - kompletnie nie wiedząc, co to i z czym to się je. A wiedzieć by wypadało. Otóż, panowie Gaiman i Reaves wymyślili InterŚwiat wieki temu, lecz nie jako książkę, a jako coś, co pokażą na ekranie. Chodzili po ludziach i opowiadali o swoim pomyśle, a wszyscy dziwnie na nich patrzyli. Toteż panowie w swoim geniuszu wymyślili, że napiszą o InterŚwiecie i może wtedy ich pomysł stanie się bardziej jasny dla reszty świata. Napisali. Ale nikt z bogów telewizji nie palił się, by to umieścić na ekran, za to bogowie wydawnictw stwierdzili, że czytelnicy z pewnością by InterŚwiat polubili.

Właśnie dlatego, kiedy sięgamy po tę książkę, mamy wrażenie, że oglądamy film lub serial, że trzymamy w dłoniach scenariusz. Taka jest prawda, to o wiele lepiej by się oglądało, niż czytało. Ale po kolei.

piątek, 25 marca 2011

Księga bez tytułu - Anonim


Nie ma autora, nie ma tytułu, a jak przeczytasz, to zginiesz. Mijałam tę książkę w każdej księgarni i tylko patrzyłam na nią pobłażliwie. No proszę was, nie takie chwyty reklamowe ze mną. Okładka kusiła, ale nie samą okładką żyje czytelnik. A potem natknęłam się na audiobooka czytanego przez Artura Barcisa i nie umiałam się oprzeć jego głosowi.

Opowiastka na dobranoc głosi, że „Księga bez tytułu” pojawiła się w Internecie umieszczona przez anonimowego autora i w ciągu kilku dni została wirtualną legendą. Minęło kilka miesięcy i pod drzwiami jednego z amerykańskich wydawnictw została znaleziona wielka paczka, która zawierała rękopis bez tytułu i nazwiska autora.

Od tamtego wydarzenia minęło parę lat, a „Księga bez tytułu” została wydana w większości krajów świata, tylko tajemniczy pisarz nadal nie chce się ujawnić. Wszyscy czekają aż to zrobi, bowiem jego honorarium wynosi już ponad 1 000 000 dolarów.

Intrygujące, prawda? Chwyt reklamowy jest niezły, ale czy za tym wszystkim nie chowa się zwykły bubel? No właśnie nie…

sobota, 19 marca 2011

1Q84 (tom 2) – Haruki Murakami


Alicja pobiegła za Białym Królikiem do jego nory i trafiła do Krainy Czarów. Za kim pobiegł Tengo? Za Fukaeri lub za jej książką - „Powietrzną poczwarką”. I trafił do roku 1Q84.

Drugi tom trylogii „1Q84” porywa jeszcze bardziej, niż pierwszy. Zwykle książki Murakamiego płyną wolno, poruszane uczuciami i emocjami bohatera. Tu natomiast pędzimy oczami strona po stronie, by się dowiedzieć, co ma się stać za chwilę. I nie ma się co dziwić. Mamy przecież Aomame, która jest morderczynią i swoje zlecenia wykonuje perfekcyjnie, a wierzcie mi, nie zabija zwykłym pistoletem. Jest również Tengo, pisarz przed debiutem, który poprawił powieść siedemnastolatki Fukaeri, dzięki czemu wygrała konkurs literacki oraz została bestsellerem. W owej powieści na niebie znajdują się dwa księżyce, dzieją się niesamowite rzeczy rodem z bajki. Tylko że…

I Aomame, i Tengo również widzą na swoim niebie dwa księżyce, mniejszy i większy. Rzeczywistość miesza się z książką, książka z rzeczywistością. Jednak kto powiedział, że to, co widzimy wokół nas jest prawdziwe? Kto ma takowe prawo, by przykleić do świata metkę z napisem „prawda”?

niedziela, 13 marca 2011

Gra o tron – George R.R. Martin


Gdy dostałam tę książkę od Mirandy, powiedziała tylko jedno słowo: „epicka”. Sceptycznie spojrzałam na ilość stron (cudowne 774!), no ale.. Miranda rządzi, Miranda radzi, Miranda… Słowem, po przeczytaniu dwustu stron książki, poleciałam kupić sobie własny egzemplarz, bo taką epickość winno się mieć na własność!

„W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej.”

O czym może opowiadać „Gra o tron” jak nie o grze o tron. Intrygi, spiski, zdrady, wierność, knucie… Wszystkie ruchy dozwolone. A jak odejmiecie od tego magię, olbrzymy, wilkory i inne cudy niewidy, otrzymacie nasz prawdziwy świat średniowiecza. Od honoru do głupoty zaledwie jeden krok.

Do tego mamy tu multum postaci, w których czytelnik kompletnie się gubi przez pierwsze sto stron. A kiedy już zaczyna się w nich łapać… nie może się oderwać. Wtedy właśnie przychodzi czas na wybór swoich faworytów i tych, których nie znosimy. I właśnie postacie zachwyciły mnie u Martina najbardziej. Pisarz nie stawia na nikim metki „zły/dobry”. Tu mędrzec może popełnić ogromny błąd, a głupiec uratować sytuację. Bohaterowie są wrzucani w przeróżne życiowe sytuacje i ich wybory są zawsze niezwykle ludzkie, co sprawia, że czytelnik rozumie ich doskonale. Każda postać ma swoją historię, swoje doświadczenie, racje i poglądy. Żadnej postaci nie da się nazwać płytką i powierzchowną, już Martin o to zadbał. I wszyscy bohaterowie są niezwykle różnorodni, dzięki czemu każdy z czytelników znajdzie w „Grze o tron” coś dla siebie.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Wampir Lestat – Anne Rice


„Jestem śmiercią dżentelmenem, ubraną w jedwabie i koronki, nadchodzącą po cichu, by nagle zgasić świece. Naroślą rakową w samym sercu róży”

Bezduszny egoista z „Wywiadu z wampirem” postanawia opowiedzieć nam swoją historię. Zdawałoby się, historię rozpusty, mordu, krwi i kpiny. Bo cóż innego może powiedzieć nam Lestat? Ten, który szydził z Louisa, ten, który stworzył z małego dziecka wampira. Zdawałoby się…

Bo gdy Lestat zaczyna snuć swoją opowieść, wokół zapada cisza. Czas zatrzymuje się, powietrze wypełnia się ciepłą gęstością. W tej historii wampir sięga swego ludzkiego dzieciństwa, opowiada o domu rodzinnym, o matce, ojcu i braciach. I swoim cierpieniu, bo jego życie wcale nie było takie lukrowe. Opowiada o nadziejach i marzeniach. Gdy marzenie zostaje prawie osiągnięte, pojawiają się w jego życiu wampiry. Kończy się jedno życie i zaczyna następne, wieczne, krwawe.

sobota, 19 lutego 2011

Zaklęci w czasie - Audrey Niffeneger

Są takie książki po które sięgamy, bo wszyscy, którzy nam je polecali, mieli przy tym oczy pełne zachwytu. Są książki, o których mówi wielu, a pochwalne epitety płyną i płyną. Są książki, które zbierają masę pozytywnych recenzji, które mamią i kuszą. A są i rozczarowania książkami.

Henry jest chory. Nie ma raka, ani kataru. On choruje na podróże w czasie. Nie panując nad tym przemieszcza się nagle to w przeszłość, to w przyszłość. A kiedy w teraźniejszości spotyka nagle Clare, którą widzi po raz pierwszy w życiu, dowiaduje się, że ona zna go od dziecka i że w przyszłości zostanie jego żoną. Dopiero potem Henry odkrywa, że podczas następnych podróży w czasie cofa się do przeszłości i poznaje malutką Clare.

I o tym właśnie jest ta książka. Henry znika i się pojawia, a Clare na niego czeka. Niczym małe puzzelki, rozdziały w miarę czytania dopasowują się do siebie i przekształcają w jedną nierozerwalną całość. To historia miłosna opowiedziana zupełnie na nowo, bowiem kochanków nie dzielą już nieporozumienia, rodzice czy inne przeciwności losu, ich dzieli czas. A czas jest rzeczą nieubłaganą.

czwartek, 10 lutego 2011

Po zmierzchu – Haruki Murakami


„Jest duża różnica pomiędzy robieniem czegoś dobrze a robieniem czegoś naprawdę twórczo”.
Co może się wydarzyć w ciągu jednej nocy? Można się wyspać, a można nauczyć do egzaminu. Można przeczytać książkę, albo… albo po prostu spotkać ze swoim własnym ja.

„Po zmierzchu” to opis jednej nocy. Każdy z bohaterów spędził ją inaczej. Dziewczyna czytała książkę w całodobowej restauracji, chłopak, idąc na całonocną próbę zespołu, przysiadł się do jej stolika, prostytutka została pobita, inna dziewczyna spała, ktoś poszukiwał tłumacza chińskiego… Ot mamy noc i różnych ludzi. Bardzo różnych.

czwartek, 3 lutego 2011

Atramentowa trylogia – Cornelia Funke

 Zanim Cornelia Funke zasiądzie za pisanie książki, bardzo porządnie się do tego przygotowuje. Nim rozpoczęła pracę nad „Atramentowym sercem”, pierwszą częścią trylogii, przeczytała wiele o bibliofilach, introligatorach, księgarzach, złodziejach książek, połykaczach ognia i… o kunach.

Bajka, pomyślicie. Otóż nie do końca. Te trzy pięknie wydane książki to wrota do całkowicie innego świata. Do miejsca, gdzie wszystko pachnie ogromną miłością do książek, do mieszkania, gdzie na każdym kroku można wpaść na książkowy stos, do dwuosobowej rodziny, gdzie tata będący introligatorem nigdy nie czyta swojej córce na głos. To świat, gdzie znajdziecie wszystkie kolory tęczy, gdzie ogień ma duszę, gdzie spotkacie wróżki i szklane ludziki, gdzie rozpacz miesza się z bezgraniczną miłością. To świat, który udowodni wam, że pisarz jest jedynie świadkiem swojej sztuki.

niedziela, 9 stycznia 2011

1Q84 (tom 1) – Haruki Murakami


Każda książka Murakamiego zaskakuje. Jest inna, ciekawa i oryginalna, całkowicie odmienna od wszystkiego, co czytało się do tej pory. A gdy coś przez cały czas jest inne, staje się takie samo. Ale i z tej rutyny doskonałości wybrnął japoński pisarz, bo w powieści „1Q84” Murakami przeszedł samego siebie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to oczywiście tytuł. Dziwny, pokręcony i nie wiadomo z czym go zjeść. Co oznacza? Po pierwsze, pozdrowienia dla Orwella. Po drugie, angielska literka Q (ang. Question) w języku japońskim brzmi tak samo jak liczba 9. Po trzecie, sami przeczytacie!

W Japonii powieść „1Q84” pojawiła się w 2009 i w ciągu jednego dnia cały nakład został wykupiony. Intrygujące, prawda? Jak dla mnie, nie można było wybrać lepszego tematu na książkę: młody pisarz i zawodowa morderczyni. Uczta!
Podobnie jak „Koniec świata i Hard-boiled wonderland”, „1Q84” rozbija się na dwie paralelne historie. Z jednej strony mamy Tengo, młodego pisarza, który dąży do wydania własnej powieści, a z zawodu jest nauczycielem matematyki. Jego pisarski mentor prosi Tengo o ocenianie powieści wysłanych na konkurs Akutagawy. I jedną z takich powieści jest „Powietrzna poczwarka”. Powieść niesamowita, porażająca realnym opisem rzeczy nieistniejących. Autorką jest niejaka siedemnastolatka. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie fatalny styl, jakim książka została napisana. A gdyby tak ją poprawić?

czwartek, 6 stycznia 2011

Szepty dzieci mgły – Trudi Canavan


"Lekka bryza musnęła moje uszy, 
szepcząc niczym głosy stłumione przez pałacowe mury.
Niczym szepty dzieci mgły…”

Ten, kto zna twórczość Trudi, przyzwyczajony jest do wielkich opasłych książek. I,muszę przyznać, że z pewnym zdziwieniem czytałam malutkie opowiadanka, które z pewnością pisarka mogła rozwinąć na większe powieści. Tak jest na przykład ze światem przedstawionym w tytułowym opowiadaniu „Szepty dzieci mgły” oraz z „Markietanką”. Czytając te dwa opowiadanka, miałam ochotę czytać i czytać. Czułam wręcz niedosyt, gdy się kończyły.

Kolejne opowiadanie „Szalony uczeń” przenosi nas w świat trylogii Czarnego Maga, za którym tak bardzo tęsknię.  Wydarzenia opisane tu, mają miejsce wcześniej niż historia Sonei i Gildii Magów, tłumaczą one, czemu magowie zrezygnowali z używania czarnej magii. Smutne i zabawne jest to, jak wiedza o niezwykłej potędze może zostać zniszczona z powodu jednej osoby.