środa, 29 września 2010

Chłopaki Anansiego – Neil Gaiman


Anansi to jedno z ważniejszych bóstw w panteonie afrykańskim. Słynie ze swojej miłości do psikusów. Istnieje legenda o tym, jak Anansi został władcą wszystkich opowieści.  Legenda ciekawa i zaskakująca. Jednak… Ja wam jej nie opowiem. Niech to zrobi za mnie Gaiman!

Pan Neil dokonał niemożliwego. O tak, dokonał cudu. Bo tylko cud mógł sprawić, bym sięgnęła po książkę, opowiadającą o pająkach. A jednak, skusiłam się i… Nie pożałowałam.

Charlie nigdy nie lubił swojego ojca, tata irytował go i nie rozumiał. Chłopcowi wydawało się, że robi on wszystko, by tylko ośmieszyć syna. Więc gdy tylko dorósł, zwiał jak najdalej od domu rodzinnego.
Mijały lata. Lata spokojnego życia. Aż przyszedł dzień, kiedy ojciec Charliego umarł. Koniec psikusów? Nie… Po pogrzebie chłopak dowiedział się, że jego ojciec nie był zwykłym człowiekiem. Był bogiem. Co więcej, miał dwóch synów, a nie jednego.

niedziela, 19 września 2010

Nigdziebądź - Neil Gaiman


Alicja pobiegła za białym królikiem i trafiła do Krainy Czarów. Richard Mayhew zaopiekował się ranną dziewczyną na ulicy i także tam trafił. I muszę Wam powiedzieć, że Kraina Czarów, która powstała półtora wieku temu, nie zmieniła się bardzo. Może tylko troszkę wydoroślała i zrobiła się bardziej przerażająca. A pisarz zmienił nazwisko z Carroll na Gaiman.

Zupełnie przeciętny mężczyzna Richard Mayhew prowadzi całkowicie przeciętne życie i pracuje w absolutnie przeciętnym biurze. Idąc na kolację wraz ze swoją narzeczoną (mniej przeciętną, bardziej wredną, wymagającą i upartą), widzi leżącą na ulicy dziewczynę (zupełnie nieprzeciętną). Odkrywając, że jest ranna, rezygnuje z kolacji i śpieszy nieznajomej na pomoc. Po tym już nic nie jest takie same. Richard odkrywa świat istniejący pod ulicami Londynu, o którym większość ludzi nie wie. Świat, w którym słowo staje się prawdziwą siłą. Świat, gdzie można trafić jedynie otwierając drzwi. Świat niebezpieczny, gdzie mieszkają święci i potwory, mordercy i aniołowie.

sobota, 18 września 2010

Tańcz, tańcz, tańcz – Haruki Murakami



„Ciemność bez względu na powód swojego istnienia, jest straszna i przerażająca. Pochłania człowieka dokładnie, wykrzywia jego istnienie, rozrywa i niweczy” * 

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że zatrzymujesz się na noc w luksusowym hotelu, którego standardy dawno przekroczyły poziom pięciu gwiazdek. Wchodzisz do windy, jedziesz na szesnaste piętro i… Robisz krok w nieprzeniknioną ciemność pachnącą pleśnią. Gdzie podziało się nawilżone powietrze? Gdzie jest światło awaryjne? Gdzie miękki dywan pod stopami? Pozostała tylko ciemność. Ogromna, gęsta, nieprzenikniona.

Murakami zaczyna swoją powieść. Dwa-trzy zdania i już zmienia się wszystko wokół. Haruki rozstawia pionki na planszy, lekko szkicuje tło, puszcza delikatną melodię i opowiada… A my siadamy tuż przy nim i zasłuchani chwytamy każde słowo.
Takie są jego książki. Magia i harmonia opanowuje od pierwszej chwili.  I nie puszczają długo po przeczytaniu. Murakami, jeden z moich ukochanych pisarzy, napisał powieść, która od pierwszych stron stała się jedną z moich ulubionych.

wtorek, 14 września 2010

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu - Haruki Murakami


O czym mówisz, gdy mówisz o tym, co kochasz? Czy potrafisz ideologię swojego hobby nałożyć na swoje życie? Albo swoje życie podporządkować schematowi swojego ulubionego zajęcia? Czy potrafisz znaleźć filozofię w podnoszeniu ciężarów? Czy umiesz dostrzec głębie biegania?

Murakami umie. On umie wszystko, ponieważ on widzi świat zupełnie inaczej niż my. On dostrzega cienie, ludzi w skórze owiec, jednorożce i mówiące żaby. Człowiek-czarodziej, dla którego wszystko jest możliwe. Czarodziej-pisarz, który magią podzielił się z nami.

Haruki Murakami – najsłynniejszy współczesny japoński pisarz. Wnuk buddyjskiego duchownego i syn filologa. Zwlekał wiele lat zanim ujawnił ludziom swoją pasję w postaci  cieniutkiej książeczki. Choć pasja ta wygląda bardziej jak mała religia pisarza. Właśnie tak religia, gdyż Murakami traktuję bieg niczym bardzo ważną medytację niezbędną dla codziennej czystości duchowej. Stawia pisarstwo i bieganie tuż obok siebie, twierdząc, że pisarstwo także jest bardzo trudną pracą, gdyż pisząc autor wciąż się porusza po swoim umyślę.

poniedziałek, 13 września 2010

Biały statek - Czingis Ajtmatow


Gdy wypowiadam imię Czyngisa Ajtmatowa, z czym się wam kojarzy? Z Kirgizją, z Rosją, z wioską, z bajką, czy z niczym? Jego książki są specyficzne, jednak czytając jego biografię, ciężko sobie wyobrazić, by były inne.

Urodził się w 1928. Dzieciństwo spędził z babcią, dzięki czemu jego pierwsze spojrzenie na świat zostało ukształtowane przez kirgiską wieś. W domu mówiło się w dwóch językach, po rosyjsku i kirgisku. Taka też jest i twórczość Ajtmatowa, tworzył dla obu kultur. Przeżył długie życie, napisał powieści chwytające za serce i zarazem tworzące wrażenie bajki. Zmarł dwa lata temu, w 2008 roku.

Pisarze nie umierają, żyją nadal w swoich książkach. A książki są jawną lub ukrytą autobiografią twórcy.

„Biały statek” to książka łącząca prawdziwość życia z liryczną bajkowością. Akcja ma miejsce w górach, w małej osadzie, gdzie mieszkają jedynie trzy rodziny. Siedmioletni chłopczyk wychowuje się wśród dorosłych. Porzucony przez matkę i ojca, został oddany pod opiekę swojemu dziadkowi Momunowi – mężczyźnie pokornemu, spokojnemu i o słabym charakterze. Jednak jest coś, co dziadek potrafi robić tak dobrze, jak nikt inny. Opowiada wnukowi cudowne bajki…

wtorek, 7 września 2010

Gwiezdny pył - Neil Gaiman

Czy jest ktoś na sali, kto nie wie, kim jest Neil Gaiman? A czy jest ktoś, kto jego książek jeszcze nie czytał? No właśnie. Do niedawna w odpowiedzi na drugie pytanie, podniosłabym rękę.
Nie czytałam jego książek, choć miałam taki zamiar od lat. Szczególnie po filmie „Gwiezdny pył” miałam ochotę zapoznać się z pierwowzorem. I po przeczytaniu świetnej recenzji Pawła już nie mogłam się oprzeć.

Od razu uprzedzam, że nie zamierzam porównywać książki do filmu. Powiem tylko, że jeżeli obejrzeliście już ekranizację, to nie bójcie się, że książka was nie zaskoczy.

Każdy z nas lubi bajki, ponieważ to właśnie one niosą ze sobą wspomnienia dzieciństwa – dla większości okresu beztroskiej radości. Gaiman bierze te bajki i spisuje je na nowo dopasowując do naszej dorosłości. Gotyckie fantasy – tak właśnie nazywają jego literaturę.  Neil pisze świetnie, ale gdybym miała malutką córeczkę, nie pozwoliłabym jej czytać jego książek.

sobota, 4 września 2010

Wielki Mistrz - Trudi Canavan


Napisanie recenzji trzeciego tomu trylogii jest niemal awykonalne, gdy bierze się pod uwagę osoby, które nie przeczytały jeszcze ani jednej książki z cyklu, a recenzję czytać będą. Łatwo bowiem zdradzić fakty, które sprawią, że czytanie pierwszej czy drugiej części trylogii „Czarnego Maga”, zostanie pozbawione jakiegokolwiek zaskoczenia.
Dlatego też podzieliłam recenzję na dwie części – dla tych którzy trylogii nie przeczytali i dla tych, którzy lekturę „Wielkiego Mistrza” mają już za sobą.

Tym, którzy nie czytali jeszcze książek Trudi, mogę powiedzieć jedno - warto! Warto, ponieważ te trzy książki („Gildia magów", „Nowicjuszka”, „Wielki Mistrz”) stanowią nierozerwalną całość, napisaną w sposób żywy i wciągający, mimo wszystko wręcz oryginalny. Postacie ożywają z łatwością w naszym umyśle. A jedna część jest lepsza od drugiej, choć każda niesie ze sobą coś innego i do końca ciężko mi określić, która była najlepsza.

środa, 1 września 2010

Nowicjuszka – Trudi Canavan


Kiedy bierzesz do ręki książkę fantasy opowiadającą o magii, czarodziejach w szatach i złodziejach, możesz uderzyć głową w mur, bo pod ciekawą opowieścią o szkole magii, jej uczniach i nauczycielach, przeczytasz o tolerancji, służbie zdrowia i różnych kulturach naszego współczesnego kraju. „Nowicjuszka” Trudi Canavan jest książką o naprawdę poważnych problemach dotyczących ludzkiej psychologii, wyboru być sobą czy takim jak inni, tolerancji i nietolerancji, lekarzy, których usługi są szalenie drogie. A przez to książka ta zmusza do wielu przemyśleń. Canavan dając nam przepyszne ciasteczko w postaci „Gildii magów”, zaskoczyła nadzieniem „Nowicjuszki”. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że okaże się to tak poważna książka. Zaskoczyła mnie i wbiła w ziemię.

Akcja rozdziela się na kilka wątków. Jeden traktuje o Sonei robiącej pierwsze kroki w nowej szkole, drugi o Ambasadorze Dannylu, trzeci o Lorlenie – Administratorze Gildii. Sonea zaczęła nowe życie w Gildii Magów. Złożyła przysięgę nowicjuszy i zaczęła uczęszczać na zajęcia. Haczyk polega na tym, że była pierwszą uczennicą, która nie miała szlacheckiego pochodzenia, lecz urodziła się w slumsach.
Czytając o Sonei z początku wzdychałam ze zrozumieniem. Prawda jest taka, że przeżyłam to samo, co ona, będąc w szkole. Różnica polega na tym, że ona urodziła się w innej warstwie społecznej, a ja w innym kraju. Wiem doskonale jak to jest być zupełnie innym od reszty. Wiem też, że wystarczy tylko jedna osoba, która cię nienawidzi, by znienawidzili cię wszyscy. Człowiek to stadne zwierze i pójdzie za silnym przywódcą bez  sprzeciwu. A dzieci często potrafią być okrutniejsze niż dorośli. Jednak jeżeli chodzi o dręczyciela Sonei, Regina, wydaje mi się, że musi tu chodzić o coś więcej, niż tylko pochodzenie Sonei. Jego nienawiść musiała żywić się czymś jeszcze, inaczej bowiem staje się on postacią płytką i przekoloryzowaną.