piątek, 30 lipca 2010

Zapasy z życiem - Eric-Emmanuel Schmitt

Zapewne za chwilę posypią się na mnie oburzone głosy, ale… Nie darzę szczególnymi względami Schmitta. Jakoś dla mnie Coelho i Schmitt to jedna wataha, która tworzy swe książki bazując na rzeczach dość oczywistych. Jedni nazywają to filozofią dla ubogich, a inni filozofia dla kobiet. Zbiór złotych myśli, ot co. Dla lubiących tego typu rzeczy poleciłabym raczej "Małego Księcia".

Ależ, ależ! Zacznijmy od tego, że Schmitta ja nie neguję. Po Coelho mam niestrawność, ale Erica czytać mogę. Od czasu do czasu. Możliwe, że gdybym miała teraz z 13-15 lat, byłabym zachwycona tymi autorami. Ale w wieku 22 lat mam wystarczające pojęcie o życiu i Schmitt nie nadaje się dla mnie na nauczyciela czy doradcę. Zbyt przewidywalne są jego książki.

"Zapasy z życiem" to cieniutka, jedno-wieczorowa książeczka. Ot zaledwie 70 stron. Zaczęłam i nawet nie zauważyłam, kiedy skończyłam.

Skusiłam się na tę książkę z powodu jednego szczegółu. Japonia! Tak, miejscem akcji jest Japonia, kraj, który kocham już od dawna. Właśnie dlatego, będąc w bibliotece, sięgnęłam po nowego Schmitta. W bibliotece, bo cena jest za wysoka na taką książeczkę.

I cóż mogę rzec? Po jednym wieczorze ze Schmittem nie odkryłam Ameryki, nie poczułam się szczęśliwsza, nie zobaczyłam nowego świata. Przeczytałam tylko o młodych chłopaku, który myślał, że nikt go nie kochał, a okazało się inaczej. Takie historie widzę na co dzień.

Jednak było coś w tej książce, co mnie zafascynowało. Nigdy jeszcze nie czytałam takiego opisu medytacji i jej istoty. Przeczytałam ów fragment dwukrotnie. Jest chyba najlepszy z całej książki. Wnosi powiew prosto z Japonii. Można by nawet potraktować to jak instrukcję. Tak, za to Schmitt ma ode mnie plusa. Jak napisze coś jeszcze z Japonią związane, przeczytam z pewnością.

A teraz po tych wszystkich mądrych i filozoficznych książkach potrzebuję czegoś naprawdę złego! Danie Brownie! Do dzieła!

wtorek, 27 lipca 2010

Portret Doriana Graya – Oscar Wilde

Z Panem Wildem spotkałam się po raz pierwszy jakieś 14 lat temu. Będąc jeszcze dzieckiem, czytałam jego bajki, i wtedy to zaczynałam rozumieć, że świat można tłumaczyć różnie, można przyziemnie, jak dorośli, a można pięknie, jak to robił Wilde.

„Portret Doriana Graya”… W sumie nawet nie wiem, czemu przeczytałam tę książkę dopiero teraz. Możliwe dlatego, że przeraził mnie film i pragnęłam się dowiedzieć, czy powieść napisana pod koniec XIX wieku także mnie przerazi. Nie przeraziła. Zachwyciła wręcz. I dała do myślenia.

To jedna z tych książek, która na pierwszy rzut oka nie jest tylko pustym zbiorem złotych myśli (a na pisanie temu podobnych książek jest teraz wielka moda), jednak błyskotliwość języka i kunszt dialogów sprawiają, że książkę się odkłada i myśli się. Myśli, myśli…

„- Pewność jest fatalna. Niepewność czaruje. Mgła nadaje rzeczom urok.
- Można w niej zatracić drogę.
- Wszystkie drogi wiodą do jednego punktu.
- A tym jest?
- Rozczarowanie.”

Życie jest grą. Tak, tak. My sami podświadomie wybieramy sobie rolę i brniemy dalej. Pięknie jest odkrywać, dążyć do spełnienia marzenia. Lecz kiedy marzenie się spełnia, co jest większe – radość ze spełnienie, czy rozczarowanie z powodu braku marzenia?
Niepewność jest piękna. Jest sztuką. Pewność jest życiem. A życie i sztuka nie zawsze idą w parze. Jednak jakże cudownie jest twardo stąpać po pewnej ziemi i czuć niepewność dnia następnego? Tak? A może nie? Człowiek to zbiór paradoksów.

„Własna jego natura podniosła bunt przeciwko nadmiernej udręce, pragnącej skazić i zniweczyć doskonały spokój atmosfery. Leży to w naturze ludzi subtelnych i wrażliwych.. Ich silne
namiętności muszą albo miażdżyć, albo złamać się. Zabijają człowieka lub same giną. Płytki żal i płytka miłość żyją długo. Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.”

Powyższe słowa sprawiły, że poczułam jakbym odkryła ogromne drzwi, których nigdy nie widziałam. Tak jakbym nauczyła się czytać siebie od nowa.
Dorian, Henryk i Bazyli. Ta trójka skupiła w sobie wiele moich myśli, których nigdy nie potrafiłam nazwać po imieniu, a które oni wypowiedzieli z taką łatwością. Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że wystarczy chcieć, jedynie chcieć, aby dotrzeć i zrozumieć serce samego Wilda.

„- Zatem Grecy przeciw Grekom?
- Ja trzymam z Trojańczykami. Walczyli o kobietę.
- I zostali pokonani.
- Istnieje coś gorszego od popadnięcia w niewolę.
- Galopujesz i popuszczasz sobie cugle.
- Tempo nadaje smak życiu.”

Tak, życie jest tylko jedno i trzeba zdążyć wypić z niego wszystkie soki, przy tym nie połamawszy sobie nóg i rąk. Trzeba sączyć powoli i rozważnie, nie zachłannie i bezmyślnie jak to zrobił Dorian. Zdawałoby się, że przed sobą miał piękne życie i że te życie zniszczył. A byłby szczęśliwy w tym idealnie grzecznym życiu? Zapewne tak. Któż by przeczył. A może i nie…

„- Każdy dobry kapelusz powstaje z niczego.
- Jak wszelka reputacja. Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie, stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi, trzeba być miernotą.”

Żeby być lubianym za to, że się jest naprawdę w czymś dobrym, trzeba najpierw umrzeć. Wtedy ludzie nie będą nam zazdrościć, bo któż zazdrości umarlakom… Zazdrość to obrzydliwe uczucie. Fałszywy zachwyt czyimś sukcesem jest po prostu szkaradnym. Nie chwalić się szczęściem bądź umrzeć, tak?

„Portret Doriana Graya” – książka, która budzi więcej pytań niż ma w sobie słów.

„- A sztuka?
- Jest chorobą.
- Miłość.
- Złudzeniem.
- Religia?
- Wytwornym surogatem wiary.
- Jesteś sceptykiem.
- Nie, sceptycyzm jest początkiem wiary.
- Czymże więc jesteś?
- Określać znaczy ograniczać.”

_________________________
Wszystkie cytaty pochodzą z „Portret Doriana Graya” Oscar Wilde, Warszawa 1976

czwartek, 22 lipca 2010

Miłość w czasach zarazy - Gabriel García Márquez


Czy to przez przypadek, czy też przez zrządzenie losu, czytam Marqueza zawsze latem i to w najbardziej upalne dni.

Ta książka zachwyciła mnie niemal wszystkim, co w sobie miała, od języka zaczynając, na głębi przesłania kończąc.
Zobaczyłam istotę małżeństwa z zupełnie innej perspektywy. Dostrzegłam, jakim błogosławieństwem jest zestarzeć się razem.
Tu każdy czytelnik ujrzy coś dla siebie. Ta książka jest tak wielopoziomowa, że bez problemu każdy znajdzie w niej siebie i swoje racje osądzi bądź pochwali bohaterów. Ja osobiście wciąż nie potrafię ustosunkować się do zakończenia. Nie umiem odnaleźć w sobie własnego zdania na jego temat. A to dlatego, że wątek który by się zdawał dla innych głównym, dla mnie był pobocznym, a na pierwsze miejsce wyszła idea małżeństwa. To właśnie ono zachwyciło mnie w tej książce najbardziej. Jego głębia, rzeczywistość, trwałość, cierpienie i koniec.

 „Najistotniejszym elementem w dobrym małżeństwie nie jest szczęście, ale trwałość.”

Bo nas wychowują na Kopciuszkach i Królewnach Śnieżkach, które tuż po ślubie żyją długo i szczęśliwie. A małżeństwo zawarte bez miłości jest stereotypowym złem. Marquez cicho burzy wszystkie stereotypy i pokazuje po prostu życie, życie takim jakie ono jest, z całym jego naturalizmem.

Swoją drogą chciałabym dodać, że język Marqueza jest tak wyśmienicie piękny, że cokolwiek by on nie opisywał wszystko fascynuje i nic ani o drobinę nie obrzydza. Łomonosow podzielił kiedyś język na trzy style, Marquez natomiast pisze czasem o rzeczach niskich stylem wysokim, a przez to pięknym. Mam wrażenie, że jakby chciał opisać zwykły ołówek, to zrobiłby to w tak intrygując sposób, że ciężko by się było oderwać.

Poza tym ‘Miłość w czasach zarazy’ jest kopalnią wiedzy o społeczeństwie karaibskim, o jego obyczajach i tradycjach. A z powodu mojej dociekliwości i fascynującego sposobu przekazu Marqueza dowiedziałam się wielu innych rzeczy, takich jak wygląd kota abisyńskiego czy brzmienie piosenek Yvette Gilbert i Aristida Bruanta.

To nie jest thriller, ale zapewniam Was, że nigdy nie wiadomo, co jest na następnej stronie. Książka ta udowadnia, że kobiety, które cicho i harmonijnie żyją u boku swojego męża, mają także swoje wielkie historie. I mogłabym wiele rzeczy zarzucić bohaterom biorącym w nich udział, lecz wielkie książki nie powstają o życiu tych, którzy postępują poprawnie i bez zarzutu.

„Życie stałoby się dla nich czymś całkowicie odmiennym, gdyby w odpowiednim czasie uświadomili sobie, że łatwiej jest walczyć z wielkimi katastrofami małżeńskimi niż z drobnymi biedami codziennego życia.”

_____________________________________
Cytaty pochodzą z 'Miłość w czasach zarazy' Gabriel García Márquez, Warszawa 2008

czwartek, 15 lipca 2010

Na dobry początek...

Witam! Witam! Witam czytelników, widzów i konsumentów wszelkiego rodzaju kultury!


Zapraszam do czytania, komentowania i korespondowania. Każdy jest mile widziany!

I niech trzy cnoty recenzenta będą z nami wszystkimi!


Elokwencja! Erudycja! Inteligencja!